Czarownictwo

Przeglądasz archiwum kategorii 'Czarownictwo'.

Ostatnio poczułam dość gwałtownie, że jestem przeciwko dalszemu robieniu wiccańskich rzeczy dla wszystkich. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Otóż każda grupa nieuchronnie ciąży do najniższego wspólnego mianownika. Inicjatywa wiccańska, która ma stały przypływ zupełnych „świeżasków” oznacza wieczne debaty nad znaczeniem Porady, narzekanie na chrześcijaństwo („świeży” zwykle wciąż jeszcze głęboko przeżywają swoje odejście od głównej religii i chętnie krzyczą o nienawiści do myślących inaczej, sami ją przy tym wykazując w nadmiarze i absolutnie nie dostrzegając swojej hipokryzji), tłumaczenie „świeższym”, że Wicca to NIE JEST pradawna religia celtycka, powszechnie panującą polityczną poprawność (bo „świeży” zwykle mają tak wrażliwe ego, że na prostą uwagę, że zachowują się niezbyt grzecznie albo gadają totalne bzdury zwykle obrażają się na wieki), oraz inne bzdury.

Nudzi mnie to, mdli i inne takie rzeczy. Zdaję sobie sprawę, że niektórym ludziom takie coś może być w rozwoju potrzebne (są też oczywiście „świeżaski”, które okazują się być mądre i na poziomie, ale są w mniejszości), tak samo jak potrzebne są kolejne szczeble edukacji z przedszkolem włącznie. Niemniej jednak bycie skazanym na wieczne siedzenie w przedszkolu, samemu będąc na etapie podstawówki bądź liceum, jest torturą psychiczną. Z nudy można zwariować.

Grupa dla wszystkich nieuchronnie stanie się przedszkolem. A ja bym chciała, żeby powstał wreszcie ten etap wyższy, wyżej wspomniana podstawówka bądź liceum. I żeby ludzie zamiast tłumaczyć po raz n-ty, dlaczego chrześcijaństwa powierzchownie przemalowanego na kult natury i doprawionego wzorkami celtyckimi nie można nazywać Wicca, wreszcie to coś wspólnie zrobili. Ludzie bardziej zaawansowani istnieją i często wykazują całkiem sporo inicjatywy na działania dla innych, tylko całą ją wkładają w przedszkole. Dlaczego?

Nie tupię tutaj i nie żądam „zróbcie to dla mnie, a ja przyjdę na gotowe i będę na waszą pracę kręcić nosem” (w przeciwieństwie do większości „świeżasków”). Chętnie będę współpracowała; ile potrafię zrobić, może zobaczyć każdy, kto czytał „Na korze brzozowej spisane” czy archiwa grup wicca-pl lub Wicca-ABC. Ale tu nawet nie ma się do czego przyłączyć i z kim współpracować. Dlaczego?

Ważna informacja – szczególnie ten fragment wytłuszczony (zaznaczony przeze mnie – autorka posługiwała się w książce do podkreślania italiką):

(..) nie musisz „wierzyć” w rzeczywistość magii ani Boskości, by być Czarownicą. W Wicca tak naprawdę nie musisz „wierzyć” w żadne z przeżyć innych ludzii, w to, że Bogini istnieje ani nawet że jesteś w stanie użyć magii która objawi się w twoim życiu. W Wicca nie chodzi o wiarę w jakieś niewidoczne, transcendentne bóstwo; chodzi w nim o czucie i doświadczanie, a zatem poznanie Boskości, która przebywa we wszystkim. Religia Wicca to system świętych praktyk magicznych, a one działają – jeśli ich używasz. (Oczywiście widziałam również ludzi, którzy nie praktykują lecz udają, zaplątani w głaskanie swojego ego i politykę – ale co interesujące, jeśli przychodzą z niewłaściwych powodów lub z niewłaściwym nastawieniem, ich magia po prostu nie działa!)

Ponieważ te praktyki naprawdę działają, spotkasz Boskość i wyciągniesz pewne wnioski odnośnie rzeczywistości – że jest ona boska, że wszystko jest wzajemnie połączone, że życie jest święte i należy je przeżywać z radością i wdzięcznością. Powodem, dla którego Wicca to religia którą ludzie dzielą, jest to, że wyciągają podobne wnioski dotyczące boskości na podstawie podobnych doświadczeń.

W Wicca najpierw przeżywa się pewne doświadczenia w wyniku bardzo konkretnych praktyk magicznych, a potem już nie musisz wierzyć. Dlatego „Na korze brzozowej spisane” nie nadaje się podręcznik Wicca. Ta strona celowo zawiera tylko wyniki praktyk magicznych, a nie ich opis. Jest jak katalog ze zdjęciami gotowych produktów ze szkła – na podstawie takiego katalogu nie nauczysz się wydmuchiwać własnych szklanek.

Wszystkim ludziom, którzy czytają „Na korze brzozowej spisane” i twierdzą „Ja zawsze byłam Wiccanką/Wiccaninem, nie wiedząc o tym, bo dokładnie tak myślałam!” mówię: NIE. Wicca to najpierw to, co się ROBI i jak się ZMIENIA, a nie to, w co się wierzy na pałę. Światopogląd wynika z tego, czego się doświadcza. Wybieranie elementów religii na podstawie swojego światopoglądu to coś dokładnie na odwrót – można to nazwać neopogaństwem, ale Wicca to to nie jest.

Komentarze archiwalne

Rozumiem Twój punkt widzenia ale byc może ci, którzy mówią „zawsze byłem wiccaninem tylko o tym nie wiedziałem ” doświadczyli tej boskości, tego mistycznego związku z Naturą, ich życie zmieniało się pod wpływem tych doświadczeń ale nie nadawali temu nazwy, bo po prostu jej nie znali.

– Vanadisa (1 marzec 2005)


Droga Vanadiso, są konkretne techniki, których się używa, żeby przejść te konkretne doświadczenia, które związane są z Wicca. Jest BARDZO mało prawdopodobne, żeby samemu na nie wpaść, tak samo, jak bardzo mało prawdopodobne jest, żeby ktoś sam z siebie wpadł na odtworzenie jakiegoś stylu karate (utworzyć własną sztukę walki zapewne może, ale karate to to nie będzie).

Nikt jakoś nigdy nie twierdzi „zawsze byłem karateką, tylko o tym nie wiedziałem”, bo wszyscy wiedzą, że karate to bardzo konkretna rzecz. Tak samo z Wicca, ono też jest zestawem konkretnych technik, których trzeba się nauczyć.

Jeśli ktoś o nich wcześniej nie wiedział i ich nie wykonywał, to danych doświadczeń przejść nie mógł i nie ma o czym dyskutować. Jego mistyczne związki z naturą i doświadczenie boskości to po prostu jego prywatna religijność. Może to być religijność neopogańska (tak jak prywatna sztuka walki to też sztuka walki), ale nie jest to Wicca (prywatna sztuka walki to nie karate).

Taka prywatna religijność też jest bardzo dobra. Nie widzę powodu, żeby próbować koniecznie ją nazywać, i to nazwą, do której logicznie żadnego prawa nie ma. No, chyba że dla prestiżu i podszywania się, ale o takich intencjach nie mówimy, prawda?

– 3Jane (1 marzec 2005)

Rzadko wspomina się, że czarostwo to witch-craft (czarownicy-rzemiosło). Rzemiosło, a zatem technika. Nie zabawka do samozaspokajania się ani inna nazwa na pewną filozofię, ale funkcjonujący, zmieniający i wyznawcę i świat zbiór narzędzi. Dziś chciałabym się z wami podzielić cytatem mówiącym o nauce techniki. Nie wiem, czy tak się ćwiczy w jakichkolwiek kowenach – pewnie nie – ale i tak jest interesujący i pouczający.

Podczas lekcji uczennice przyswajają wiedzę w sposób zwany mane, co często tłumaczone jest jako imitacja, ale tak naprawdę polega raczej na duchowej więzi z mistrzynią niż na zwykłym naśladownictwie. Tak długo powtarzamy pojedyncze ruchy, aż zdołamy odtworzyć je bez najmniejszego błędu. Nauczycielka w pewnym sensie oddaje nam swoje doświadczenie. Jeżeli chcemy w prawidłowy sposób objawić swoje uczucia, technika tańca musi na dobre zagnieździć się w naszym ciele. To zaś wymaga długoletnich ćwiczeń.

— Mineko Iwasaki, 'Gejsza z Gion'

Dalej myślę nad tym pytaniem. Jakiś czas temu znalazłam nietypowy artykuł na ten temat: Who Is Wiccan?. Napisany został przez kobietę należącą do Tradycyjnych (z tego, co rozumiem, to Aleksandrianka, bo StarKindlerzy mają ją w linkach „krewniaczych”). Przetłumaczę tu kilka fragmentów, ponieważ dobrze oddają to, co mnie męczy.

(..)

Mowa potoczna zmienia definicję tego, czym jest Wicca. Tak się po prostu dzieje, czy się to komuś podoba, czy nie. I to bez zgody tych, do których to pojęcie przynależało. (..)

Wielu ludzi wzięło książki Starhawk, Cunninghama czy innych amerykańskich autorów i na ich stronach odnalazło myśli i obrazy, które dotykają ich najgłębszego centrum. Uznają, że powrócili do domu, i pragną je przyjąć pod jedyną nazwą, którą znają, ponieważ ją właśnie wymienia się w tych książkach… Wicca.

„Ale nie jesteście Wiccanami!” krzykną serca pewnych ludzi. „Nie znacie tych Misteriów, nie praktykujecie tych rytuałów, nie wierzycie w to samo, co my, nie zostaliście inicjowani do naszej rodziny”. Mówią prawdę, swoją pradę, i rani ich, gdy widzą imię czegoś, co tak wiele dla nich znaczy, samą nazwę ich religii, używane jako etykietkę na coś, czego nie uznają. Niektórych z nich ogarnia gniew z powodu tej „kradzieży”. Czy możesz ich obwiniać? I ostro powstają w obronie tego, co jest dla nich drogie. Czy naprawdę czujesz, że możesz ich za to obwiniać? Tak uczciwie?

A jednak… co z tymi innymi sercami? Tymi, które ścisnęły się, rozpoznając coś, na co nie miały nazwy dopóki nie przeczytały tych książek? Czy są złodziejami, mordercami, czy zatruwają to, co jest dla innych święte? Nie. Nie ma po prostu innego imienia, które mogliby wybrać, a które opowiadałoby tą samą opowieść, śpiewałoby tą samą pieśń, podnosiłoby na duchu tak, jak to, które znaleźli. W sercu swoich serc stali się Wiccanami. Nie możemy im powiedzieć „o nie, nie jesteście” bez skrzywdzenia ich, obdarcia ich z wizerunku własnego, ich umiłowanych wierzeń, podstawy pod ich stopami. Oni również są Wiccanami.

Och, nie są to Wiccanie spośród Brytyjskich Tradycyjnych; to nowsze Wicca, inne Wicca. Mają pewne podobieństwa, lecz wydeptują własną ścieżkę, tworzą własne rytuały, odkrywają własne Misteria, składają własne Tradycje albo praktykują bez nich, jeśli chcą. Próba powstrzymania ich, odebrania imienia, które kiedyś oznaczało *tylko* konkretną ścieżkę, to próba powstrzymania pływu. To nie zadziała. Już za późno. Było już za późno, kiedy jeden z popularniejszych autorów powiedział swoim czytelnikom, że nikt nie może zdefiniować Wicca. A oni mu uwierzyli, radośnie przyjęli imię, które im zaoferował, a następnie natychmiast wzięli się do roboty, by stało się ich. (..)

Rozwiązaniem tego dylematu według autorki jest przyjęcie różnych nazw na różne rodzaje Wicca i staranne powtarzanie ludziom, że to dwie odrębne rzeczy. Do tej pory na tej stronie starałam się właśnie tak robić, odróżniając Wicca Tradycyjne i Eklektyczne. Teraz jednak… myślę.

„Nikt nie może zdefiniować Wicca” (co napisał Cunningham) oznacza, że termin ten traci wszelkie znaczenie. Takie stwierdzenie jest nie tylko niszczące dla tożsamości Wiccan – ono jest także dla nich niebezpieczne. No bo co będzie, jeśli jakaś sekta albo inna wredna grupa wpadnie na pomysł nazywania się Wiccanami? Wszelkie protesty, że oni nie mają z nami nic wspólnego, przepadają. Jeśli zadeklarowali się jako Wiccanie to są Wiccanami. Dlaczego? Bo „nikt nie może zdefiniować Wicca.” Głupota!

Z tego powodu uważam, że powinny istnieć jasno zakreślone granice mówiące, co mieści się w Wicca, a co nie. Problem w tym, że większość Eklektyków w imię powszechnej poprawności politycznej omija ten temat szerokim łukiem, godząc się na kilka ogólnych mętnych stwierdzeń. Polityczna poprawność niestety śmierdzi. Kiedyś trzeba powiedzieć „nie”, jakkolwiek mogłoby to ranić uczucia osoby, która to usłyszy. Bo na przykład chrześcijanin, który lubi naturę, nie zasługuje na miano Wiccanina.

Rezultatem tego, że kupa ludzi wstydzi się powiedzieć „nie” (a coponiektórzy żywiołowo nienawidzą Tradycyjnych za to, że ośmielają się to robić), jest utrata tożsamości Wiccan, oraz to, że religią tą zainteresowali się ludzie, którzy są poganami z nazwy, a tak naprawdę to patrzą tylko, kogo by tu oszukać na pieniądze (przykład: tradycja corelliańska i tzw. „witchschool”, założone w celu wyciągnięcia pieniędzy z ludzi, do czego przyznali się sami założyciele.) Powstają tandetne „zestawy natychmiastowych czarownic” (dziękujemy pani Silver RavenWolf za dwie plastikowe monety, pudełko, zbiór zaklęć, mały kryształek i dwie szmatki!) które reklamowane są jako „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać czarownicą”. To jest parodia!

Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś sprzedawał zestawy pt. „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać księdzem katolickim” albo „…mnichem buddyjskim”. Spójrzmy prawdzie w twarz. Pewni ludzie przerobili Wicca na produkt komercyjny, ponieważ nie traktują Wiccan poważnie. Na dodatek wychodzi im to nieźle, bo na takie spłycone zabawki nabiera się mnóstwo płytkich ludzi, dla których w Wicca nie ma miejsca, a którzy zaczynają się z tą nazwą identyfikować i napędzać rynek na kolejne spłycone zabawki. A to wszystko przez brak jasnych granic i poprawność polityczną.

Trzeba się więc zdecydować. Ja jestem za granicami, nawet jeśli to oznacza, że pozostanę poza ich obrębem, jako po prostu neopoganka.

Komentarze archiwalne

Granice i rozróżnienie co jest Wicca, a co tylko eklektyzmem bez prawa nazywania się Wicca postulowałem w grudniowej dyskusji;) Moim rozwiązaniem było określenie przez Tradycyjnych w co wierzy, a w co nie wierzy wiccanin:) Ot, koło się zamyka:)

Pozdrawiam

– mieszko (22 styczeń 2005)


Mieszko,
to nie rozwiąże a nawet nie dotknie problemu. Nie chodzi, imho przynajmniej, o ‚wierzenie’ w coś a ‚niewierzenie’ w coś innego ale o przynależność do tradycji przez przynależność do covenu, przez bycie przedstawionym konkretnym bogom i bycie przez nich zaakceptowanym. Nie da się zostać wiccaninem w tradycyjnym (i postulowanym przez 3Jane) znaczeniu w inny sposób, w co by się nie wierzyło i jak mocno by się nie wierzyło.
Nie popełniaj zatem uproszczenia myślenia o wicca przez pryzmat religii, do której można dołączyć przez zgodzenie się z jej dogmatami – wtedy „ok, tu jest lista aksjomatów do zaakceptowania i witamy w rodzinie” ;-)
Zresztą, ten sam problem wyszedł w grudniowej dyskusji przy innej okazji, pamiętasz? :-) Wnioski są te same co wtedy.

– Amber (22 styczeń 2005)


prawda, że to nie oznacza, że dzięki opublikowaniu kanonu czy something like that, ludzie staną się prawdziwymi wiccaninami. Jeżeli przyjmować, że wiccanin, to tylko ten, który został przyjęty do covenu, to nic to nie zmieni. Ale publikacja taka oczyściłaby wicca z eklektyzmu, który staje się coraz bardziej wybujały, nie sądzisz?:)

Pozdrówka:)

– mieszko (22 styczeń 2005)


Pisałam już, że jest wiele takich publikacji. Tak męczysz ten temat, że widzę, że nie wierzysz mi na słowo, więc ci wymienię tytuły książek, które mam, więc mogę ocenić (a jest na pewno więcej). Podstawy to:

„Witchcraft Today”, „The Meaning of Witchcraft” Gerald Gardner (trzeba umieć czytać między linijkami)
„Wicca. The Old Religion in the New Millenium” Vivianne Crowley (poglądy i wierzenia wyłożone od A do Z i jeszcze wytłumaczone w oparciu o psychologię)
„The Witches’ Bible” Janet i Stewart Farrar (dość szczegółowo o wierzeniach i rytuałach)

I jeszcze z takich bardziej ogólnych.

„The Heart of Wicca”, Ellen Cannon Reed – nie jest stricte Tradycyjna, ale bardzo wiele rzeczy „trafiła”
„Elements of Ritual” Deborah Lipp – Gardnerianka, acz książka pomyślana tak, że nadaje się do użytku również przez Eklektyków

To nie jest tak, że nikt nigdy niczego nie powiedział i wszyscy się kryją i wyłącznie przez to panuje chaos i niezrozumienie. Wręcz przeciwnie.

Taka publikacja już jest nawet po polsku (!) na stronie www.wicca.pl („jakie idee przyjąć, a jakie odrzucić…”). A wiesz, jaka jest reakcja ludzi na to?

„Nie ze wszystkim się zgadzam”. I brak jakichkolwiek dalej idących refleksji (na przykład: być może nie jesteś w takim razie Wiccanką.) Aby się przekonać na własne oczy, polecam lekturę forum Belladonny, temat: Inne dyskusje o Wicca, wątek Poczytaj, „Wiccaninie”.

Żadne spisy ani publikacje nic nie zmienią. Ludziom po prostu zwisa to, co mówią inni. Nazywają się jak chcą i nic ich nie zmusi do tego, żeby przestali – nawet, jeśli nie mają prawa.

– 3Jane (23 styczeń 2005)


Mógłbyś też zajrzeć do linków dotyczących Wicca Tradycjnego na birchu i przeczytać wspaniałą stronę Aleksandrian „Starfire Rising” (25.11.2007 – strona już nie istnieje, wielka szkoda…). Tam też jest napisane dużo, jasno i ładnie o tym, czym jest Wicca Tradycyjne. Nie wiem, czego jeszcze można chcieć…

– 3Jane (23 styczeń 2005)


A ja mam jedno pytanko do innej części tego wpisu. Otóż w pewnym miejscu porównujesz zestaw „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać czarownicą” do zestawu „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać księdzem katolickim/mnichem buddyjskim*)”. Czy to oznacza, że czarownica jest odpowiednikiem księdza/mnicha, czyli że każda czarownica jest kapłanką Wicca? Jeżeli tak, to czy w Wicca jest miejsce na „normalnych” wyznawców/wiernych? Tak mnie zastanowiło to z nagła ;)

– Arim (23 styczeń 2005)


3Jane:) Mnie nie musisz przekonywać, ja jestem przekonany:) Może Cię zaskoczę, ale właśnie polecaną przez Ciebie stronkę od kilku dni przeglądam. Cóż, czepiłem się tego pomysłu, bo zdaje mi się całkiem dobrym na walkę z eklektyzmem i synkretyzmem. Nie mam na razie żadnego innego pomysłu. Tak czy owak, obiecuje już nie wyjeżdżać z tą kodyfikacją i unifikajcą:)

Arim. Z tego co mi wiadomo, to każdy wyznawca jest kapłanem/kapłanaką wicca. Oczywiście jak zwykle to zależy od ścieżki, tradycji i pojmowania, czyli wszystko musi być zrelatywizowane. Nie możesz jednak porównywać tego kapłaństwa do kapłaństwa innych religii, bo to mija się z celem. Co do porównania zestawu „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać czarownicą” do zestawu „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać księdzem katolickim/mnichem buddyjskim*)” to zdaje mi się, że porównanie trochę szwankuje tutaj 3Jane. Te sklepy na sieci, etc. oferujące „magiczne” przedmioty, książki itp, to takie sklepiki z dewocjonaliami a nie zestawy małego hydraulika.

– Mieszko (23 styczeń 2005)


Poprawka: tytuł brzmi „Silver Ravenwolf’s Teen Witch Kit: Everything You Need to Make Magick”, nawiązując tytułem do książki, „Teen Witch: Wicca for the New Generation”.

Gdyby to rzeczywiście koncentrowało się na magii, to zamknęłabym pysk. Niestety zestaw jest sprzedawany z założeniem, że czarostwo to to samo, co Wicca (możesz sobie zresztą popatrzyć na dostępną u nas książkę $RW, to zrozumiesz podejście).

(Mieszko: po prostu obejrz sobie ten zestaw na amazonie i przeczytaj, co ludzie w nim znaleźli. To nie jest zestaw wiccańskich narzędzi. To jest właściwie plastikowa zabawka dla sześciolatków. Czy ja gdzieś napisałam, że czepiam się sklepów z narzędziami?)

Co do kapłaństwa. Zależy tu, jakich ról oczekuje się od kapłanów. Jeśli chodzi o kapłaństwo – bezpośrednie pracowanie z konkretnymi Bóstwami, to każdy Wiccanin jest kapłanem swoich Bóstw. Tak jest u Tradycyjnych i uważam, że tak powinno zostać. Natomiast kapłana – przewodnika trzódki, który permamentnie wie lepiej niż owa trzódka gdzie należy iść bo ma bliższy od nich kontakt z Bóstwami, nie ma.

U Eklektyków to się (jak zwykle) zaczyna rozmywać. Tylko że dla mnie bycie częścią trzódki to już jest neopogaństwo. Jednym z punktów definiujących Wicca jest bezpośredni kontakt z Bóstwami.

– 3Jane (24 styczeń 2005)


3Jane: uważasz, że „minimalnym warunkiem dopuszczającym” do tego, by móc się nazwać wiccaninem (eklektycznym) jest posiadanie zgodnych poglądów ze wspomnianym artykułem „jakie idee przyjąć, a jakie odrzucić”? Wiem, tytuł to właśnie sugeruje, ale chodzi mi o Twoje zdanie.

– Naya (27 styczeń 2005)


Nayu, chodziło mi tylko o wykazanie na przykładzie, że opublikowanie jakichkolwiek „warunków dopuszczających” nie ma ograniczającego wpływu na to, kto jak się nazywa, bo i tak zawsze się znajdzie się wiele osób, które powiedzą „a ja się z tym nie zgadzam i mam to gdzieś, nikt mi nie będzie dyktował, w co mam wierzyć”. Jeśli coś piszę, to zwykle mam na myśli tylko dosłowne tego znaczenie, bez żadnych sugestii, podkontekstów i innych takich.

Pytasz o mój stosunek do tego artykułu.

Ma on (dla mnie) na celu pokazać ludziom niebędącym Wiccanami Tradycyjnymi, w których miejscach światopogląd tych Wiccan jest niezgodny ze typowym w naszej kulturze światopoglądem. Nie jest to definicja wymagań wstępnych, lecz spis SKUTKÓW praktykowania takiej, a nie innej formy religii i przeżycia w związku z tą praktyką pewnych doświadczeń.

Skutkiem bycia Wiccaninem jest to, że człowiek się w pewien sposób zmienia i inaczej zaczyna patrzyć na świat. Jeśli się nie zmienia w pewien sposób, znaczy to, że coś w jego praktyce nie zadziałało albo nie nadaje się do danej ścieżki. To taki „checklist” do sprawdzania, czy idę w dobrą stronę, czy też przypadkiem poszedłem inną drogą – a jeśli jest to inna droga, to ma też inną nazwę, nie jest to Wicca.

Oczywiście można powiedzieć, że skoro spisała to kobieta Tradycyjna, to Eklektyczni spokojnie mogą to zignorować. Pewnie. Mają też święte prawo praktykować coś, w czym z Wicca zostanie tylko kilka ozdobników – na przykład osiem świąt. Ale czy to wciąż jest Wicca? I czy ktoś bez tradycyjnej inicjacji – a zatem bez pewnej niezbędnej części doświadczeń – dalej może nazywać się Wiccaninem, choćby nawet we wszystkim naśladował Tradycyjnych – na tyle, na ile to możliwe?

Jak wiesz, na ten temat są różne teorie i nie chcę się w to zagłębiać w komentarzach.

– 3Jane (27 styczeń 2005)

Tylko to, co fałszywe, jest zostawiane w spokoju. A wiecie czemu?

Rozumowanie pewnych ludzi, którym zostanie pokazany jakiś mechanizm dający potencjalnie władzę nad innymi, przebiega następująco:

  • Co mógłbym zrobić, gdybym miał do tego dostęp?
  • Mmm… No więc sąsiad sprzątałby moje podwórko, każda laska byłaby moja – także żona tego sąsiada, a moja żona zapomniałaby o rozwodzie a dzieci wreszcie robiłyby tylko to, co chcę. Dzieci jak ryby – głosu nie mają!
  • Chwila, chwila… przecież mój sąsiad MA do tego dostęp!
  • Na pewno w tej chwili posuwa moją żonę, bo przecież każda laska może być jego! Który facet by tego nie chciał?
  • Zatłukę sukinsyna! A w ogóle, każdy, kto ma dostęp do tego mechanizmu, jest ZŁY!!

O, proszę bardzo. Nasz hipotetyczny Ktoś właśnie doszedł do wniosku, że skoro on sam myśli głównie o tym, jakby tu zmusić innych do robienia rzeczy tak, jak on chce, a wbrew ich woli, to jego sąsiad na pewno też o tym myśli. (Jeśli wszystko jest tak jak Ktoś chce – OK. Jeśli natomiast kto inny mu robi to samo – źle! Tak zwana moralność Kalego w pełnej krasie. Ale ja nie o tym chciałam.)

Zawsze się znajdą ludzie, którzy, jeśli tylko zobaczą coś działającego a potężnego, zaraz wpadną w paranoję, że za pomocą tego mechanizmu ktoś będzie chciał im zaszkodzić. A to z kolei włącza mechanizm samoobronny typu „znajdź i zniszcz, a najlepiej przekonaj też innych, żeby robili to samo”.

Stąd wniosek: jedynym sposobem, by przekonać ludzi, że na przykład magia nie jest zła, jest przekonanie ich, że nie stanowi zagrożenia – czyli że nie działa. A że czarownica to ktoś, kto używa magii… sami sobie dopiszcie ciąg dalszy.

Ze strony galerii Lawrence Steigrad Fine Arts omawiającej malowidło Davida Teniersa młodszego pt. czarownice przygotowujące się na sabat (25.11.2007 – malowidło już wykupiono), możemy się dowiedzieć, że:

W siedemnastym wieku artyści rzadko przedstawiali kobiety podczas czytania, chyba że były to materiały religijne. Regularnie jednak ukazywali czarownice czytające księgi, by nauczyć się magii.

— (Tłumaczenie moje)

Nie oczekuję oczywiście, że będzie to poprawna historycznie statystyka i nie traktuję tego jako argumentu naukowego, ale w pewien sposób zbija to stwierdzenia typu „księgi rytuałów to wynalazek współczesny, którego historyczne czarownice – jeśli istniały – na pewno nie używały, bo rzadko kto umiał wtedy czytać”.

Skoro akceptujemy, że przekazy współczesnych, a zatem również artystów, w jakiś sposób oddawały to, co robiły czarownice, jeśli oczywiście istniały – bo jeśli nie, to po co dyskutować nad symboliką mioteł, kotłów i innych takich – to daje to do myślenia.

Z serii „poszukiwania pierwotnego Wicca”:

Z początku zaskoczyła mnie nieobecność Kielichu pośród narzędzi pracy czarownicy i uwzględnienie w nich mało istotnego pentaklu, którego podobno używano do rozkazywania duchom; choć czarownice bezspornie używały formy spirytyzmu, prosząc duchy zmarłych o powrót lub porozumienie się, zwykle nie praktykowały jednak ewokacji duchów czy Elementali (to znaczy wydawania im rozkazu pojawienia się) i nie zapewniały sobie ich usług przy pomocy poleceń, przekupstw lub ofiar.

(…)

Oczywiście, pojedyncze czarownice mogły czasami próbować pracować z elementalami, ale ogólna opinia na ten temat brzmi: ‚Są one zwykle złe, wchodzenie z nimi w układy przynosi pecha, a bogini jest słodka i dobra [kind - życzliwa, miła, przychylna] i to by się jej nie podobało. Źle jest przeciwstawiać się jej naukom.’ Oczywiście, mówię jedynie o czarownicach, które przynależą do tego kultu. Wioskowe mądre kobiety typu wróżek mogły robić cokolwiek.

oraz, zacytowane na liście dyskusyjnej amberandjet:

„Chciałabym, by było jasne, że czarownice nigdy nie inwokują ani nie ewokują duchów i nie pracują z żywiołami [elements]. Wierzy się, że jeśli ma się coś z nimi wspólnego, przynosi to pecha, a oprócz tego jest to wbrew naukom Bogini, która jest dobra [kind-życzliwa, miła, przychylna] i nie podobałoby jej się to. Krąg zakreśla się na wstępie wyłącznie po to, by zgromadził ‚Stożek Mocy’, który wzbudza się wewnątrz samych czarownic. Można powiedzieć, że, ponieważ czarownice wierzą, że kiedy są w kręgu, znajdują się pomiędzy światami, obcują wtedy z bóstwami i ukochanymi zmarłymi.”

— Patricia i Arnold Crowther, 'The Witches Speak', tłumaczenie moje

Warto zauważyć, że duchy jako dusze ukochanych zmarłych są wyraźnie odróżniane od duchów – bezcielesnych istot nieludzkich („elementals” wspomniane przez Gardnera mają się ponoć odnosić do sztucznych elementali, czy też serwitorów). Pochwala się rozmowę opierającą się na uczuciach, miłości, natomiast pętanie i niewolenie lub zawieranie kontraktów z istotami jest potępiane.

Widoczne jest to również w opisywanej przez Gardnera postawie czarownic wobec bóstw – są oni partnerami, a nie władcami czy rodzicami. Potrzebują czarownic, a czarownice potrzebują ich.

[Początek cytatu z Gardnera odnosi się do wyliczenia ośmiu narzędzi czarownicy (które pojawia się m.in w runie wiedźm). Opuszczony kawałek zawiera wyjaśnienia o tym, że kielich zastąpiono w wyliczeniu pentaklem dla zmyłki, a wycięłam go, bo nie na nim chciałam się skupić.]

Czytałam sobie właśnie artykuł The Problem with Secrets (notatka z 25.11.2007 – artykuł już nie istnieje) z serwisu Wicca: For the Rest of Us. Oto jego główna teza:

Zachowywanie tajemnicy jest przestarzałe. Na dodatek przyczynia się do problemu Króliczków. Poza tym, skarżenie się, że ludzie „robią to w zły sposób” jest absurdalne, jeśli nie chcesz ich nauczyć, jak robić to właściwie.

Dokładniej: zachowywanie tajemnicy przez Tradycyjnych na temat ich praktyki stanowi problem. Zachęca to bowiem ludzi, którzy dowiedzieli się o Wicca piąte przez dziesiąte do tworzenia na ich podstawie dziwacznych konstrukcji i nazywania ich Wicca. Jeśli więc chcecie, by Wicca praktykowane na świecie było zgodne z waszym wyobrażeniem na temat „co to jest Wicca”, ciągnie autorka, to powinniście opublikować dokładnie jak je praktykować.

Autorka dodaje pod koniec, że wcale nie wymaga od Tradycyjnych opublikowania wszystkiego:

Nie trzeba ujawniać każdego drobnego detalu. Rozsądnie jest zachowywać w sekrecie szczegóły inicjacji (jeśli różnią się od tych, które zostały już szeroko opublikowane). Nie powinno się również ujawniać imion członków kowenu bez ich wyraźnego pozwolenia. To zwykły zdrowy rozsądek; nie powinno to nawet wymagać przysiąg. Jest mnóstwo magicznych koncepcji, których odpowiedzialny człowiek nigdy by nie nauczał, chyba, że wiedziałby, że student jest na to gotowy. Lecz jest też o wiele więcej materiału obecnie objętego przysięgą (a przynajmniej tak mi powiedziano), z którego uczciwi i poświęceni tematowi poszukujący naprawdę by skorzystali, a Wicca jako całość mogłoby dzięki nim odzyskać nieco więcej ze swej gwałtownie zanikającej jedności i spójności jako religia.

Cały ten artykuł jest równie niedorzeczny, jak stwierdzenie: „wiele osób chce być magistrami, żeby mieć dobrą pracę, a jeśli nie zdali egzaminów wstępnych, albo nie mają uczelni pod ręką, to kupują dyplomy podrabiane. Uczelnie powinny więc rozdawać dyplomy za darmo każdemu, kto ich zażąda, niezależnie od poziomu jego wiedzy w danym temacie”.

Skarżenie się, że ludzie robią to w zły sposób, jeśli nie chce się samemu ich uczyć, wcale nie jest absurdalne. Po prostu nie wszyscy mogą być Wiccanami i kropka! (Tak jak nie wszyscy mogą być architektami, lekarzami, informatykami, etc.) Nawet jeśli ludzie bardzo czegoś chcą, to mogą tego nie dostać, bo albo fizycznie nie ma takiej możliwości (nie mogą dotrzeć do kowenu Tradycyjnych), albo się nie nadają. Takie życie.

Tak więc Tradycyjni nie są zobowiązani do dawania niczego. Za to inni ludzie są, owszem, zobowiązani do szanowania ich prawa własności – nie wolno im więc kraść tego, czym sami Tradycyjni się nie chcą dzielić. A to, że „wszyscy kradną”, wcale nie powoduje, że staje sie to mniej kradzieżą, mniej naganne moralnie. Czy to takie trudne do zrozumienia?

Ostatni paragraf jest już zupełnie bezczelny. „Dajcie nam wszystko, co nam się spodoba, ale jak nam nie będzie zależeć, to pozwolimy wam to zachować dla siebie.” Dzięki za łaskę…

To nie sekrety sprawiają problem. Sprawia go brak poszanowania w stosunku do tych sekretów i pragnienie przywłaszczania sobie wszystkiego, co komuś wpadnie w oko, niezależnie od zdania prawdziwych właścicieli na ten temat. Chamstwo i kradzież, po prostu.

Z powyższych powodów rozważam zamknięcie całej strony. Po prostu, nie jestem inicjowana.

Ps. wszystkie tłumaczenia moje.

Komentarze archiwalne

Mało jest polskich stron, z których możnaby czerpać rzetelne informacje. Jeśli autorzy tych stron pozamykaliby je, zostałyby tylko takie których autorzy mają mniej skrupułów. Moim zdaniem wpłynełoby to bardzo źle na wizerunek Polskiej wicca i przyokazji prowadziło istną dezinformację. Może nawet masowy napływ puchatych króliczków.

– Riannon (23 grudzień 2004)


Podpisuję się pod postem Riannon – jeśli znikną DOBRE i rzetelne strony, na polskiej sieci zostaną kolorowe stronki tych, którzy co prawda nawet *przepisując* Cunninghama (nic innego nie czytali bo i po co a i jego nie do końca, bo i po co…) są w stanie popełniać błąd za błędem – ale w tytułowaniu się Najwyższym Kapłanem Tego i Owego nie zapominają o żadnym przecinku.
Są i naprawdę istnieją ludzie, którzy potrzebują rzetelnej informacji – i oni, chociaż rzadko wpisują siędo ksiąg gości, bardzo doceniają i bardzo potrzebują istnienia bircha.
A na bezczelnych i po prostu głupich nie wynaleziono jak dotąd skutecznej klątwy ;)))

– Amber (23 grudzień 2004)


Dokładnie. Ja nie zamykam. Moje kompleksy nie powinny prowadzić do tego, że ktoś będzie pozbawiony informacji.

– Enenna (23 grudzień 2004)


Mam wrażenie, że wszystkie trzy minęłyście się z tym, o co mi tak naprawdę chodzi.

Już dawno temu przestałam robić rzeczy „dla anonimowych ludzi” a później także zrezygnowałam z „poprawiania wizerunku polskiej Wicca”. Studiuję temat, który mnie pociąga i spisuję wyniki, ponieważ to właśnie robi się z wiedzą. Niejako przy okazji korzyści z takiego stanu rzeczy mogą odnosić też inni.

Od jakiegoś czasu dręczą mnie jednak dwie sprawy i to właśnie one wpłynęły na zastanawianie się nad zamknięciem strony.

Pierwsza jest taka, że birch stopniowo odbiega od mojego życia. Moja praktyka to nie jest coś, co chcę przedstawić byle komu, a muszę się liczyć z tym, że bircha będą czytać i *wykorzystywać* „byle ktosie”. Mam X tłumaczeń, wierszy, rytuałów, odkryć, które nigdy nie znajdą się na tej stronie, ponieważ nie chcę, by zostały sprofanowane przez hordy królików, tak, jak niegdyś został potraktowany „wiccański różaniec”. (Zaczęłam w związku z tym myśleć nad rejestracją użytkowników i ograniczeniem dostępu do pewnych części strony tylko dla ludzi zarejestrowanych).

Po drugie, uważam, że prawo do miana Wiccan mają tak naprawdę tylko Wiccanie Tradycyjni. Dlatego „polskie Wicca” tak naprawdę nie istnieje – składa się z dwóch Wiccanek i trzeciej w treningu. Tradycyjni twierdzą, że choćbym na łbie stanęła, to i tak nie odkryję sedna sprawy. I rzeczywiście – sama odnalazłam kilka przykładów na to, że różne ważne elementy zostały zagubione w przejściu Wicca Tradycyjne -> Wicca Eklektyczne. Bez rozmowy z Tradycyjnymi nigdy nie zorientowałabym się, że istnieją lub że są ważne. (Nie napisałam o nich na stronie i nie mam zamiaru tego zrobić, bo nie chcę, żeby były wykorzystywane przez „byle ktosiów”).

Czy jest zatem sens utrzymywać taką atrapę, o której nie mogę powiedzieć ani że przedstawia jedynie moje poglądy, ani że ukazuje prawdziwe znaczenie, sedno Wicca?

Tradycyjni twierdzą też, że nie życzą sobie żadnych naukowych opracowań ani prób odtworzenia ich religii. Wiecie, to *ich* religia. Jedyną rzeczą, którą uczciwy człowiek może na takie dictum odpowiedzieć, jest „bardzo przepraszam”. A następnie powinien przestać pchać nos w nie swoje sprawy, kraść im imię i wypaczać praktyki. Tym właśnie byłoby zamknięcie strony.

Jeśli więc to, że chcę żyć uczciwie, zgodnie z deklarowanymi przez siebie poglądami, to się nazywa kompleks… to ja nie mam więcej pytań.

I jeszcze jedno: moje czyste sumienie jest dla mnie ważniejsze, niż potrzeby innych, którym sumienie podpowiada widać inaczej. Jak pisałam we wpisie, to, że kradzież jest popełniana często, nie znaczy wcale, że jest przez to mniej kradzieżą.

– 3Jane (24 grudzień 2004)


Z drugiej strony taką stroną informacyjną możesz też w pewnym stopniu pomóc tradycyjnym. Przecież dla nich bardzo niekorzystnym faktem byłoby, gdyby znalazła się jakaś grupa podszywająca się pod nich, a robiąca im złą opinię. Takie szczątkowe informacje napewno są potrzebne. W szczególności, że w polskim internecie nia wiele dobrych stron. Pozatym, tradycyjni niektóre rzeczy sami ujawnili, choćby Janus i jego „Anatomia Esabatu”.

– Riannon (24 grudzień 2004)


Rozumiem, że nie masz żadnych „zobowiązań” wobec (najczęściej) anonimowych czytelników tej strony (mam na myśli czytelników „świadomych”, a nie żadnych żartownisiów zamieszczających zabawne w swoim własnym mniemaniu wpisy w ksiedze gości itp.). Tak samo, czytelnicy ci nie mają „prawa” domagać się od Ciebie prowadzenia tej strony. Mimo to uważam, że dobrze, że ta strona istnieje i warto ją dalej prowadzić. Nie tylko ze wzgledu na artykuly o charakterze czysto informacyjnym, ale właśnie także różne bardziej osobiste notatki (Wiedźmolog). Pozdr.

– Wulfryk (28 grudzień 2004)


Poruszyłaś bardzo ciekowy problem(a właściwie dwa )

Jak najbardziej rozumiem stanowisko Tradycyjnych praktykowanie wicca bez inicjacji de facto wicca już nie jest,to tylko swobodna interpretacja na temat .Szczególnie,że wicca jest religią misteryjną opartą na doświadczeniu a nie na dogmatach(jak np. Chrześćjaństwo).Co oczewiście nie znaczy że „wicca ekletyczne” jest złe. Nie! Tylko że to nie jest (według mnie) wicca.

Co do kwestii tajemnicy i nierozpowszechniania (ogólnie a nie tylko w kontekście wicca) to według mnie jest jak najbardziej potrzebna Jest sporo ogólnodostępnych materiałów wystarczających do pobieżnego zapoznania się z tematem a jeśli ktoś jest tym naprawdę zainteresowany to znajdzie sposób żeby dotrzeć głębiej.(a jeśli zainteresował się czarami pod wpływem Bravo Girl i Harrego Pottera to znudzi się po miesiącu i wyjdzie to wszystkim na dobre)

Pozdrawiam

– Awaiku (29 grudzień 2004)


Troszkę się nie zgadzam. Widzisz, oczywiście, nie można dzielić się z „byle ktosiem” swoim religijnym doświadczeniem, bo to rzecz inntymna. Ale uważam, że Tradycyjni powinni określić wkońcu pewne ogólne zasady dotyczące Wicca, dać choć szansę się z nim zapoznania z innego źródła niż kontakt fizyczny. Bo jak dobrze powiedziałaś, w Polsce nie ma Wicca jako takiego, jest rozbujany eklektyzm. Ale co jest tego przyczyną? Brak źródeł. Brak dobrych opracowań. Nie zwierzeń i przemyśleń religijnych wiccanina tradycyjnego, ale odgórnie, przez Tradycyjnych, określonych norm, zasad, teologii, z którą mogli by się zwykli zjadacze chleba zapoznać. Jeżeli chcemy „poważnego” wicca, a nie eklektyzmu, który nigdy nie jest dobry, to trzeba masy uczyć dobrego wicca, a nie mówić: „jest Bóg i Bogini, resztę znajdźcie se sami. Albo doróbcie, co nas to obchodzi?” Z takim podejściem Wicca bedzie profanowane przez profanów, masy będą zachłystywać się namiastką wicca, a tego czego nie będą wiedzieć, to sobie dorobią, a Tradycyjni? A Tradycyjni to będzie nikomu nie znana Elita i kółko wzajemnej adoracji. Czemu Gardner wyjawił w ogóle istnienie Wicca, mimo, że wiązała go tajemnica (wedle legendy ofcorze) Aby świat dowiedział się o Wicca. I świat się dowiedział. Nie czas może zacząć ów świat nauczać, powiedzieć mu coś więcej. Ogólnie moja wiedza o Wicca jest mała, ale to dlatego, że materiały są skąpe, albo marne. Jak to mawiają, konwencja westernu przeżarła siebie samą. Zamiłowanie do tajemnicy, wywodzące się z magii ceremonialnej, ogranicza rozszerzanie się Wicca. Dobrego Wicca, Głębokiego. Duchowego. Mającego jakiś przekaz. W zamian mamy breje w postaci eklektyzmu. Nie wiem czy odkrycie rąbka tajemnicy przyjdzie z czasem czy nie, ale myślę, ze dobrze by było wziąść trochę przykładu z innych religii, choćby buddyzmu, którego się nie strzeże jak ostatniej świętości, który jest dostępny wszystkim. A buddystą zostanie tylko ten, który ma po temu predyspozycje, nie każdy. Kończąc – uważam, że dobrze by było wprowadzić odgórnie pewne zasady, wystarczająco szczegółowe, aby móc wyraźnie wskazać o co w tym wszystkim chodzi i jak powinno się niektóre rzeczy rozumieć, a zarazem nie dotykając inntymnej części wiary. Teoria, a nie osobista praktyka. Nauczanie a nie dzielenie się doświadczeniem. Jest to myślę wykonalne. I być może Wicca nie jawiłaby się postronnym jako, z jednej strony kupa bzdet bez ładu ni składu, lub jako jakoweś praktyki masonerskie dla nielicznych i wtajemniczonych. I proszę, bez argumentu, że Tradycyjnym nie zależy na nawracaniu, dzieleniu się wiedzą. Inny przykład dał Gardner

– Kamil (Yrol, Mieszko – jak kto chce) (30 grudzień 2004)


Mieszko, jednej rzeczy nie łapiesz.

Wicca Tradycyjne to nie jest religia, która ma „określonych normy, zasady, teologię”. To w ogóle nie jest religia, to jest wyspecjalizowany kult dwojga Bóstw. Tak samo jak misteria eleuzyńskie.

Tradycyjni dzielą się wiedzą – na tyle, na ile leży to w ich chęciach i możliwościach. Chociażby na amberandjet. Ale nie istnieje inny sposób przekazania doświadczenia nieopisywalnego słowami niż przez kontakt bezpośredni, demonstrację i odczucie. Nie da się z misterium zapoznać w sposób inny niż nauka bezpośrednia.

Tu nie chodzi o wiedzę ani teorię. To trzeba przeżyć, żeby zrozumieć. Opisywanie misterium słowami ma równie mało sensu, jak opisywanie ślepemu koloru zielonego. Jaki jest? No… zielony. Można spróbować nauczyć tego ślepego fizyki i podać, jaką długość fali ma kolor zielony. Ale to nigdy nie zastąpi samego widoku zieloności, nawet jeśli rozłożysz zielony na drobne, naukowe strzępki i przeanalizujesz na śmierć.

Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś z nich powiedział: „jest Bóg, jest Bogini, a resztę sobie doróbcie”. Wręcz przeciwnie, zwykle brzmi to jakoś tak: „My robimy mniej więcej to-a-to. Nie dorabiajcie do tego nic, bo to nie dla was, zostawcie to w spokoju. Uczyć będziemy ludzi wybranych przez nas, tych, którzy są odpowiedni (stabilni psychicznie, dojrzali i „czują” to o co nam chodzi).”

Cały czas mówię o jednym: czasem jest tak, że pewnych rzeczy nie można mieć, nawet jeśli się ich chce. Branie ich bez zgody właściciela to kradzież, a żądanie, żeby ten właściciel dobrowolnie akceptował tą kradzież i jeszcze sam od siebie coś złodziejowi dokładał, to bezczelność.

– 3Jane (30 grudzień 2004)


Hmmm. Trudno nie zgodzić się z Twoją argumentacją. Mimo, że uważam, że można byłoby to jakoś rozwiązać. Bo niestety, takie podejście do otwarcia na innych nie pozwoli Wicca rozkwitnąć, ale stanie się religią dla nielicznych, zaś to, co było dane masom rozpłynie się w eklektyźmie. Szczerze powiedziawszy nie mam prawa się wypowiadać, a właściwie pouczać kogokolwiek, skoro nie mam odpowiedniej wiedzy, wieć nie będę tego robić. Chcę jednak dać do zrozumienia, że taka polityka postępowania, wedlug mego subiektywnego zdania, nie wróży Wicca Tradycyjnemu przyszłości. Co do Twej dziwnej teorii na temat kradzieży, nie bardzo wiem, o co Ci chodzi, ponieważ jeżeli Tradycyjni nie udostępnią swej wiedzy, to nikt im jej nie wykradnie, bo jest objęta tajemnicą. Zaś jeżeli zamieszczają to gdzieś, np na sieci, to nie jest to już kradziesz. Podszywanie się pod Tradycyjnych po przeczytaniu kilku książek to nic innego, tylko narażanie się na śmieszność, a żądanie, aby ktoś kogoś nauczył tej ścieżki, to pobożne życzenia, nie zaś kradzież. Jeżeli ktoś, nawet w beszczelny sposób rządałby od Ciebie, abyś mu wyjawiła tajemnicę, to on jeszcze nie kradnie, a Ty go możesz poprostu wyśmiać:]

Tak czy owak, pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś Tradycyjni pomyślą, że jednak wartoby przeciwstawić się eklektyzmowi, bo przez swoja bierną postawę w rzeczywistości przyzwalają na dorabianie sobie różnych rzeczy, tak jak wspomniałem wcześniej. Ale to tylko pobożne życzenia;)

– Mieszko (30 grudzień 2004)


Jeden wtręt w to, co piszesz, Mieszko: Wicca (Tradycyjna) jest dla nielicznych. I dlatego się nie otwiera, dlatego większość wiedzy na swój temat obkłada tajemnicą, dlatego wybiera ludzi do szkoleń starannie. Religii masowych i niestawiających wymagań jest do wyboru do koloru, masa niekoniecznie musi się upierać na ‚bycie wiccanami’.
Przynajmniej tak to widzę. Z zewnątrz, spoza kręgu inicjowanych.

– Amber (30 grudzień 2004)


Mi nie chodzi naprawdę o to aby tradycyjni wyjawili swe sekrety zwykłym „śmiertelnikom”. Nie mam nawet prawa tego wymagać. Mi jedynie chodzi o to, że gdyby Tradycyjni zdecydowaliby się kiedyś dokonać kilku opracowań naukowych, teorytycznych, unifikacyjnych, w końcu, teologicznych, myślę, że byłby to krok do przodu. Coś co się nie rozwija, cofa się. Myślę, że Gardner uważał tak samo i dlatego wyjawił istnienie Wicca. Inaczej nie byłoby dziś Tradycyjnych z ich tajemnicami. A przynajmniej my byśmy o tym nie wiedzieli. Ale już wiemy i każdy z chęcią by się zapoznał z dobrym materiałem. Bo uważam, że eklektyzm nie jest dobry. Sprawia, że zamiast duchowości często mamy doczynienia tylko z samym rytuałem bez jakiegokolwiek prawdziwego odniesienia do duchowości. Słowo Masa może źle brzmi. Lepiej, jak sformuuje to tak. Ludzie, którzy poszukują swej ścieżki duchowej na drodze Wicca pragną zgłębić tą religię, a ponieważ w niektórych częściach świata nie mają co liczyć na kontakt z nauczycielem, przynajmniej na początku, z chęcią sięgnęli by po dobre opracowanie. To tylko mój postulat. Ponieważ zaczynam się powtarzać, więc będę, jeżeli ktoś wyrazi chęć dysputy, prowadził dyskusję już pod troche innym kątem i ze szczegółową argumentacją na szczegółowe zagadnienia.
Pozdrawiam.
Poszukujący;)

– Amber (31 grudzień 2004)


ten komentarz u góry jest mój:) Pisałem go bardzo późno w nocy i mi się pomyliły pola:) Wpisałem zwrot osobowy w pole podpisu i wyszło, że podszywam się pod Amber:) No więc tak nie jest:) To u góry to moje:)

– mieszko (31 grudzień 2004)


A zatem Amber poczuła się w obowiązku wtrącić trzy grosze i jeszcze bardziej zamieszać w podpisach ;)
Zastrzegam, że piszę z pozycji poganina, nie inicjowanego wiccanina. Na ile się orientuję, spisanie tekstów, których powstanie postulujesz jest niemożliwe a przynajmniej trudno wykonalne:
1. ‚unifikacja’ – nie ma (chyba) jednolitych gardnerian, aleksandrian etc. To rdzeń pozostaje ten sam a każdy nowo powstały kowen może lekko modyfikować, to z czym ‚startował’ w oparciu o swoje doświadczenie. Poza tym, większośc tego ‚rdzenia’ jest (jak wnioskuję) nie do użytku publicznego – obłożona milczeniem
2. teologia – czy w ogóle w przypadku wicca można mówić o teologii? Tu proszę o pomoc wiedzących w tej materii.
Wreszcie, wątpię, żeby była wola przygotowywania takich opracowań. Widzę to tak: jeśli komuś na tyle zależy na tej wiedzy, żeby do niej dotrzeć i przekonać mających ją, że powinien ją otrzymać, nie potrzebuje opracowań bo czerpie ze źródła. A jeśli ktoś jej aż tak nie pragnie, okrawkami może tylko zrobić sobie albo komuś krzywdę. A że to niesprawiedliwe? Ha, życie też jest niesprawiedliwe.
Z pozycji poszukującego mogę tym być sfrustrowana, ale zostaje uszanować wolę tych, którzy dotarli do określonej mądrości i wiedzy a poznawszy ją uznali, że takie bariery są potrzebne. Myślę że wiedzą lepiej niż ludzie z zewnątrz – bo wiedzą czego chronią.

– Amber (1 styczeń 2005)


Ależ ja nie mówie tu nic o sprawiedliwości czy jej braku. To jest po za tematem dyskusji:) Życie w ogóle mało wspólnego ma ze sprawiedliwością, a sprawiedliwości jako takiej nie ma, chyba, że w systemach religijnych (chrześcijański Bóg, buddyjskie prawo karmy) czy filozoficznych.
AD1 – a szkoda, bo unifikacja byłaby dobra, chociaż w tych podstawowych sprawach
AD2 – jest Bóg, jest Bogini, a teologia to nic innego jak „słowo o bogu”, także chyba istnieć powinna;)
AD3 – ależ mnie nie chodzi o to, że ktoś chce zostać garderianinem, więc garderianie powinni wydać o swojej ścieżce książkę i zdradzić swe sekrety. Mi chodzi o oczyszczenie wicca z eklektyzmu i stworzenie przez tredycyjnych zarysu wicca, nie same ogólniki, ale też nie tajemnice. To nie tylko by pomogło w rozróżnieniu wicca od jego eklektycznych form, ale również zbudowałoby w pewnym stopniu powagę tej religii, zdeka osłabioną przez obecne wydawnictwa eklektyczne. Oczywiście, rozumiem, że wtajemniczonych, tradycyjnych etc. nie wiele obchodzi rozwój innych, no bo z jakiej racji miało by ich to obchodzić i ja to zupełnie rozumiem i akceptuje i nie staje tu na straży poglądu o zupełnej dostępności mas do wiedzy tradycyjnych bez ich błogosławieństwa. Ja uważam, że każda religia jeżeli chce się rozwijać, powinna dać się rozpoznać, dać się zrozumieć szerszym kręgom społecznym. Bo to, co się nie rozwija, cofa się. A tego bym nie chciał w przypadku wicca. Mam nadzieje, że Tradycyjni jednak spojrzą na to z tej perspektywy. I niech nikt nie weźmie mych słów za obłudę (mówi tak, żeby mieć dostęp do wiedzy łatwym kosztem), ponieważ ja nigdy nie nazwałem się wiccaninem i wątpie czy się kiedyś nazwę. Mnie interesuje ta religia na razie tylko ze względów teorytycznych i poznawczych i jeżeli nie otrzymam odpowiedzi na me pytania to nie załamie mi się światopogląd, zadam inne pytania gdzie indziej:) Bo taka jest prawda, że gdy chce się zmienić religię, najpierw trzeba poznać ją przed zmianą i wszyscy Ci, którzy mianują się wiccanami niewiele o wicca wiedząc, bo niby skąd, powinni się zastanowić ile w tym duchowości a ile próby odnalezienia owej duchowości na ścieżce wicca.
Pozdrawiam

– mieszko (2 styczeń 2005)


Mieszko,

1) Tradycyjni JUŻ napisali wiele rzeczy. Jak dla mnie, napisali wystarczająco, a czasem sami twierdzą, że za dużo. Nie wiem, na jakiej podstawie twierdzisz, że nie ma nawet „kilku” opracowań. Trzeba tylko trochę ruszyć tyłek, zamiast siedzieć i wymagać, żeby inni zadbali o człowieka. Nauczyć się po angielsku, zaoszczędzić pieniądze, sprowadzić z Amazonu. Wymieniać się z innymi, którzy tak robią. Rezultat? *patrzy się wymownie na pełną półkę*

2) Najwyraźniej pewni ludzie mają inne od ciebie zdanie na temat tego, co jest najlepsze dla ich religii i jak powinien wyglądać jej rozwój. Nie widzę powodu, żeby podchodzić do nich protekcjonalnie, zwłaszcza że wszyscy w kupie mają o wiele więcej doświadczenia, niż ty.

Bardzo szanuję ludzi, którzy nie mierzą sukcesu religii ilością jej wyznawców i nie stają na głowie, by zmaksymalizować ilość nawróconych. Bardzo szanuję tych, którzy nie uważają, że należy wszystkim wszystko ułatawiać.

Chcesz być Wiccaninem – powinieneś w to włożyć DUŻO wysiłku. To nie Tradycyjni mają się troskać, czy ktoś przypadkiem nie ominie ich drzwi – odwrotnie, to ci, którzy do nich przychodzą, powinni czuć wołanie na tyle silne, że nie mogą iść w innym kierunku. Bywają ludzie, co czekają paręnaście lat – na możliwość wyjazdu do innego kraju czy na to, żeby poczuć się wewnętrznie gotowymi.

I to mi się podoba. I to szanuję. I tak jest lepiej.

3) NIE można napisać o czymś, czego się tylko doświadcza – nie można więc opisać zasad i teologii Wicca Tradycyjnego. Nie można zunifikować sposobu, w jaki różne osoby postrzegają świat. O tym cały czas mówimy ja i Amber.

Wicca się nie da postrzegać w terminach opracowań, teologii, unifikacji, liturgii od A do Z… Nie ta religia! To, co mówisz, brzmi podobnie do sytuacji, w której monoteista powiedziałby „No drodzy politeiści, opowiedzcie mi o swoim jedynym bogu, który stworzył wszystko inne. Ci inni bogowie to tylko takie duszki, jak anioły, prawda? Tak naprawdę, zbawienie może wam ofiarować tylko Jedyny?” Nie każdą religię da się rozumieć w terminach tej, którą ty wyznajesz. Czasem trzeba zmienić perspektywę.

4) proszę o przeniesienie tej dyskusji na emaile. Na przykład część zapisanych na Wicca-ABC mogłaby być zainteresowana.

– 3Jane (2 styczeń 2005)


kończąc dysputę – jak to mawiają, tyle jest punktów widzenia, ile ludzi. Jak już powiedziałem, szanuję to. Myślę, że to dobry czas na koniec dyskusji. Aha, 3Jane, nie oceniaj mojego poziomu zaangażowania (zgrabnie ubierając ją w formę ogólności) nie znając mnie osobiście.
Pozdrawiam.

– mieszko (14 styczeń 2005)


Po paru latach patrzę na tę dyskusję i żałuję, że nie dopisałam wtedy jednego wyjaśnienia: użyłam złej formy gramatycznej, bo byłam do niej przyzwyczajona w mowie potocznej. Pisząc „Chcesz być Wiccaninem?” miałam na myśli ogólnie „Ktoś chce być Wiccaninem?”. Niechcący obraziłam Mieszka.

Dzisiaj kolejny zbiorek linków do co ciekawszych artykułów wynalezionych na WitchVoxie, z komentarzami. Jak widać, głowy neopogan w Stanach zaprzątają w tym momencie sprawy dyskryminacji religijnej.

  • A Wayward Witch – Social Interlude – musisz to przeczytać. Kilka słów prosto od Bogini na temat: jak zareagować, kiedy ktoś cię atakuje i oskarża o czczenie Szatana. Wypowiedź jest piękna i mądra.
  • Grey Magic: Back to the Broom Closet? – bardzo praktyczny artykuł o tym, co zrobić, kiedy stykamy się z dyskryminacją religijną. Szczególnie podoba mi się ostatni paragraf i uważam, że może mieć rację. Ostatnio, widząc jaki gatunek ludzi ciągnie do Wicca, stwierdziłam, że inkwizycja wcale nie była taka zła.
  • A Coven Commitment – a tu coś z innej beczki, krótki artykuł o tym, jak grupka samotnych Wiccan założyła kowen. W naszych warunkach może się przydać :-)

Teraz z tego samego źródła, ale nie na temat (tzn nie o Wicca).

  • The Church of Hate and Fear – analiza tekstu listu typu „spam”, która dokładnie pokazuje w jaki sposób manipulując słowami można odwołać się do instynktu stadnego czytelnika i wyłączyć u niego myślenie. Bardzo pouczające.
  • Scared Yet? The Truth Behind the 2004 Elections – artykuł umiejscawiajacy obecne wybory prezydenta USA w kontekście historycznym i mówiący, jakie to ma znaczenie dla neopogan. Martwi mnie on tym bardziej, że wiem z doświadczenia, że jego autorka jest kobietą mądrą i rozważną i nie rzuca niepodbudowanymi opiniami.

I na koniec – na rynku neopogańskim w Stanach pojawił się nowy produkt! Oto Pagan Paper Doll Coven. Pozostawiam bez komentarza.

Niedawno wróciłam do „Bell, Book and Murder”, zbioru opowiadań kryminalnych, których główną bohaterką jest Bast, Gardnerianka. Wpadł mi w oko następujący cytat i sądzę, że warto go przemyśleć (ma dziury, bo inaczej zdradzałby zakończenie opowiadania):

Gdzie leży linia rozdzielająca rzeczywistość i wyobraźnię? Czy Klash, upierający się, że jest Klingonem, oszukiwał się, czy jedynie odgrywał rolę? (..) W którym momencie nauka – lub religia – przemienia się w szaleństwo? Czy granice przesuwają się z każdym pokoleniem, czy też cały czas są stałe?

Prawdziwe pytanie brzmi: czy którekolwiek z nas mogłoby przestać robić to, co robiliśmy, gdybyśmy tylko chcieli?

Nie.

Maidjene nie mogłaby – podążając za tym, co uznała za wiccańskie prawo, zniszczyła swoje małżeństwo i zaryzykowała pójście do więzienia. A ja z podobnych powodów zraziłam do siebie moją najstarszą przyjaciółkę.

(..)

To różnica nie rodzaju, ale natężenia. Ta sama rozbieżność powoduje, że jeden chrześcijanin pikietuje przed kliniką planowanego rodzicielstwa, natomiast inny ją wysadza. A my mówimy, że jedno wolno robić, a drugiego nie, tak jak musimy.

Ale jeśli jest to, gdyż jest to, tylko różnica natężenia, gdzie jest nakreślona linia, która powoduje, że jeden czyn jest właściwy a inny nie – wyznaczona nie przez prawo, lecz przez moralność? Gdzie leży granica między dobrem i złem? Jak często każde z nas ją codzień przekracza, i jak możemy się zorientować, że to robimy?

Przypisy: Maidjene ostatecznie zdecydowała się na rozwód z mężem, kiedy spalił jej osobiste notatki i zaczął szydzić z jej wiary; już wcześniej ją zdradzał i źle traktował, ale jakoś to wytrzymywała. Ryzykowała więzienie, ponieważ nie chciała dać policji spisu nazwisk i adresów wszystkich uczestników zjazdu neopogan (obawiając się, że ludzie mogliby być później prześladowani z powodu swojej religii, co zdarza się również w Stanach).

Główna bohaterka, czyli Bast, pokłóciła się ze swoją przyjaciółką i Arcykapłanką, ponieważ twierdziła, że nie można akceptować wszystkiego jak leci i że gdzieś trzeba postawić granicę. I że niektóre rzeczy złe. Z czym owa przyjaciółka się nie zgadzała, wyznając zasadę „staraj się zrozumieć, akceptować i tolerować wszystkich”.

Klash to mężczyzna, który twierdził, że jest Arcykapłanem Klingon Wicca – a Klingoni to rasa obcych z serialu Star Trek. W innym miejscu Bast mówi o nich:

„Cokolwiek innego możemy [my, neopoganie] o sobie mówić, wydaje się, że zgadzamy się w jednym punkcie: odzyskujemy; albo bogów naszych przodków, albo wieczną prawdę; ścieżkę do doskonałej wiedzy lub bezpieczeństwa Ziemi. Ciężko w to wierzyć, kiedy widzimy, że taką samą ilość pracy i starannej rekonstrukcji wkłada się w coś, co wywodzi się z serialu telewizyjnego: Jak możemy być poważni, jeśli oni nie są? I jak oni mogą być poważni?

Oni nie są poganami, mówią poganie, oni są fanami.

Nie jesteśmy fanami, mówią Klingoni, my wierzymy.

Gdzie należy postawić granicę?

Czy powinno się postawić granicę?

A jeśli tutaj, to gdzie jeszcze?

Komentarze archiwalne

Ciężko jest postawić granicę, a jeszcze ciężej jej nie przekraczać. Często granicę stanowi wychowanie. Przyjmijmy, że komuś nie pozwalano jeść słodyczy przed obiadem. W dorosłym życiu swoim dzieciom na 90% też będzie wpajał takie zasady. Mimo to granicą jest zawsze według mnie, moralność i własne przekonania. Nie pozwalajmy sobie ich zmieniać. Przecież jak to wychodzi z bajki o skorpionie i żółwiu: nie da się zmienić ludzkiej natury.

– Ainara (23 listopad 2004)


No dobrze, ale co wtedy, kiedy czyjeś przekonania każą mu zabijać ludzi, którzy z jakiegoś powodu mu podpadną? Czy to też jest dobre i nie należy tego zmieniać? O to właśnie chodzi.

Gdzie jest granica dopuszczalności czyichś przekonań i moralności? Czy istnieje coś takiego jak obiektywne zło, skoro pewne rzeczy są dla jednych OK, a dla innych nie? (Jak w cytacie z tą kliniką planowanego rodzicielstwa).

Dlaczego miałoby się przyjmować tutaj moralność takiej grupy, a nie innej? Czy rozstrzyga to tylko „kto silniejszy i kogo więcej”, czy też są jakieś zasady uniwersalne, którymi trzeba się kierować?

– 3Jane (29 listopad 2004)

« Późniejsze wpisy § Wcześniejsze wpisy »