Co to znaczy: być czarownicą? / What does it mean to be a witch?

Co to znaczy: być czarownicą?

Najistotniejsza spośród cech które według mnie definiują czarownicę jest jej pozycja w społeczeństwie. Czarownica jest samotniczką. Zajmuje miejsce na obrzeżu społeczności. Dobrowolnie i chętnie zajmuje się rzeczami, których “przyzwoita” osoba nie lubi, boi się lub brzydzi. Dlatego nikt nie przyznaje się do bliższych znajomości z czarownicą. Nawet krewni dyskretnie zrywają z nią stosunki. Czarownica zagraża porządkowi społecznemu, ponieważ bezkarnie angażuje się w czynności zakazane w niepisanej umowie społecznej. Podczas “polowań na czarownice” (poszukiwań winnego) jest jedną z pierwszych kandydatek na kozła ofiarnego.

Na codzień jednak czarownicę się toleruje, ponieważ jej usługi są niezbędne. Spełnia potrzeby, do których “przyzwoici” ludzie wstydzą się przyznać, ale które muszą znaleźć gdzieś ujście. Przychodzą więc do niej potajemnie, po zmroku, aby zaspokoić swoje pożądanie (czary miłosne), pragnienie zemsty (czary szkodliwe), chciwość i dążenie do wyższego statusu społecznego (czary pieniężne), pragnienie władzy (czary manipulacyjne), lub by zdobyć kontrolę nad własnym i cudzym życiem (wróżenie). Dostarcza też trucizn, środków poronnych i antykoncepcyjnych.

Czarownica jest w tym podobna do innych zawodów praktykowanych na pograniczu społeczeństwa: pielęgniarzy, śmieciarzy, rzeźników, grabarzów i balsamistów. Najbliższa jednak jest prostytutce, bo obie te profesje są najczęściej nielegalne i uprawiane po zmroku, a także działaczowi społecznemu, zwłaszcza feministce, bo odwraca tradycyjny porządek społeczny i daje władzę grupie ludzi tradycyjnie jej pozbawionej. “Przyzwoite” kobiety odżegnują się od bycia feministkami, ale korzystają ze zdobyczy tego ruchu. Nieprzypadkowo też stereotypowe czarownice, prostytutki i feministki wyobrażane są jako kobiety.

Czarownica używa magii “niskiej”: ludowej, brudnej, brzydkiej, przyziemnej, codziennej, niewyrafinowanej i niewyedukowanej. Jest praktyczna: do czarów wykorzystuje składniki łatwo dostępne i pozornie niewinne. Interesują ją rezultaty. O jej zaklęciach nie da się powiedzieć “to mi się tylko przywidziało” albo “to tylko technika psychologiczna”. Są namacalne i słyszalne: węzełki, amulety, świece, przepisywane na skrawku papieru modlitwy, napary i maści, a nie wizualizacje, afirmacje i białe światło. Cywilizowani ludzie wstydzą się wierzyć w magię czarownicy.

Czy czarownice czczą diabła? Nie wiem, ale jeśli mieszkają w kraju chrześcijańskim, to ich otoczenie będzie tak uważało. Diabeł to symbol wszystkiego, co w kulturze chrześcijańskiej nieakceptowane, ale pociągające. Dlatego czarownica, nawet jeśli wyznaje inną wiarę lub jest w ogóle ateistką, symbolicznie jest służką diabła. Wicca i religie naśladujące tą religię wydają mi się mało czarownicze. Mieszczą się według mnie raczej w tradycji benandanti, szeptuch, zaklinaczy itp: ludzi, którzy praktykowali magię aprobowaną społecznie (leczyli, zdejmowali uroki i… wykrywali czarownice). Prawo trójpowrotu i wiccańska porada są odwrotnością czarownictwa: są prospołeczne, a nie antyspołeczne.

Według tej definicji większość ludzi uważających się za czarownice tak naprawdę nimi nie jest. Czarownicą zostaje się bowiem tak samo, jak przywódcą: ten tytuł nadają ci inni ludzie. Kobieta jest czarownicą, jeśli otoczenie odpowiednio ją traktuje. Czasem zostaje nazwana czarownicą wbrew swojej woli.

Źródła literackie na których opieram swój wizerunek czarownicy to między innymi:


What does it mean to be a witch?

In my opinion, the most important trait that defines a witch is her social standing. A witch is a loner. She exists on the fringe of the society. She voluntarily and gladly engages in activities that “decent” people dislike, are afraid of or find repulsive. For this reason noone admits to a close relationship with a witch. Even her relatives discreetly cut all ties with her. A witch threatens the social order since she engages in forbidden activities with impunity. She is one of the first candidates for a scapegoat whenever a “witch-hunt” is on.

Most of the time, though, “decent” people tolerate a witch, since her services are indespensable. She meets the needs to which they are too ashamed to admit, but that have to find an outlet somewhere. Thus, people come to her in secret, after nightfall, to satisfy their lust (love spells), desire for revenge (maleficent spells), greed and drive to increase their social standing (money spells), desire for power (manipulative spells), or to gain control their own and other people’s lives (fortune telling). She is also the source of poisons, abortifacients and contraceptives.

In this regard a witch is similar to other people holding jobs that are barely accepted by the society: nurses, dustmen, butchers, grave diggers and embalmers. Her closest relative is a prostitute, since both these professions are mostly illegal and practised in the dark, and a social activist, especially a feminist, since she reverses the social order and empowers a traditionally powerless groups. “Decent” women deny any connection to feminism, but they benefit from achievements of this movement. It is also not a coincidence that stereotypical witches, prostitutes and feminists are all imagined as women.

Witches’ magic is “low”: folk, dirty, ugly, material, everyday, unrefined and uneducated. A witch is pragmatic: her spell ingredients are easily accessible and seemingly innocent. Her spells cannot be dismissed as delusions or psychological techniques. They are tangible and audible: bundles and bags, amulets, candles, prayers scribbled on paper scraps, brews and salves; not visualisations, affirmations and white light. Civilised people are too embarassed to believe in witches’ magic.

Do witches worship the devil? I don’t know, but if they live in a Christian country, their neighbours will think they do. The devil is a symbol of all that Christians do not approve, but to which they feel drawn. For this reason, a witch is symbolically the devil’s servant, even if she professes some other religion than Christianity or is an atheist. Wiccan and similar religions don’t seem to be very witchy to me. Instead, they continue traditions of benandanti, conjurers, and wise women: people who practiced socially accepted magic (healing, lifting curses and… detecting witches). The threefold law and Wiccan Rede are directly opposite to witchcraft, since they’re pro-social, not anti-social.

According to this definition, the majority of people who consider themselves witches – aren’t. One becomes a witch in the same way in which one becomes a leader: by being proclaimed as such by other people. A woman is a witch, if she is treated as such by her neighbours. Sometimes this happens against her will.

Here are the literary sources that portray a witch similarly:

Drogie Polki…

Rzecznik Praw Obywatelskich już od roku intensywnie pracuje nad zaskarżeniem do Trybunału Konstytucyjnego ustawy antyaborcyjnej. Nie podoba mu się fragment o tym, że zagrożenie zdrowia matki może być legalnym powodem do dokonania aborcji. Więcej tutaj. Ja was bardzo proszę, drogie Polki, idźcie za moim przykładem i uciekajcie gdzie pieprz rośnie, ratując swoje zdrowie i życie. Może wtedy ci idioci pójdą po rozum do głowy. A może nie.

Dzień kobiet

Wszystkim, którzy to święto traktują jako obyczaj komunistyczny przypomninamy, że zostało ono ustanowione dla upamiętnienia strajku 15 tysięcy kobiet, pracownic fabryki tekstylnej, które 8 marca 1908 roku w Nowym Jorku domagały się praw wyborczych i polepszenia warunków pracy.

Szkoda tylko, że jednym tchem równają najpierw dzień kobiet z walentynkami.

Na blogu gender też piszą na ten temat.

Europa powinna edukować?

Dzisiaj z Onetu (09.12.2007 – Onet zlikwidował artykuł, ale kopia została zachowana między innymi na portalu Islam w Polsce) dowiedziałam się, że Europa powinna edukować swoich imamów. Pozwólcie, że przedstawię wam nieco przerobioną wersję tego tekstu… (Minister został ministrem X, bo nie chciałam sugerować wkładania mu słów w usta.)

Przewodniczące Unii Europejskiej Niemcy zaproponowały aby Unia edukowała polskich księży w celu poprawy integracji Polaków w Europie, dzięki której można uniknąć przyszłych konfliktów oraz rozwoju terroru ślepego nacjonalizmu wyznaniowego.

Minister X powiedział w Berlinie dziennikarzom, iż podczas przewodnictwa Niemiec wraz z Komisją Europejską będzie wspierał inicjatywy zachęcające do edukacji polskich duchownych katolickich, dzięki której mogą oni być pomocni w integracji polskiej społeczności w Unii, a nie przyczyniać się do jej izolacji.

X zaznaczył, że „Unia nie powinna być przy tym arogancka, lecz pomocna”, Podkreślił także zagrożenia płynące z izolacji polskiej społeczności, która prowadzi do jej separacji od społeczeństwa Europejskiego. „Rozumiemy, że Polska jest częścią naszej wspólnoty, ale jednocześnie musi ona zrozumieć i zaakceptować prawa i obowiązki z tego wynikające” – powiedział dziennikarzom X.

Podkreślił, że chodzi mu między innymi o równouprawnienie kobiet, które jest uniwersalnym prawem zapisanym w Karcie Narodów Zjednoczonych – a nie tylko europejskim wymysłem.

No i co, czyż nie ma tyle samo sensu co oryginalna wypowiedź?

Antyaborcyjna poprawka do konstytucji – opinia prawnika

W artykule pt. Antyaborcyjne propozycje LPR: z politycznego wyrachowania, wbrew zdrowemu rozsądkowi (09.12.2007 – zmieniłam link na nowy, prowadzący do RTFa przechowywanego na stronie Federy, bo Rzeczpospolita niestety wyczyściła archiwum) wypowiada swoje zdanie na ten temat Władysław Mącior, emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wiceprzewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego.

W co ludzie chcą wierzyć, a o czym nie chcą myśleć

Deborah Cameron, profesor języka i komunikacji Uniwersytetu Oksfordzkiego cytowana w artykule Do women really talk more? w „The Guardian” mowi, że:

Ludzie chcą wierzyć, że istnieją wyraźne różnice między mężczyznami a kobietami,” wyjaśnia, „spowodowane byciem kobietą lub mężczyzną. Nie chcą myśleć o podobieństwach, które przeważają nad różnicami. Inną rzeczą, o której nie chcą mówić – co jest dla mnie jako lingwistki rzeczą najciekawszą – to rozmiar zróżnicowania wewnątrz każdej grupy płciowej, który statystycznie jest równie duży lub większy od zróżnicowania występującego pomiędzy tymi grupami. Kobiety różnią się między sobą w równym stopniu, jak różnią się od mężczyzn, a w płci chodzi także i o te pierwsze różnice. Na to, jak się myśli o sobie jako o kobiecie, składa się nie tylko porównywanie siebie do znanych sobie mężczyzn, ale także myślenie o tych rodzajach kobiet do jakich się nie należy.

(Tłumaczenie moje. Nawiasem mówiąc, w powyższym cytacie słowo „płeć” wyrażone było za pomocą angielskiego „gender”, a zatem płeć konstruowana społecznie, a nie „sex”, czyli płeć biologiczna).