Zioła

Przeglądasz archiwum kategorii 'Zioła'.

Właśnie przeczytałam na sieci następujące zdanie:

Olejki eteryczne nie wchodza w interakcje ze srodkami farmakologicznymi i decydujac sie na ich stosowanie nie musimy rezygnowac z tradycyjnych lekarstw. Dlatego aromaterapia jest znakomita terapia wspomagajaca proces leczenia.

Gówno prawda, za przeproszeniem. „Nieszkodliwość” ziół to jedna wielka bujda. Zioła to naturalna fabryka chemiczna. A olejki eteryczne można sobie wyobrazić jako zioła skondensowane. I, cytując Pratchetta, jak sobie pomyślę jak ludzie mogą się wkopać wierząc w takie bzdury, to mnie trzęsie. Strach i cholera.

Przykładem leków wchodzących w interakcje, o których rzadko się mówi, są pigułki antykoncepcyjne. Ich działanie zostanie osłabione przez antybiotyki, o tym się mówi powszechnie. Mniej powszechnie wiadomo, że podobne działanie mają leki uspokajające, nasenne, a także np. dziurawiec. Z pigułkami nie zgrywa się też olejek eteryczny geraniowy.

Z tego też powodu poszukuję dobrej książki o ziołolecznictwie i aromaterapii, która będzie zawierała informacje o tym, z jakimi popularnymi lekami wchodzą w interakcje opisywane zioła. Na razie nie znalazłam. Jakby ktoś widział, to będę niesamowicie wdzięczna jeśli da znać!

Kiedy oczy swędzą, bolą i/lub czerwienieją, jednym słowem szykują się do zapalenia spojówek, wszyscy polecają złapać za świetlik łąkowy. Sprzedawany jest w aptekach w postaci kropelek do oczu lub herbatki, ja sobie zakupiłam herbatkę. Wrzuca się jedną torebeczkę do wody, doprowadza do wrzenia i gotuje przez pięć minut, po czym robi kompresiki, studzi, wrzuca na oczki na dziesięć minut i już. Powtarzać co najmniej dwa razy dziennie, na koniec przemywając chore oko. Ze stanu „przedzapalnego” do „zdrowe oczki” przeszłam w trzy dni. Od tej pory świetlik został zaliczony w szeregi obowiązkowych „podręcznych leków” mojej domowej apteczki.

Inne zioła pomagające przy kłopotach z oczami to chaber bławatek (jeszcze nie próbowałam; podobno w aptekach dostępny jest żel ze świetlika i bławatka) oraz rumianek pospolity. Ten ostatni ma tyle zastosowań, że też jest moim „lekiem podręcznym”. Zewnętrznie stosowany delikatnie odkaża i łagodzi – moja ciotka robiła z niego kompresy na zmęczone oczy, a ja płukałam nim gardło przy zapaleniu gardła (chociaż sól jednak działa lepiej). Wewnętrznie działa rozkurczająco – na ból żołądka świetna jest herbatka z mięty i rumianku.

Dziś w ramach posiadania mnóstwa wolnego czasu postanowiłam pójść na spacer. Z przykrością stwierdziłam, że na ten sam pomysł wpadło mnóstwo innych ludzi. Zazwyczaj odludne ścieżki i szlaki zatkane były dzisiaj starszymi babciami oraz rodzinkami wyposażonymi we wrzeszczące maluchy. Ble. Ludzi na świecie jest za dużo. Na całe szczęście zwykle siedzą w domu przed telewizorem, las zostawiając wiedźmom…

Ale miało być o ziołach. Otóż z obserwacji kwiatków: przebiśniegi zakwitły dawno temu, a krokusy też już były, ale dziś zobaczyłam podbiały i nawet jedną biedną przylaszczkę. Znaczy się, już wiosna. A najwiekszym odkryciem były zeschłe resztki bielunia dziędzierzawy. Niby taka „pospolita ruderalna” roślinka, a dopiero dzisiaj udało mi się ją przyuważyć w naturze. Jeść go nie zamierzam, bo zapędy samobójcze są mi raczej obce, ale zawsze warto wiedzieć, że jest i gdzie jest. W końcu to roślina czarownic.

Według tego co wyczytałam w mądrych księgach zielarskich, wrotycz odstrasza pasożyty w rodzaju pcheł czy wszy. Po zastosowaniu tej wiedzy w praktyce do odstraszania pcheł z kota okazało się, że wypłasza z domu również upierdliwe zwierzątka zwane mrówkami faraona (można też poczytać bardziej naukowo o mrówkach faraona). W celu wypłoszenia należy powiesić w domu duży wiecheć świeżego wrotyczu i niech wisi, schnie i śmierdzi (bo ma zapach, jakby to powiedzieć, intensywny :) Skuteczności odpchlania niestety nie stwierdzono, bo kot był również pryskany jakimiś środkami przez weterynarza. Niestety ani kot, ani mrówki nie są moje, dlatego doświadczenia raczej nie powtórzę :)

Komentarze archiwalne

Sądząc po fotografii, mam tego pełno w ogrodzie (potwierdzam, że pachnie.. intensywnie). A ponieważ kot też jest, eksperyment zostanie przeprowadzony. Czego się w końcu nie robi dla dobra nauki :)

– Amber (14 luty 2005)


Wrotycz jest mi znany jako środek do ściągania pochwy (po co? dlaczego? nie te czasy?). Wisiał u mnie w pokoju w celach dekoracyjnych, ale efektu na kota nie wywarł. Powtórzę doświadczenie latem.

Enenna (15 luty 2005)


Eksperyment przeprowadzono w miniaturowym mieszkaniu w bloku [36m kw.] a wiecheć była porządna. Może tu chodzi o stężenie na metr kwadratowy tego czy coś takiego. W końcu to ulatniające się olejki eteryczne.

W każdym razie kot był odpchlany zupełnie naukowo: weterynaryjnym specyfikiem działającym 3 miesiące. A faktem jest ze zwierząt domowych zostały się tylko mało uciążliwe pająki. A poprzez rury centralnego ogrzewania mieszkanie ma w pionie bezpośrednie połączenie z piwnicą…różna fauna wpada w odwiedziny.Po wrotyczu odwiedziny stały się zauważalnie rzadsze :-D.

O tych innych właściwościach wrotycza nie wiedziałam. Czego to kiedyś się nie robiło, żeby się…uniewinnić ;-)

– Abyss (15 luty 2005)


Kota chyba trzeba byłoby myć naparem. Zajrzałam sobie właśnie do wyżej wspomnianej księgi i pisze tam tak: zrobić odwar z 2 łyżek kwiatów na 1 szklankę wody, zmoczyć tym skórę głowy oraz włosy i zawinąć ręcznikiem na 3 godziny, po czym umyć, włosy dokładnie wyszczotkować. Następnego dnia włosy spłukać wodą z octem i wyczesać gęstym grzebieniem. Powtórzyć po tygodniu. (Przepis na pozbycie się wszy).

A w ogóle to wrotycz jest trujący i nie należy go spożywać. W „Toksykologii” pisze, że zawiera tujon i kamforę, zatruć się można kilkoma jego gramami, a zatruwają się głównie dzieci, którym się daje do picia odwar jako środek na pasożyty wewnętrzne oraz kobiety stosujące wrotycz jako środek poronny. No i mamy kolejne niepoprawne politycznie zastosowanie wrotyczu :)

– 3Jane (15 luty 2005)


Z innej książki, angielskiego przewodnika po truciznach i odtrutkach dowiadujemy się, że był to kiedyś popularny element arsenału czarownicy! Jego nazwa pochodzi z greckiego athanasia (nieśmiertelność), ponieważ był głównym składnikiem napoju, którym Zeus unieśmiertelnił Ganimedesa. Skojarzenie mogło się wziąć z tego, że kwiaty wrotycza wolno więdną albo z tego, że wkładano go do trumien, żeby odstraszyć, wiecie, robaczki. :>

– 3Jane (15 luty 2005)


A ja jeszcze czytałam o następującym zastosowaniu wrotyczu: kiedyś, kiedy msze trwały pare godzin (np. suma) wierni przekładali nim (oraz innymi silnie pachnącymi ziołami) kartki modlitewnika, żeby…nie zasnąć w ławce :-).

– Abyss (15 luty 2005)


ja bym grzecznie poprosila kota, zeby nie przynosil pchel. przeciez kot tez mysli :)

– wbasq (16 luty 2005)