Ważna informacja – szczególnie ten fragment wytłuszczony (zaznaczony przeze mnie – autorka posługiwała się w książce do podkreślania italiką):
(..) nie musisz „wierzyć” w rzeczywistość magii ani Boskości, by być Czarownicą. W Wicca tak naprawdę nie musisz „wierzyć” w żadne z przeżyć innych ludzii, w to, że Bogini istnieje ani nawet że jesteś w stanie użyć magii która objawi się w twoim życiu. W Wicca nie chodzi o wiarę w jakieś niewidoczne, transcendentne bóstwo; chodzi w nim o czucie i doświadczanie, a zatem poznanie Boskości, która przebywa we wszystkim. Religia Wicca to system świętych praktyk magicznych, a one działają – jeśli ich używasz. (Oczywiście widziałam również ludzi, którzy nie praktykują lecz udają, zaplątani w głaskanie swojego ego i politykę – ale co interesujące, jeśli przychodzą z niewłaściwych powodów lub z niewłaściwym nastawieniem, ich magia po prostu nie działa!)
Ponieważ te praktyki naprawdę działają, spotkasz Boskość i wyciągniesz pewne wnioski odnośnie rzeczywistości – że jest ona boska, że wszystko jest wzajemnie połączone, że życie jest święte i należy je przeżywać z radością i wdzięcznością. Powodem, dla którego Wicca to religia którą ludzie dzielą, jest to, że wyciągają podobne wnioski dotyczące boskości na podstawie podobnych doświadczeń.
W Wicca najpierw przeżywa się pewne doświadczenia w wyniku bardzo konkretnych praktyk magicznych, a potem już nie musisz wierzyć. Dlatego „Na korze brzozowej spisane” nie nadaje się podręcznik Wicca. Ta strona celowo zawiera tylko wyniki praktyk magicznych, a nie ich opis. Jest jak katalog ze zdjęciami gotowych produktów ze szkła – na podstawie takiego katalogu nie nauczysz się wydmuchiwać własnych szklanek.
Wszystkim ludziom, którzy czytają „Na korze brzozowej spisane” i twierdzą „Ja zawsze byłam Wiccanką/Wiccaninem, nie wiedząc o tym, bo dokładnie tak myślałam!” mówię: NIE. Wicca to najpierw to, co się ROBI i jak się ZMIENIA, a nie to, w co się wierzy na pałę. Światopogląd wynika z tego, czego się doświadcza. Wybieranie elementów religii na podstawie swojego światopoglądu to coś dokładnie na odwrót – można to nazwać neopogaństwem, ale Wicca to to nie jest.
Komentarze archiwalne
Rozumiem Twój punkt widzenia ale byc może ci, którzy mówią „zawsze byłem wiccaninem tylko o tym nie wiedziałem ” doświadczyli tej boskości, tego mistycznego związku z Naturą, ich życie zmieniało się pod wpływem tych doświadczeń ale nie nadawali temu nazwy, bo po prostu jej nie znali.
– Vanadisa (1 marzec 2005)
Droga Vanadiso, są konkretne techniki, których się używa, żeby przejść te konkretne doświadczenia, które związane są z Wicca. Jest BARDZO mało prawdopodobne, żeby samemu na nie wpaść, tak samo, jak bardzo mało prawdopodobne jest, żeby ktoś sam z siebie wpadł na odtworzenie jakiegoś stylu karate (utworzyć własną sztukę walki zapewne może, ale karate to to nie będzie).
Nikt jakoś nigdy nie twierdzi „zawsze byłem karateką, tylko o tym nie wiedziałem”, bo wszyscy wiedzą, że karate to bardzo konkretna rzecz. Tak samo z Wicca, ono też jest zestawem konkretnych technik, których trzeba się nauczyć.
Jeśli ktoś o nich wcześniej nie wiedział i ich nie wykonywał, to danych doświadczeń przejść nie mógł i nie ma o czym dyskutować. Jego mistyczne związki z naturą i doświadczenie boskości to po prostu jego prywatna religijność. Może to być religijność neopogańska (tak jak prywatna sztuka walki to też sztuka walki), ale nie jest to Wicca (prywatna sztuka walki to nie karate).
Taka prywatna religijność też jest bardzo dobra. Nie widzę powodu, żeby próbować koniecznie ją nazywać, i to nazwą, do której logicznie żadnego prawa nie ma. No, chyba że dla prestiżu i podszywania się, ale o takich intencjach nie mówimy, prawda?
– 3Jane (1 marzec 2005)
Najnowsze komentarze