Neopogaństwo

Przeglądasz archiwum kategorii 'Neopogaństwo'.

Motto:

Pieniądze to nasz czas i wysiłek w formie fizycznej, możliwej do wymiany; są też same w sobie rodzajem energii, którą równie łatwo można użyć do uzdrawiania jak i do zakupienia kolejnej pary butów których nigdy nie będziesz nosić.

— Dianne Sylvan, 'The Circle Within' (tłumaczenie moje)

Wśród osób zainteresowanych duchowością i new agem (i nie tylko zresztą) pieniądze są często tematem tabu, czymś negatywnym. „Zaślepienie kasą”, „sprzedać się”, „komercha”, „żądza pieniądza”, „obrzydliwie bogaty”. Pieniądze kojarzą się z wielkimi korporacjami, które niszczą naturę i ludzkie życia byle tylko opchać się pieniędzmi do przesytu. Dla mnie takie skojarzenia są chore. Demonizacja pieniądza przypomina mi demonizację seksu, uczuć i innych naturalnych dziedzin ludzkiego życia. Tak, pieniądz jest naturalny. Pieniądz to przecież współczesne określenie na „ja ci pomogę zbudować dach, a ty mi za to dasz dwa kurczaki.” Niemniej jednak handel wymienny nie jest postrzegana jako źródło zła, a pieniądze tak. Dlaczego?

Wydaje mi się, że problemem jest tutaj abstrakcyjność. Im bardziej abstrakcyjna koncepcja, tym trudniej jest człowiekowi odnieść się do niej emocjonalnie. Człowiek jest zwierzęciem, kieruje się zmysłami. Cielesność wpływa na nas bardziej niż chcemy to przyznać. Widzę to po sobie – jeśli mam na wydatki kwotę X, to zupełnie inaczej czuję się z konkretnym zapasem banknotów i monet, niż kiedy trzymam w ręce kartę kredytową. Im bardziej abstrakcyjna prezentacja kwoty, tym łatwiej szastać pieniędzmi, tym mniej czasu poświęca się na zastanowienie „czy naprawdę tego potrzebuję?”. I to chyba jest klucz do problemu.

Ożywienie swojej wyobraźni na tyle, żeby wywołać w sobie uczucia takie, jakby zamiast karty kredytowej trzymało się w ręku banknoty (a już tym bardziej kurczaka!) wymaga wiele wysiłku. Nie jestem pewna, czy mi to do końca wychodzi. To co dopiero powiedzieć o ludziach, którzy w ogóle nie są świadomi tego mechanizmu, a nawet gdyby byli świadomi to mogłoby im się nie chcieć wkładać tyle pracy? Idziemy więc sobie przez życie najłatwiejszą ścieżką. I właśnie przez to ułatwienie może powstać tyle zniszczeń. Nie raz słyszy się przecież o ludziach, którzy „nie uświadamiają sobie prawdziwej wagi pieniądza” i popadają w pułapkę oszukańczych kredytów tylko po to, żeby kupić sobie kolejny luksusowy przedmiot.

Ten mechanizm abstrakcji działa zresztą wszędzie. Łatwiej jest posłać na śmierć oddział ludzi, jeśli jest on reprezentowany przez chorągiewkę na mapie. Łatwiej jest wrzucić pieniądze do skarbonki niż poświęcić swój czas na pracę w wolontariacie przez ilość czasu potrzebną na zarobienie tych pieniędzy… A właśnie, sprawa „wykupywania się” od odpowiedzialności. Kiedy ostatnio widzieliście człowieka, który chciał za pomocą pieniędzy zwolnić się od obowiązku myślenia, troszczenia się? Wczoraj? No i są też te wielkie debaty wśród pogan na temat „czy za kurs należy brać pieniądze czy nie” – argumentem na „nie” jest to, że kursanci przyjmują wtedy zwykle postawę roszczeniową, zakładając że skoro zapłacili to już nic więcej się od nich nie wymaga.

Z pieniędzmi jest jeszcze drugi problem, ale byłby on chyba tak samo jaskrawy w przypadku handlu wymiennego. W naszej kulturze bogactwo daje władzę. Im ktoś ma więcej pieniędzy, tym większy jest jego wpływ na świat zewnętrzny. Między władzą a bogactwem jest jednak jedna, duża różnica. Środki materialne się dziedziczy, władza pochodzi zwykle z wyboru. Mamy tutaj ukryty odpowiednik monarchii dziedzicznej. Jak zapewne wszyscy pamiętają z historii, zdarzało się w takich przypadkach dość często, że władzę dostawała w łapy osoba zupełnie się do tego nienadająca. Podobnie władza zapewniana przez pieniądze nie pochodzi z wyboru. Zdobywa się ją przez dziedziczenie i/lub własną pracę, ale te rzeczy nie muszą wcale iść w parze z odpowiedzialnością, myśleniem o innych itp.

Rasy powstają i zmieniają wszechświat, dostosowując go do swoich potrzeb, po czym wymierają. Pojawiają się inne rasy, które także zmieniają zastany wszechśwait według własnego gustu i również wymierają. Itd., itp., cdn. I tak od samego początku, gdy była nicość. Proces ciągłego tworzenia jest tym, dzięki czemu istnieje wszechświat, nigdy bowiem nie było czegoś takiego jak naturalny wszechświat.

— 'Dysk', Terry Pratchett

Dostałam link, który pokazuje na złożonym zdjęciu różnice położenia Słońca podczas zrównań i przesileń.

Oto nadchodzi Słońce.

Lunabar, mój ulubiony program, który m.in. wyświetla fazy księżyca w pasku zadań, zmienił status na freeware (za darmo).

22 listopada w Krakowie odbędzie się konferencja „Transformacje New Age w Polsce”, organizowana przez Fundację Badania Mniejszości Religijnych ATENA. (08.12.2007 – dzisiaj strona Fundacji ATENA nie działa, nie wiem co się stało)

Użycie noża jako głównego symbolu oznacza, że jesteśmy gotowi się bronić i przyjmujemy odpowiedzialność za nasze działania. Trudno jest zaprzeczyć, kto trzymał nóż! Kulą można oberwać od kogoś z tłumu, ale kiedy ktoś cię dźgnie, zwykle wiesz kto to był.

Aby zaatakować nożem, musisz być gotów zaryzykować własne życie i bezpieczeństwo, bo atak taki stawia cię w zasięgu twojej ofiary. Co więcej, jeśli zabijasz przy użyciu noża, wiesz o tym: poczujesz, jak ostrze tnie, jak się przebija przez powłokę ciała, jak ociera się o kości… zobaczysz ból, który zadajesz, poczujesz zapach rozciętych przez ciebie wnętrzności, lepkość krwi na twoich dłoniach, usłyszysz krzyk agonii i strachu. Zobaczysz, jak życie ucieka z doczesnej postaci, będziesz mógł zaobserwować przemianę żywej istoty w masę mięsa i kości… i będziesz wiedzieć, że odpowiedzialność spoczywa na tobie.

Nie możesz udawać, nawet przed samym sobą, że tego nie zrobiłeś. Wicca opiera się na braniu na siebie odpowiedzialności, a nie na tym, że jakaś zewnętrzna siła obciąża cię oskarżeniami; kulturowo Wicca jest społecznością „winy”, w przeciwieństwie do społeczności „wstydu” w której żyjemy, a która wydaje się czcić Jedenaste Przykazanie: „Nie Daj Się Przyłapać.”

(Artykuł jest oczywiście bardziej obszerny, a zaprezentowana w nim symbolika Athame nie ogranicza się do osobistej odpowiedzialności. Po prostu ten fragment rzucił mi się w oczy. Osobistą odpowiedzialność uważam bowiem za jedną z podstawowych idei w Wicca.)

Komentarze archiwalne

Podoba mi się taka interpretacja miecza. Odpowiedzialność za własne uczynki jest tym, co sprawia, że jesteśmy wolni. Miecz służy też do obrony naszej wolności. Podoba mi się takie ujęcie.
Wolność jest przypisana jednostce, dlatego ważne są dzialania przez nią podejmowane. Wolne czyny odbijają się w wieczności.

– rawimir (8 listopad 2005)

  • Dawne plemiona zrobiły mniej szkód niż my tylko dlatego, że nie mieli takiej technologii. (Dana Corby i Branson, amberadjet)
  • Cywilizację od barbarzyństwa dzieli 6 posiłków. (Anonim na onecie – dzięki za wyszperanie, Abyss!)
  • W ostatecznym rozrachunku okaże się, że wszystkim śmierdzą skarpetki. (Ja)

W najbliższym czasie Kiedy wreszcie będę miała czas i sieć, postaram się napisać coś więcej ponarzekać na temat romantycznego stosunku do przeszłości.

W naszej kulturze brakuje rytuału przejścia, który oficjalnie przeprowadzałby człowieka ze statusu dziecka do statusu dorosłego. Ustanawiałby on w psychice otoczenia, a także dziecka, taki punkt czasowy uświadamiający o zmianie sytuacji.

Rytuały takie są potrzebne w społeczeństwie, bo nie każdy głęboko przemyśliwuje nad swoją i cudzą sytuacją. Bez niego większość rodziców, zamiast uświadomić sobie zmiany zachodzące w swoim dziecku, cały czas traktuje je, no, jak DZIECKO, kogoś, z kim nie trzeba się liczyć, kogoś nieodpowiedzialnego i potrzebującego opieki. Bo przecież cały czas jest młodsze od nich o 20 czy 30 lat. A potem przeżywają terapię szokową, kiedy dziecko mówi pa pa.

Komentarze archiwalne

Zastanawiam się, czy nie wyglądałoby to tak jak w USA: „Masz 18 lat – wynocha, zarabiać!”. Przez co szybko zostałoby zbojkotowane przez „młodzież na utrzymaniu”. Również tę „młodzież” 30letnią ;-)

Z jakiegoś praktycznego powodu tego typu rytuały zaniknęły przecież w cywilizowanych społecznościach.

– Abyss (1 wrzesień 2005)


Być może to kogoś rozśmieszy, ale dla mnie takim rytuałem przejścia było… bierzmowanie. Miałam wtedy 14 lat i byłam jeszcze szczerze wierzącą katoliczką.
Brakuje mi w naszej obyczajowości rytuału przejścia w stronę Bogini Staruchy. O ile w młodość wchodzi się łatwo i bez sprzeciwu, o tyle zbliżanie się do starości jest bardzo trudne. Łatwiej jest umierać, niż oglądać pierwsze zmarszczki :-( Łatwiej odnaleźć się w pierwszej pracy, niż z dnia na dzień coraz bardziej czuć, że wkrótce może szef uzna cię za starą i niepotrzebną… Ach, ten powszechny kult młodości.
Może gdyby taki rytuał istniał, to załatwiłby on także rytuał Pierwszego Przejścia – łatwiej byłoby się pogodzić z tym, że dzieci odfruwają z gniazda.

– Morven (4 wrzesień 2005)

Disclaimer: po pierwsze, poniższe notatki nie stanowią pełnego streszczenia książki. Po drugie: w omawianej książce Wicca obejmuje przede wszystkim to, co zazwyczaj nazywa się Wicca Eklektycznym. Z definicją tą się nie zgadzam, ale dla spójnosci z książką używam słownictwa autorki.

Rozdział zaczyna się od krótkiej teorii na temat znaczenia religii. Jest ona, według Dianne, sposobem na znalezienie celu życia, czegos, co pomogłoby ludziom zrozumieć ich miejsce we wszechswiecie i zapewne pogodzić się z jego złymi stronami (morderstwa, powodzie, politycy, komary). Jednak ponieważ cel życia i jego znaczenie nie jest takie samo dla wszystkich, powstało wiele scieżek.

Podkreślając to, że wszystkie ścieżki są właściwe, autorka sugeruje, że częsta (szczególnie wśród młodszych „stażem” Wiccan) postawa dumy z tego, że nie jest się jak inne religie, może być niewłaściwa, oraz że możemy się od innych wiele nauczyć. Za przykład stawia ideę codziennej praktyki, którą sama „podłapała” od katolickich zakonnic.

Dziwi mnie jednak, że autorka sama nie praktykuje tego, co głosi. W tekście dość często kontrastuje Wicca z chrześcijaństwem i komentuje, że w danym miejscu chrześcijaństwo rozwiązało coś źle, natomiast Wicca – dobrze. Po co to robi? W końcu celem tej książki miało być wspomożenie Wiccan w ich praktyce duchowej, a nie krytyka praktyki chrześcijan. Na dodatek, skoro wszystkie ścieżki są właściwe, to jak praktyka chrześcijan mogłaby być niewłaściwa (przecież nie można jej zarzucić, by była nieetyczna)? Nie podoba mi się to.

Wróćmy jednak do rozdziału pierwszego. Celem przedstawionym przez Wicca jest uswiadomienie sobie (przypomnienie) Boskosci w nas i wszystkim wokół, oraz manifestowanie Boga i Bogini cały czas – kochanie i dawanie jak oni, służenie im w doskonałym zaufaniu, sprowadzając ich łaskę na swiat. (Jest to, według autorki, cel tej samej kategorii, co dążenie do znalezienia się w niebie lub osiągnięcia nirwany). Rytuał i inne narzędzia stosowane w Wicca to srodki pomagające osiągnąć ten cel. Motyw świętosci całego swiata oraz dążenia do manifestowania w sobie boskosci przewija sie potem przez cały rozdział. (CDN).

Disclaimer: po pierwsze, poniższe notatki nie stanowią pełnego streszczenia książki. Po drugie: w omawianej książce Wicca obejmuje przede wszystkim to, co zazwyczaj nazywa się Wicca Eklektycznym. Z definicją tą się nie zgadzam, ale dla spójnosci z książką używam słownictwa autorki.

W przedmowie rzuciło mi się w oczy stwierdzenie, że autorka nie należy do osób uzdolnionych parapsychicznie i zajmujących się podróżami astralnymi, oglądaniem aur czy innymi podobnymi rzeczami. Jej magia nie rozróżnia zanadto między stanem alfa a stanem beta. Mimo to wie doskonale, kiedy Bogowie chcą jej cos przekazać (opisuje przypadki „omenów” za pomocą obecnosci ptaków, a w związku z napisaniem książki – pająków).

Ze wstępu dowiadujemy się, że celem „The Circle Within” jest wspomożenie Wiccan w zbliżaniu się do Boga i Bogini. Książka ta ma być przewodnikiem w tworzeniu własnej praktyki duchowej na podstawie następujących przekonań:

  1. każdy czyn może być rytuałem
  2. każda chwila naszego życia to szansa na oddanie czci Boskosci wewnątrz i wokół nas.

Ponieważ Boskosć, według autorki, jest jedna, ale ma wiele twarzy, za pomocą których ludzie sobie ją przybliżają, to wszystkie etyczne scieżki to własciwe scieżki. Tutaj narzucają mi się następujące pytania: po pierwsze, skąd wiadomo, że dana scieżka rzeczywiscie prowadzi do kontaktu z Boskoscią? Jest przecież wiele przypadków samooszukiwania się w dziedzinach innych niż religijne. Czy rzeczywiscie WSZYSTKIE scieżki działają? I po drugie, według CZYJEJ etyki okreslamy, czy scieżka jest etyczna i dlaczego akurat według tej, a nie innej?

Autorka pisze także, że uważa magię za czyn religijny, który trzeba rozpatrywać w kontekscie relacji z Bogami. Nie mówi niestety w jaki sposób i dlaczego, ale mam nadzieję, że w dalszej częsci książki to się wyjasni. Nie jest to zresztą koncepcja unikalna; podobne podejscie do magii ma Phyllis Curott („Book of Shadows”, „Witch crafting”).

Komentarze archiwalne

Skoro magia jest formą kontaktu z Boskością, a konkretnie z neopogańskimi bogami to co mają powiedzieć czarujący nie-poganie?

Takie powiązanie jest dla mnie dość kontrowersyjne…

– Abyss (26 sierpień 2005)


Po pierwsze, dla tej pani wszyscy bogowie to ostatecznie jest jedno i to samo (patrz wyżej). Po drugie, nie wiem, czy według niej magia to kontakt z neopogańskimi bóstwami czy tą Boskoscią Ostateczną, bo nie zdefiniowała do końca. O magii była na razie wzmianka kilkuzdaniowa.

Natomiast jesli chodzi o autorow z podobnymi poglądami, to według Cunninghama, jesli będziesz używać magii do złych celów, to Bogowie ci odbiorą moc. Nie pamiętam co w tej materii mówiła Curott.

– 3Jane (26 sierpień 2005)


Wspaniały temat na jakiś artykuł, może sama taki kiedyś napiszę… „gdzie kończy się magia, a zaczyna przesąd” ;>

– Ailinon (26 sierpień 2005)


Magia a przesąd to bardzo ciekawy temat. Z moich ostatnich obserwacji wynika, że człowieka, który zna magię i jej prawdziwą wagę, można poznać po tym, że o niej za dużo nie mówi. Ci, co gadają, na 90% pielęgnują jakiś przesąd.

– Morven (27 sierpień 2005)

« Późniejsze wpisy § Wcześniejsze wpisy »