Neopogaństwo

Przeglądasz archiwum kategorii 'Neopogaństwo'.

Śliwa

- No a serce – musi mieć odwagę śliwy.
- Śliwa? Odważna? Dlaczego nie potężny dąb albo olbrzymia kryptomeria?
- Rozmiar nie czyni dzielnym, Usagi. Odwaga płynie z wnętrza. Spójrz, uczniu.
- Przecież to zwykła śliwa.
- Śnieg wciąż skrywa ziemię, gałęzie są jeszcze nagie. Lecz – patrz. Śliwa już kwitnie. Żadna roślina nie ma odwagi, by kwitnąć na mrozie. A ona zawsze kwitnie pierwsza. Pączki rozwijają się na martwym pniu, zwyciężając przeciwności. Ogłasza innym drzewom nadejście wiosny. Tak, to drzewo ma odwagę.

Tak w komiksie „Usagi Yojimbo: Pory roku” rozmawiają młody chłopak, Usagi, oraz jego mistrz szermierki.

Tak mi się przypomniało, bo jadąc do pracy zobaczyłam przez zaparowane okno autobusu kwitnącą pośród śniegu śliwę.

Aha: no i mamy dzisiaj pierwszy dzień astronomicznej wiosny.

Linki do sensownych stron o Feri Wicca

Czytaj dalej »

W 1944 roku medium Helen Duncan została aresztowana i skazana na dziewięć miesięcy więzienia na podstawie angielskiego prawa przeciwko czarownicom. Czemu? Opowiedziała rodzicom zaginionego marynarza, że utonął on na statku, na którym służył. Zaginięcie tego statku ukrywano, aby morale nie spadło… Duncan naraziła się władzom wojskowym. Trafiła za to za kratki. Wyrok ten zmobilizował angielskich zwolenników spirytualizmu do lobbowania przeciw przestarzałemu prawu. Parę lat później je zniesiono. Duncan była ostatnią jego ofiarą.

A teraz Mary Martin, wnuczka Helen Duncan, żąda jej uniewinnienia.

Po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że sieć się powtarza. Szczególnie strony i fora neopogańskie i mag(y)iczne. A dzisiaj uświadomiłam sobie, czemu. Otóż…

Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,
Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;
Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,
Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
„Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny”.

Po przeczytaniu początku książki w dalszym ciągu mam mieszane uczucia. Dobre wieści są takie, że autorka rzeczywiście ma sporą wiedzę. Zdaje sobie ona też sprawę zarówno z unikalności Feri jako tradycji Czarostwa, jak i z tego, że samo Feri ma wiele nurtów, w zależności od nauczycieli. O obydwu tych rzeczach mówi jasno i wyraźnie, odróżniając Feri od Wicca, a także od ogólnego czarostwa. Dla mnie to była wielka ulga. Dzięki temu „Ewolucja czarów” w połączeniu z „Zostań Boginią” może dać całkiem niezłe zorientowanie w Feri; jakby dodali jeszcze książki Andersonów (Victor i Cora, założyciele tradycji) to byłabym już całkiem szczęśliwa.

Są też i wady. Recenzje z sieci miały przynajmniej w jednym rację: pani Coyle, niestety, ględzi. Jeśli chodzi o jakość prozy, znajduje się przy dolnej, a nie górnej granicy – takie autorki jak Starhawk, Vivianne Crowley czy Phyllis Curott biją ją na głowę, a nawet i Cunningham chyba lepiej pisze. Drugim minusem jest to, że „Ewolucja czarów” nie nadaje się na pierwszą lekturę dla osób początkujących w kulturze ezoterycznej. Autorka uważa najwyraźniej pewne pojęcia za tak oczywiste, że nie fatyguje się wyjaśniać, co przez nie ma na myśli. Pierwsze opisane w książce ćwiczenie, na przykład, każe czytelnikowi wyobrazić sobie aurę (i zrobić z nią parę rzeczy), ale nigdzie wcześniej nie wspomniano, co to takiego.

No i wreszcie jedna rzecz, która mnie zabiła. Pozwólcie, że zacytuję.

(..) kiedy zaczęłam głębiej angażować się w Sztukę i tradycję, przechodząc inicjację w Reclaiming, podczas której przyjęłam swe obecne imię, zaczęłam czuć, że czegoś mi brakuje. Potrzebowałam jeszcze głębszego zaangażowania w praktykę duchową i intensywną pracę nad sobą niż znalazłam w anarchistycznej społeczności Reclaiming. Idea dzielenia się mocą była cenna i rewolucyjna, ale czułam, że moc trzeba czerpać z głębszego poziomu. Nie możemy dzielić się czymś, czego naprawdę nie posiadamy, a samo mówienie, że to mamy, nie sprawi, że tak się stanie. Nie porzuciłam Reclaiming, ale zaczęłam szukać.

(..) Pięć lat po inicjacji w Feri i po wielu latach nauczania w duchu Reclaiming, poczułam, że jestem gotowa, by zacząć nauczać Feri. Wreszcie dysponowałam czymś istotnym, czym mogłam się podzielić.

Na miejscu jej byłych uczniów z Reclaiming bym ją znalazła i udusiła. Nauczyciel, który uczy czegoś, co uważa za bezwartościowe, nieistotne, nieposiadające mocy, to oszust. Zresztą na miejscu kogokolwiek z tej tradycji (czy też raczej kolektywu, jak sami siebie nazywają) bym ją udusiła. Thorn Coyle opowiada w tym wstępie o uczeniu się od Sufich, katolików i Feri, ale o nikim nie wspomina z taką pogardą i protekcjonalnością, jak o Reclaimingu, swoich pierwszych nauczycielach.

A, swoją drogą, z pierwszym podkreślonym kawałkiem się zgadzam: wmawianie sobie, że się posiada moc, nie powoduje, że tą moc uzyskamy.

Komentarza archiwalne

A ja bym jej trochę broniła. Nie wiem, czy tam są podane jakieś szczegóły, ale generalnie wszystko zależy od tego, w jaki sposób i czego dokładnie się uczy. Wiadomo, że przekazuje się różne rzeczy osobom na różnych poziomach. Być może oddano jej pod opiekę osoby mocno początkujące, dla których mniejsze znaczenie miało to, co zraziło ich nauczycielkę do Reclaimingu. Tego można dobrze nauczyć nawet mając wątpliwości.

Oczywiście, nie zmienia to faktu, że na jej miejscu na pewno nie pisałabym o tym wszystkim w książce, bo może to być odebrane, delikatnie mówiąc, dwuznacznie. Można zmienić zdanie, ale należy pozostać lojalnym.

– Morven (27 grudzień 2006)

Dzisiaj udało mi się dorwać „Ewolucję czarów” Thorn Coyle. Feri mają pecha do tłumaczeń. Po pierwsze tytuł tak naprawdę brzmi „Ewolucyjne czarownictwo” (”Evolutionary Witchcraft”), ale mniejsza już z tym. Po otwarciu książki i przejrzeniu paru stron zobaczyłam, że tłumacz (?) miał problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Oh well. Jest przynajmniej nadzieja, że tłumaczył to człowiek, bo wygląda na bardziej zrozumiałe od „Zostań Boginią”. Dalsze wrażenia – jak skończę.

Siedziałam sobie dzisiaj czekając na wschód Słońca i tłukł mi się uparcie i upierdliwie po głowie fragment wiersza. Na początku nie mogłam go zidentyfikować. Potem zaczęło mi się wydawać, że widziałam go w „Liber Umbrarum”. No i owszem. O, proszę:

Blessed be all in hearth and hold,
Blessed in all worth more than gold.
Blessed be in strength and love,
Blessed be wher’er we rove.

Krytyka

Bezczelnością nieudolnych jest żądanie, by krytyka ograniczała się do sprawozdawczości. Nie uleczy się kaszlącego kneblując mu usta.

— Bertold Brecht

Donald, jako artysta, zna potrzebe udzielania i przyjmowania konstruktywnej krytyki.

„Prawdziwa krytyka jest podarunkiem”, mówi Donald. „To oznaka twojego szacunku dla drugiej osoby jako artysty, ponieważ poświęcasz swój czas i wkładasz wysiłek w udzielenie konstruktywnej krytyki odnośnie czyjejś pracy.”

Donald ma zestaw reguł których używa do odróżniania konstruktywnej krytyki od zwykłego niszczenia czyjejś twórczej pracy. Konstruktywna krytyka musi być konkretna – zamiast „Nie cierpię tej pieśni” powinno być „Słowa i rytm się ze sobą gryzą”.

Aby krytyka była konstruktywna, jej celem musi być ulepszenie pracy, rozwiązanie konfliktu lub poprawa sytuacji: „Mówię ci, co mi się nie podoba w twojej pieśni, ponieważ chcę, by była poruszająca i piękna, oraz ponieważ wierzę, że możesz ją taką uczynić.”

Właściwy musi być również moment. Natychmiast po rytuale, kiedy kapłanki są wyczerpane i wciąż w transie, to nienajlepszy czas, by analizować trans przy pomocy bębnów.

Inna pomocna zasada określona przez kolektyw nauczycieli z Bay Area Witchcamp mówi, że krytyka powinna skupiać się na czymś, co dana osoba może faktycznie zmienić. Przykładowo, „Czy zastanawiałaś się nad wzięciem kilku lekcji głosu, co pomogłoby ci nauczyć się wybić w grupie?” niż „Jesteś taką szarą myszką, że nie nadajesz się na kapłankę”.

Wreszcie, rozważ, czy lepiej będzie, jeśli dostarczysz krytykę publicznie, czy prywatnie. Email powoduje, że ta zasada jest szczególnie ważna, ponieważ bardzo łatwo wcisnąć klawisz i wysłać krytykę na listę dyskusyjną.

Jest prawie nieuniknione, że publiczna konfrontacja zostanie odebrana jako atak. Kiedy jesteśmy poddawani krytyce przed innymi, tracimy twarz i czujemy się upokorzeni. To różnica pomiędzy cichym szepnięciem przyjacielowi, „rozporek ci się rozpiął”, a ryknięciem na cały zatłoczony pokój, „Hej, ludzie, JOEMU ROZPIĄŁ SIĘ ROZPOREK!!”

Czasem konfrontacja publiczna jest konieczna i efektywna, jak w przypadku młodej dziewczyny w kinie. Kiedy w mroku siadł koło niej jakiś mężczyzna i zaczął się masturbować, zamiast cichego oddalenia się, jak zrobiłoby to wiele kobiet, wstała i wrzasnęła, „Hej, ludzie – ten facet obok mnie się MASTURBUJE!”. Mężczyzna podskoczył i uciekł.

Jednak w większości przypadków konstruktywnej krytyki najlepiej udzielać prywatnie. Jesteś tej osobie winna danie jej szansy by wysłuchała, odpowiedziała i zmieniła zdanie, zanim upublicznisz całą sprawę.

Dzisiaj znalazłam na sieci następujący cytat z (podobno) Dion Fortune: Uczeń, który zamierza zostać eklektykiem zanim stał się ekspertem, nigdy nie będzie czymś więcej niż dyletantem. Oczywiście, stosuje się to do technik magicznych, a nie światopoglądu. Drewna (czy innego tworzywa używanego przez rzemieślnika) nie obchodzi w co wierzysz, dopóki rzeźbisz je w odpowiedni sposób…

Skrzypek na dachu. To brzmi głupio, prawda? Ale w naszej małej Anatewce każdy jest, można by powiedzieć, takim skrzypkiem na dachu, co próbuje wydobyć ze swych skrzypiec prosty i miły ton, nie skręcając sobie przy tym karku. Zadanie wcale niełatwe. Więc dlaczego – zapytacie – siedzimy tam na górze, jeśli to jest niebezpieczne? Siedzimy, bo Anatewka to nasz dom. A jak my utrzymujemy równowagę? Na to mogę wam odpowiedzieć jednym słowem: tradycja! (..) Ponieważ trzymamy się tradycji, zachowujemy równowagę przez długie, długie lata. (..) Możecie zapytać, skąd się bierze ta tradycja. Odpowiem wam – nie mam pojęcia! Tradycja – i koniec.

Komentarze archiwalne

Ja czasem sobie tak podśpiewuję: Tradition! Tradition! And tradition my friend is the observation of the Law!

– Enenna (28 listopad 2006)

« Późniejsze wpisy § Wcześniejsze wpisy »