Wiedźmolog – archiwum

Przeglądasz archiwum kategorii 'Wiedźmolog – archiwum'.

Pamiętacie, nad jaką zmianą konstytucji teraz głosują? Pamiętacie. W Nikaragui taki zakaz wprowadzono drugiego listopada. W tydzień po wprowadzeniu tego zakazu zmarła jego pierwsza ofiara. To była kobieta, której aborcja mogła uratować życie.

O innych skutkach, jakie może mieć sama dyskusja nad taką zmianą konstytucji, pisze profesor Wojciech Sadurski w artykule Piekło kobiet – reaktywacja (w poniższym cytacie podkreślenia moje):

Najgorszym rezultatem postawienia na porządku dziennym sprawy dalszego zaostrzenia obecnej ustawy antyaborcyjnej wcale nie jest groźba, że do tego zaostrzenia rzeczywiście dojdzie. Wiele bowiem wskazuje na to, że nie istnieją ku temu warunki polityczne. (..)

Naprawdę fatalną konsekwencją odrzucenia owego pomysłu będzie utrwalenie wśród opinii publicznej przekonania, że obecny stan prawny jest jakimś rozsądnym kompromisem między stanowiskiem liberalnym a rygorystycznym. Dziś liberałowie w Polsce muszą bronić kuriozalnego stanu rzeczy istniejącego w tej wersji tylko w dwóch krajach europejskich (Irlandia i Malta), zamiast przypominać, że już jesteśmy przy ścianie, a nie w jakimś rozsądnym centrum. To oznacza, że w naszej debacie publicznej przesunęliśmy się jeszcze bardziej na prawo, a powrót do rozwiązań bardziej liberalnych, oświeconych, praktykowanych w niemal całym cywilizowanym świecie staje się jeszcze mniej realny.

Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie. Chcieliście edukacji seksualnej w szkołach, no to ją macie (ale tylko ideologiczną).

Jak mi tłumaczył jeden ksiądz, „panu bogu zawsze trzeba zostawić szansę” (09.12.2007 – chodziło mi o to, że ksiądz tym wyjaśniał, dlaczego antykoncepcji nie wolno stosować). I zapewne dlatego nie wolno nawet uczyć o skutecznej antykoncepcji, bo jeszcze głupi ludzie się prawdziwej wierze sprzeniewierzą. To nic, że skoczy ilość (nielegalnych) aborcji, od których kobiety mogą cierpieć i umierać (podziemie aborcyjne nie zawsze jest sterylne). Nic, że rodzić się będzie masę dzieci niechcianych. Bóg wie lepiej. A jeśli to nie bóg zsyła dzieci, ale przypadek?

Poza tym, jeśli „bogu należy zostawić szansę” jeśli chodzi o przyniesienie życia, to może i należy to zrobić w przypadku zakończenia życia. Jeśli antykoncepcja chemiczna i hormonalna jest nienaturalna, to na pewno antybiotyki też. A już sztuczne serce, bypassy czy sztuczne nerki to zupełnie fe.

Komentarze archiwalne

Oczywiście księdzu chodziło o co innego. Ale to już poza dyskusją.

Inny aspekt : jak wiele wynosimy ze szkoły? Przypominam sobie, że miałam to i owo o antykoncepcji na lekcjach biologii. Biologiczka uczyła również religii, ale to już tylko dodatkowy smaczek. Jednak całą wiedzę czerpałam ze źródeł pozaszkolnych.

Jeżeli chodzi o sterylność, to podejrzewam, że legalna aborcja byłaby w Polsce co bardziej podejrzana.

Jakiś czas temu czytałam na pudelku (śledzę plotki z życia gwiazd dla odprężenia i dostarczenia temató do small talku), że Doda Elektroda zrobiła awanturę w szpitalu i wyniosła się do kliniki prywatnej. Nie znając szczegółów, przyznaję a priori rację Dodzie. W szpitalach państwowych jest źle.

– Enenna (28 listopad 2006)

Skrzypek na dachu. To brzmi głupio, prawda? Ale w naszej małej Anatewce każdy jest, można by powiedzieć, takim skrzypkiem na dachu, co próbuje wydobyć ze swych skrzypiec prosty i miły ton, nie skręcając sobie przy tym karku. Zadanie wcale niełatwe. Więc dlaczego – zapytacie – siedzimy tam na górze, jeśli to jest niebezpieczne? Siedzimy, bo Anatewka to nasz dom. A jak my utrzymujemy równowagę? Na to mogę wam odpowiedzieć jednym słowem: tradycja! (..) Ponieważ trzymamy się tradycji, zachowujemy równowagę przez długie, długie lata. (..) Możecie zapytać, skąd się bierze ta tradycja. Odpowiem wam – nie mam pojęcia! Tradycja – i koniec.

Komentarze archiwalne

Ja czasem sobie tak podśpiewuję: Tradition! Tradition! And tradition my friend is the observation of the Law!

– Enenna (28 listopad 2006)

Dzisiaj zrobiłam sobie rajd po zachodnich blogach wiccańsko-pogańskich. Rezultat: masa różnorakich postulatów. Między innymi:

  • Wiccanie powinni sobie postawić za cel nie tylko niekrzywdzenie niczego, ale też pomaganie i uzdrawianie świata
  • Ludzie należący do wiccańskiego kapłaństwa powinni być lepiej wykształceni. Czymże są w miarę młodzi ludzie bez wykształcenia wyższego w obliczu kapłanów różnych odłamów chrześcijańskich, judaistycznych lub buddyjskich? (Odpowiedź: nieopłacanymi wolontariuszami, którzy raczej nigdy nie dorównają utrzymywanym przez społeczność zawodowcom poświęcającym swój czas wyłącznie religii).
  • Wiccańskie kapłaństwo powinno przygotować się na przyjęcie kongregacji wiernych, którzy sami nie aspirują do statusu kapłana.

Kurde. Czemu ci ludzie (którzy to wszystko postulują) nie zostali w jakiejś liberalnej odnodze chrześcijaństwa?

Komentarze archiwalne

…bo można być neopoganinem/wiccanoidem filozoficznie, ale jednocześnie chcieć być „świeckim” albo „kapłanem” (w znaczeniu „minister”) społecznie. Tradycje misteryjne dawne czy dzisiejsze, zauważ, zawsze są w obrębie szerszych religii. Misteria eluzyjskie były częścią religii helleńskiej (o ile można ten zbiór tak nazwać), sufizm jest częścią islamu, itd. Wicca pod tym względem jest umocowana trochę w próżni i dlatego są jaja. Tak samo jak druidyzm zresztą i wszelkie próby rekonstrukcji działań wąskiej grupy ludzi i nazywania ich „religią” w społecznym znaczeniu. Bo to w sumie nie religia, a warstwa społeczna posiadająca konkretną wizję świata i praktyki. Religia społeczna musi zostawić miejsce na laikat, na kapłaństwo niosące posługi, na ścieżki misteryjne, na zakony, itp. I życie to wymusza. Podobne jaja będą mieli ci, co za 2000 lat stworzyliby „biskupizm” ;)

– Ailinon (16 listopad 2006)


Ech, skupiłaś się dokładnie na odwrotnej rzeczy niż ja. W zasadzie na liście mam kilka punktów, które znalazłam na ostatnim blogu, jaki miałam przed nosem, kiedy było już dość późno :) A chodzi mi o ogólny klimat panujący na tych blogach, trudny w zasadzie do wypunktowania.

Rzuca mi się w oczy na przykład olbrzymie pragnienie bycia zaakceptowanym i szanowanym przez społeczeństwo amerykańskie. Wyraźne jest też, że tryb myślenia u wiccanopogan coraz bardziej upodabnia się do „mainstreamowego”. Im bardziej starają się, żeby pogaństwo było szanowane przez mainstream, tym bardziej się do tego mainstreamu upodabniają i się z nim mieszają.

Rezultat jest taki, że neopogaństwo coraz bardziej przestaje być wyraźną, odmienną religią, a staje się zbiorem nowych szatek dla znudzonych mdłym chrześcijaństwem Amerykanów. I o to mi we wpisie chodziło.

– _3Jane (16 listopad 2006)

… pojutrze zakaz rozwodów czy od razu przymusowa ciąża?

O konsekwencjach planowanej zmiany konstytucji już pisałam, więc dziś tylko przypominam: jeśli wejdzie w życie, zabroniona będzie aborcja z wszelkich powodów, także z powodu ciąży stanowiącej zagrożenie życia kobiety (o zagrożeniu zdrowia nawet się już nie mówi – jakiś poseł LPRu raczył wyśmiać ten pomysł pod hasłem „czymże jest ślepota matki w obliczu życia dziecka nienarodzonego”).

Teraz idą o krok dalej. W ramach ramach pakietu ustaw składających się na „Narodowy program wspierania rodziny” powstaje projekt ograniczający dostęp do tabletek antykoncepcyjnych i prezerwatyw (09.12.2007 – tu był link do Onetu, ale strona znikła). Poseł PiSu Marian Piłka porównuje antykoncepcję do alkoholu i narkotyków. Posłanka Anna Sobecka z RLN (była kandydatka na Rzecznika Praw Dziecka w obecnej kadencji Sejmu) uważa prezerwatywy za zagrożenie dla polskiej rodziny (bo, wicie rozumicie, mało urodzeń mamy). Żeby było śmieszniej, ministerstwo zdrowia nie jest do ich pomysłów nastawione negatywnie.

Ani jednemu, ani drugiemu nie wpadło do głowy, że dzieci może być mało na przykład dlatego, że, jak pisze ojciec komentujący tego newsa na onecie:

  • Wszystkie leki, witaminy itd. dla kobiet w ciąży są 100% płatne. Ich ceny są makabryczne, bo to przecież dla ciężarnej. Np. Witaminy kosztują 30zł za 30 tabletek. Ceny leków hormonalnych na podtrzymanie ciąży są astronomiczne. Gdy żona leżała z zagrożoną ciążą to wychodziło 100-200zł tygodniowo.
  • do przychodni to strach chodzić, zresztą przysługuje np. 2x USG w czasie ciąży-śmiech. Więc wizyta prywatna ok. 100zł raz w miesącu (o ile nie ma komplikacji)
  • Do porodu trzeba mieć wszystko swoje, szpital daje łóżko, położną i lekarza, na więcej nie ma pieniędzy. [Więcej w artykule Poród tylko dla bogaczy - dopisek _3Jane]

A potem wylicza koszty utrzymania dziecka, też dość astronomiczne. Warto poczytać.

Drodzy posłowie! Zamiast ograniczać dostęp do antykoncepcji i traktować ludzi (a w szczególności kobiety) jak zwierzęta rozpłodowe, które są za głupie, żeby o sobie decydować, zadziałajcie może w takim kierunku, żeby ludzi było stać na posiadanie dzieci. I nie wyświetlajcie nam kretyńskich reklam o tych obrzydliwych Polakach-materialistach co to wolą zaoszczędzić, żeby kupić odkurzacz, zamiast robić kolejne dzieci (i potem obserwować jak nie mają co jeść i za co się leczyć), sami przy tym opływając w luksusy. Bo mi się rzygać chce.

Dziękuję za uwagę.

[Edit po paru dniach: bardzo dobre artykuły na temat jak w Polsce traktuje się kobiety w ogóle i matki w szczególności - Polka Matki Polki oraz Prawo przeciw kobietom]

Komentarze archiwalne

Przy całej mojej niewierze, że projekt wejdzie w życie, zauważam, że pomija antykoncepcyjne środki mechaniczne oraz chemiczne.

– Enenna (8 listopad 2006)


I oby im nikt o tym nie przypomniał.

_– 3Jane (8 listopad 2006)


Ciąża i poród to tylko 9mcy. To nie to jest najważniejsze, tak w mojej ocenie. Brak jest infrastruktury, która pomogłaby wychowywać dzieci, która uwolniłaby matkę od siedzenia nad wózkiem, gotowania obiadków, itp. Żłobki są na chwilę i to w godzinach takich, z których ktokolwiek, pracujący mniej regularnie, i tak nie może skorzystać. A nawet, jak skorzysta, to potem jest wyrodna matka, że daje swoje dzieci do wychowania obcym ludziom. Świat teraz działa szybko i potrzebne są instytucje, które będą dyspozycyjne.

Ci idioci z PiSu i LPRu myślą, że są w stanie zatrzymać postęp i wrócić do pewnych konkretnych modeli. Oczywiście, że nie są w stanie. Kto będzie chciał antykoncepcji czy aborcji, ten ją i tak sobie załatwi, tylko być może drożej i bardziej niebezpiecznie. Nikt nigdy nie zawrócił kijem Wisły i pewne zmiany następują i trzeba wymyślić nowe rozwiązania. To fakt, że przyrost naturalny jest niski i że należałoby coś z tym zrobić. Ale ułatwianie i usprawnianie ludziom życia zwykle działa lepiej niż zakazywanie i narzucanie.

Oczywiście, nikomu nie wpadnie do głowy, że jeżeli zakazują aborcji, to kobiety obrotniejsze wybiorą zajść w ciążę poza Polską. No bo chyba byłabym idiotką, żeby decydować się na dziecko nie mając pewności, że w razie jakichkolwiek komplikacji, moja decyzja będzie najważniejsza.

– Ailinon (8 listopad 2006)


Oczywiście, że na ciąży i porodzie się nie kończy, ale jakbym zaczęła rozpisywać się o wszystkich przeszkodach, które stoją na drodze ludziom pragnącym sensownie wychowywać dzieci, to by mi miejsca w wiedźmologu nie starczyło. Zresztą sensowniej byłoby, gdyby na ten temat wypowiedziały się np. pogańskie mamy, bo już jest przecież taka grupka.

– _3Jane (9 listopad 2006)

Dzisiaj natknęłam się na artykuł Kraj brzydkich kobiet? z „Wysokich Obcasów”. Sam w sobie jakoś mnie nie zachwycił, ale rzucił mi się w oczy następujący fragment:

U nas nie ma tradycji wspierania się nawzajem, uśmiechania, mówienia sobie miłych słów. Nie potrafimy sąsiadowi w windzie powiedzieć „dzień dobry”, a co dopiero pochwalić nową fryzurę sąsiadki czy świetny płaszcz sąsiada. Z niewiedzy czy nieświadomości nie umiemy w życiu publicznym okazywać sobie szacunku. Jesteśmy, zwyczajnie mówiąc, trochę niewychowani.

Komentarze archiwalne

Inaczej mówić chamscy. Ostatnio byłem świadkiem zdarzenia, jak do metra weszła staruszka o lasce, ledwie się trzymając na nogach, na co natychmiast zareagował pewien gówniarz, który siedział, a mianowicie zaczął symulować sen. Na szczęście pani obok natychmiast go „obudziła” i musiał ustąpić.
Duża część Polaków nie potrafi się zachowywać w elementarnych sytuacjach, a co dopiero chwalić tych, którzy mają coś lepszego na sobie niż my :/.

– Endymion (8 listopad 2006)

Pierwszy śnieg

Dzisiaj spadł pierwszy śnieg tego roku i chciałam to jakoś udokumentować. Niestety cierpię również na całkowity brak weny i nic więcej nie napiszę. Do zobaczenia w następnej odsłonie wiedźmologa :)

Pamięć

Człowiek żyje tak długo, jak trwa pamięć o nim – takie motto znalazlam dzisiaj na ogłoszeniu dotyczącym opieki nad grobami. Ogłaszająca się firma (?) oferowała sprzątanie okolic grobu, mycie go, złożenie kwiatów, zapalenie zniczów i, uwaga, wykonanie dokumentacji fotograficznej. Osoba, która skorzysta z ich usług, w jakiś sposób pamięta jeszcze o swoich zmarłych. Więc niby żyją. Ale co to za życie, skoro wspomnienia o zmarłych ograniczają się do przypomnienia sobie raz na rok, że należy komuś zapłacić, żeby posprzątał za nas?

Komentarze archiwalne

Sądzę, że ta usługa jest przeznaczona dla osób starszych, które nie mogą same wybrać się na cmentarz, oraz dla osób przebywających daleko, np. zagranicą.

– Enenna (23 październik 2006)


Tylko widzisz, zmarłemu mogło właśnie na tym zależeć „co sąsiedzi pomyślą”. Jeżeli on sam był trochę dulski i zależało mu na pozorach, to takie działanie będzie wręcz wypełnianiem jego woli.

– Ailinon (25 październik 2006)

W okolicach Dnia Zmarłych wspomina się zwykle o wspominaniu lub czczeniu przodków. Zakłada się zwykle, że przodkowie ci byli mądrymi nauczycielami lub towarzyszami, których brakuje nam w życiu. Ale… Co jesli nasze życie jest zaprzeczeniem tego, co robili nasi przodkowie? Jeśli metaforycznie przewracają się oni w grobach w związku z naszym postępowaniem? Jeśli, gdyby jeszcze żyli, poświęciliby wszystko, żeby tylko zawrócić daną osobę z jej obranej ścieżki?

Może się tak zdarzyć, że ateista-libertyn albo, o zgrozo, neopoganin, miał babcię-dewotkę o mentalności moherowego bereta. Albo, biorąc bardziej drastyczny przykład, miał rodziców, którzy się nad nim znęcali. Wspomnieć te osoby jakoś należy, bo jednak wnieśli jakiś wkład w nasze życie. Każda osoba, jaką spotkaliśmy na swojej ścieżce, w jakiś sposób przyczyniła sie do tego, że jesteśmy jacy jesteśmy – choćby w wyniku „co mnie nie zabije, czyni mnie silniejszym”. Nie da się też całkowicie zerwać ze swoją przeszłością, choćby z tego powodu, że blizny zostają na całe życie.

Ale czy takich przodków należy czcić? Czy należy ich prosić o opiekę i wsparcie?

Co wtedy, kiedy ścieżka przodków nie jest naszą ścieżką, kiedy ich mądrość nas nie dotyczy? Co wtedy, kiedy dana osoba zdecydowanie NIE życzy sobie ingerencji przodków w życie i chce się od nich oderwać, a jednocześnie być neopoganinem?

(Dla wyjaśnienia i trochę nie na temat: dla mnie neopogaństwo jest zerwaniem ciągłości tradycji/kultury. Odwoływanie się do dawnych Słowian, Rzymian, czarownic, neolitycznych łowców czy innych takich, to nie zachowywanie ciągłości czegokolwiek – takowej nie ma, bo musielibyśmy mieć wśród bezpośrednich, pamiętanych przez siebie przodków czarownice/Słowian etc i wychować się w tej kulturze. Takie odwoływanie się to tworzenie sobie własnej, mitycznej genealogii. Co oczywiscie jest zupełnie naturalne i bardzo pogańskie, ale nie mogę tego nazwać kontynuacją. To raczej „współczesna wariacja na temat”).

Komentarze archiwalne

W przypadku babci-dewotki sprawa ma się trochę inaczej niż w przypadku znęcających się rodziców. Jeżeli przodek „chce dobrze”, to wg mnie należy mu być wdzięcznym za chęci i za to, co dobrego od nich dostaliśmy i się nam przydaje, ale wcale to nie oznacza, że musimy się z nim we wszystkim zgadzać. Gdybyśmy się w końcu tak zgadzali zawsze, to cywilizacja stanęłaby w miejscu, bo czasami trzeba obalić starą teorię, aby postawić nową. Jeżeli przodek był patologiczny, to, owszem, można mu być wdzięcznym za fakt istnienia, ale trudno o cokolwiek więcej.

Natomiast w kwestii ciągłości tradycji i spadku po przodkach – oczywiście, że neopogaństwo trudno nazwać „ciągłością tradycji”, ale jak najbardziej jest to „wariacja na temat” tradycji, gdyż jednak w naszej kulturze zachowało się wiele elementów, które jakkolwiek nie zmiatane pod dywan albo „naturalizowane”, wciąż tam są. Zostaliśmy neopoganami między innymi, że czytano nam mity greckie, że obchodziliśmy święta mające mocny posmak pogański, że czytaliśmy literaturę klasyczną, itd. Jakby nie patrzeć neopogaństwo jest dla nas dużo bliższe kulturowo niż, powiedzmy, islam.

A tak już ogólnie „na temat” – spuścizną po przodkach jest również możliwość zmiany i adaptacji. Nie jesteśmy pierwszym pokoleniem, które wybiórczo bierze tradycję i tworzy z niej coś nowego. Tak robiło wiele pokoleń przed nami, podważając wartości, tworząc własne – w tej czy innej dziedzinie. Tą zdolność do samodzielnego myślenia i decydowania też mamy w darze od nich, nawet, jeżeli poprzednie pokolenia miały ją mniejszą lub choćby nawet nie miały jej w ogóle. To normalne, że dzieci są zawsze bardziej przystosowane do obecnych czasów niż ich rodzice – tak natura to ułożyła.

Czy przodkowie chcą/chcieliby nam pomagać w czymś niezgodnym z ich życiem… Częściowo oni są nami, a więc to nie jest tylko nasze życie, ale też ich nowe życie, w nowym świecie, z nowymi perspektywami. Więc myślę, że jednak ta ich część najbardziej bazowa, instynktowna, czysta „wola życia” chce zmian, bo aby żyć, trzeba się zmieniać.

– Ailinon (18 październik 2006)


Wiele razy podnoszono problem, że choć w języku angielskim „witch” oznacza zarówno mężczyznę jak i kobietę, to w języku polskim nie ma dobrego odpowiednika „wiedźmy”, czyli tej, która wie („wiedźmina” zajął Andrzej Sapkowski, a „wiedźmak” się nie przyjął). Ale męska forma „wiedźmy” jednak kiedyś istniała: wiedun (09.12.2007 – o formie tej wspomina też Andrzej Szyjewski w książce „Religia Słowian”).

« Późniejsze wpisy § Wcześniejsze wpisy »