Czarownictwo

Przeglądasz archiwum kategorii 'Czarownictwo'.

Nie miałam zamiaru dzisiaj świętować Zrównania Jesiennego, bo przechodzę właśnie ostry finisz kampanii wrześniowej. Przez ostatnie parę dni jedyną moją czynnością „na czasie” było namiętne napychanie kieszeni kasztanami (nigdy nie mam ich dość). Poza tym czas zajmowało mi kończenie projektów oraz obgryzanie paznokci z nerwów z powodu spóźnionych wyników egzaminu.

A tu, okazuje się, otoczenie samo o mnie zadbało. Wyniki pojawiły się dzisiaj rano. Po południu ni z tego ni z owego matka obdarowała mnie swetrem w barwach kremowo-brązowych i kremowym szlafrokiem z polaru. No i dowiedziałam się, że parę rzeczy na które dość długo czekałam będzie możliwe.

I jak tu nie wierzyć w to, że jeśli płyniesz ze światem i świadomie się dostosowujesz do jego rytmu, to wszystko samo zdarzy się we właściwym czasie i twoje życie samo się układa?

Komentarze archiwalne

Racja, gdybym nie zdała dziś prawa jazdy (wcale nie pierwsze podejście) rok byłby niekompletny…

Naya (22 wrzesień 2004)


Skad ja znam wrzesniowe boje… Zawsze jednak dziwnym trafem do przodu :D

Grzybek (24 wrzesień 2004)


Masz rację, dziwnym trafem do przodu :) Od dzisiaj jestem dumną studentką czwartego roku informatyki :)

3Jane (24 wrzesień 2004)

Przez dłuższy czas gryzło mnie, jak to jest, że tak popularną skargą samotnych (i nie tylko) Eklektyków stało się „brakuje drugiego etapu”, a co więcej – sama to czuję. Dlaczego? O co chodzi z tym drugim etapem?

Dzisiaj odkryłam (a właściwie to ponownie sobie to uświadomiłam). Chodzi o tradycję.

Skojarzyłam to, kiedy słuchałam dziesięciominutowej, po-egzaminowej opowieści o buddyźmie i tym, jak tam pojmują czyn, czyli karman, oraz to, jak wpływa on na życie (również przyszłe). Porównałam sobie tą relację z wszystkim, co do tej pory (przez lat… będzie już dziewięć) dowiedziałam się o karmie w Wicca (jako że część Wiccan w nią wierzy) i Wicca wypadło na minus. Było za płytkie – zwłaszcza jego najczęściej spotykana odmiana.

Przypomniałam sobie moją ukochaną mitologię nordycką i trochę mniej ukochaną, ale za to od przedszkola zaczytywaną grecką, kabałę, o której w końcu udało mi się trochę dowiedzieć wbrew wewnętrznej niechęci, Tarot, runy i w ogóle wszystkie rzeczy, do których zaglądają Eklektyczni, by nadać swojej praktyce głębi. I ponownie sobie uświadomiłam podstawową prawdę: człowiek głodny, który nie ma własnego pożywienia, sięgnie po cudze, zwłaszcza niepilnowane. Głód w końcu robi się za silny.

To zapożyczanie wynika po prostu z tego, że w Wicca Eklektycznym nie ma ekwiwalentów rzeczy zapożyczanych. Nie ma przypowieści, mitów, głębszego systemu filozoficzno-magicznego (myślę tu o kabale), obszernej symboliki – słowem, tradycji. Rzeczywiście brak drugiego etapu, czegoś głębszego, prawdziwego „food for thought” (dosł. „pożywienia dla myśli”, czyli rzeczy pobudzających do przemyśleń).

Jest to oczywiście zupełnie naturalne. Wicca Tradycyjne, o ile ma takie materiały, nie przekazało ich publice. Eklektycy muszą więc sięgać do innych źródeł. Tylko że… takie Wicca to już nie jest Wicca! To prywatna, eklektyczna sklejka wielu elementów z różnych czasów i kultur, które spodobały się danej osobie. Sklejka ta będzie różna u różnych ludzi (choć niektórzy mogą z niej zrobić przekazywane tradycje i wtedy będzie w miarę stała).

Nie mówię oczywiście, że to złe. Skądże! Ale gdybym chciała sklejki, to nie nazywałabym siebie Wiccanką i nie starała się zgłębić tej religii.

Dlatego tak cenne jest dla mnie „Zstąpienie Bogini” oraz „Pouczenie Bogini”, dlatego wczytuję się w Gardnera, Valiente i innych (również Eklektyków, np. Reed). Szukam jakichś dalszych wskazówek. Chcę rozwijać się w mojej religii, której „ducha” czy też „esencję” dostrzegam i czuję, a nie zapożyczać jeden element stąd, a inny stamtąd, a następnie udawać, że to moje. Dlatego nie chcę sklejki.

Uważam ponadto, że ludzie mają wiele do nauczenia jedni od drugich i że perspektywa drugiego człowieka wyznającego tą samą religię potrafi bardzo poszerzyć czyjś punkt widzenia. A oprócz tego sądzę, że ścieżka stworzona przez jednego człowieka nigdy nie będzie tak bogata, jak kreowana przez kilku (lub wielu, na przestrzeni wieków). Z tego powodu nie satysfakcjonuje mnie religia prywatna, natomiast cenię tradycję i dialog.

Dzisiaj będzie kilka linków, które mi wpadły w oko.

  • The Moon and Methaphysics – ktoś się zastanowił nad wpływem Księżyca na swoje życie i opracował całkiem ciekawe ćwiczenie na zgranie się z jego pływami. Radzę zajrzeć.
  • On The Shores, I Heard Her Voice – co można usłyszeć od Bogini, kiedy wsłucha się w naturę. Poruszające.
  • Do the Gods Take American Express? – czy religię można sprzedać? Bardzo ciekawy artykuł o kontrowersyjnych praktykach płatnych kursów Wicca (i innych powiązanych rzeczy). Uwaga: pisany z punktu widzenia, że Wicca to to samo, co Tradycyjne Wicca. (cytat: „Wicca is an initiatory mystery religion. This means you need to be trained in it and initiated by someone who is already a part of Wicca.”)

To chyba tyle. Witamy w nowym roku szkolnym.

Dzisiaj zajrzałam sobie na WitchVox. Na stronie głównej mają między innymi link do opisu książki – dziś jest to „Rituals of the Dark Moon” Gail Wood. Ma ona przedstawiać trzynaście nowi przez pryzmat znaków zodiaku (i to znaków zodiaku, w jakich aktualnie znajduje się – albo kiedyś się znajdowało, bo to się zmienia w wyniku precesji – Słońce). Zaczęłam się zastanawiać.

Nie jest to, oczywiście, stricte wiccańska książka. Ale jednak przedstawia pewien symptom, który ostatnio zrobił się aż nadto widoczny. Otóż na wszystko patrzy się przez pryzmat Słońca i cyklu wegetacyjnego. Zastanówcie się – ile stron na sieci (zwłaszcza na polskiej sieci) przedstawia wam znaczenie Sabatów, a ile mówi o Esbatach i wykazuje jakieś ich głębsze zrozumienie? Ile szerzej omawia cykl Księżyca i to, co on oznacza – nie ograniczając się do wyliczenia twarzy Potrójnej Bogini?

No właśnie. Tych drugich jest o wiele mniej.

Dla mnie rozróżnianie nowi Księżyca po tym, w jakiej porze roku występują, jest głupie. Cykl Księżyca to coś unikalnego, choć mniej może namacalnego i oczywistego, niż cykl wegetacyjny i dobowy. Każdy nów jest taki sam i musimy się wysilić, by takim go zrozumieć – nie jako pochodną cyklu wegetacyjnego, ale jako jakość samą w sobie. Fakt, nie ma o tym zbyt wiele napisane – i tu stoi przed nami wyzwanie.

Jesteśmy przecież Wiccanami – nasza Bogini jest panią nocy i Księżyca. Dlaczego więc ignorujemy Księżyc, nie chcemy go uszanować, zwrócić na niego uwagę i uczcić go na równi ze Słońcem i Ziemią? Czy jest nudniejszy przez to, że nie jest tak oczywisty, że jego znaczenie jest bardziej ukryte? Dlaczego natura ogranicza się dla wielu ludzi, którzy chcą nazywać się Wiccanami, do strony dziennej?

Komentarze archiwalne

Według mnie wynika to z tego,że symbolika solarna bardzo wyraznie przejawia się w codziennym życiu a przez to nie jest czymś tajemniczym,nieznanym więc jest stosunkowo łatwa do zrozumienia.Natomiast księżyc odwrotnie symbolizując sferę emocji/duchowości jest bardziej osobistym nie dającym się ująć w sztywne ramy doświadczeniem.Podsumowując cykl Słoneczny jest „wydarzeniem społecznym”(którego skutki są ogólnie znane i są takie same dla całego społeczeństwa) podczas gdy cykl Księżyca nie posiadający tak jawnego wpływu nigdy nie stał się „wydarzeniem społecznym” w charakterze świeckim

– awaiku (21 sierpień 2004)


O dziecka byłam i jestem związana z księżycem. NIe wiedziałm czemu ale zawsze w niego patrzyłam. Nawe moja mama mi to powiedziała ze jek byłam na wsi to co noc witałam sie i zeganałam z księzycem. „Dobranoc księżycu do jutra” a miałam niespełna 4 lata.
Dziś wiem że znalazłam swoja wiarę i religię. Swój sposób na życie. Dopiera się uczę i poznaję wicca. Ale toważyszy temu uczucie jakbym odnalazła dom.
Pozdrawiam wszystkich wiccan.

– anna (27 sierpień 2004)

Brakuje mi – na sieci i normalnie – rzeczy wskazujących na obecność Wicca w życiu codziennym. Jest na przykład niewiele rzeczy dla dzieci. Prawie zupełnie nie ma książek czy opowiadań opisujących Wiccanina w życiu codziennym, roli, jaką w przypadku zwykłych problemów pełni ich religia. (Chlubnym wyjątkiem są tu „Bell, Book and Murder” Rosemary Edghill oraz „Book of Shadows” Phyllis Curott; prawdopodobnie także „Lammas Night” Katherine Kurtz, ale niestety nie czytałam). Za to pseudo-fantasy z dobrymi czarownicami i złymi czarnoksiężnikami (dziejących się w średniowieczu albo współcześnie) jest na pęczki. Przynajmniej po angielsku.

Książka stricte o etyce neopogańskiej jest tylko jedna („When, Why… If” Robin Wood). A i ona jest dla mnie porażająco płytka i opiera się na zasadzie „nie rób innym ziazia, bo ci Bogini przypierdoli”. Gdzie ten „następny etap”? Kiedy już przeczytasz i przerobisz ze cztery podręczniki dla początkujących, zaczynasz się zastanawiać, gdzie dalej, co to dla mnie znaczy jako część mojego życia – nie weekendowa rozrywka, ale coś, co stanowi część mojej osobowości i zachowania. Czy nikt inny do tego etapu nie dotarł? W każdym razie wydawcy tego nie zauważają. Taniej i prościej wydać kolejny tandetny podręcznik zaklęć.

Brak mi też wierszy, które wyrażają głębsze zrozumienie religii. Wiem, nie każdy ma talent księdza Twardowskiego. Ale może jednak ktoś się znajdzie? Nie chodzi mi o inwokacje pogańskich bogiń i bogów, ani o wyrazy zachwytu nad błyskiem świec oświetlających ołtarz. Wiem, że sacrum wywołuje uczucia nieporównywalne z niczym innym. Ale czy wy to potem stosujecie w życiu, ludzie? Czy ktokolwiek z was patrzy na Boginię w sprzedawczyni w sklepie, w mężczyźnie, który właśnie zablokował wam drogę samochodem? Czy zastanawiacie się, jaki będzie skutek tego, że ochrzanicie kolegę w pracy albo że dajecie pieniądze żebrakowi? Czy jesteście Wiccanami cały czas, czy tylko na pół etatu?

(Za przypomnienie tematu, na który chciałam pomarudzić, dziękuję Awaiku).

Komentarze archiwalne

A moze sama cos napiszesz ?? :)

– Ktokolwiek (3 wrzesień 2004)


O Bogini w kobiecie? Chyba coś znalazłam, mówi Baczyński:

„W każdej przemianie podobna kręgowi czasu,
jak rok obracasz się stojąc i jeszcze stąd
widzę cię na równinach, górach i grzywach lasów,
w które światło nalewasz dzbanem splecionych rąk.

I morzu podobna, przenosisz odbicie wszystkich pogód,
które płynęły i grały w mosiężne kotły chmur.
Dłonią poruszysz – jest zima, uśmiechniesz się – to jesień
ciernie uczyni z głogów wianem miedzianych piór.
W jabłkach dojrzewasz i zieleń wypełniasz żółtym sokiem.
Uchwycę powietrze dłonią – to jesteś każdy krzew
i każdy ptak w modrzewiu
albo muzyki obłokiem
i złotą struną drzew. (…)”

– Amber (22 wrzesień 2004)


a moze ten wiersz…

***

spójrz – ja czarno kwitnę
w noc moje dłonie
jasne miały być aby ćmy wabić -
na nów
na pieśń do matki

dłonie wschodzą sierpem zbyt ostrym
jak zapach piołunu
w pieśń przerwaną w połowie

sama nie wiem…

– Eilis (21 luty 2005)

Wcześniejsze wpisy »