Całkiem nieduży Trojan w podróży

Przeglądasz archiwum kategorii 'Całkiem nieduży Trojan w podróży'.

Pierwsze miejsce obiadowe w Göteborgu znaleźliśmy tuż przy schronisku. Po wyjściu na zewnątrz należało skręcić w przejście na durch przez budynek, wejść po schodkach w górę i już, znajdował się człowiek na sporej przestrzeni zielonej pomiędzy blokami. Najwyraźniej projektanci przestrzeni publicznej pomyśleli i o dzieciach i komforcie dorosłych. Większość zabudowań, które widzieliśmy w Göteborgu, miało przy sobie jednocześnie ulicę i spory kawałek zieleni (zwykle z instalacjami dla dzieci), ale tak sprytnie się to wszystko układało, że tereny zabaw i odpoczynku od ulicy były dobrze odizolowane. Miniparczek przy schronisku mógł się ponadto pochwalić bardzo estetyczną, dużą fontanną, małym supermarketem oraz pizzerią, do której natychmiast się skierowaliśmy.

Czytaj dalej »

Na miejscu, tuż po opuszczeniu samolotu, zachwyciła nas przyroda. Łąki i lasy rozciągały się po horyzont, wiał całkiem silny i dość ciepły wiatr… a przed nami, w charakterze terminalu, stał niezbyt duży hangar z blachy falistej, do którego należało dojść na piechotę po spłacheciu gładkiego asfaltu służącym tutaj za miejsce do kołowania i pas startowy. To akurat lotnisko (Göteborg ma dwa) było, jednym słowem, niewielkie. Obsługa miła, w środku czysto, odbiór bagażów przeszedł dość szybko. Przemknąwszy obok sporej grupy niezbyt trzeźwych polskich górali wyszliśmy po drugiej stronie hangaru.

Czytaj dalej »

Wiedzeni sentymentem do chłodu, północy, morza połączonego z górami i praw kobiet, postanowiliśmy (my, to znaczy ja z Żakiem) wybrać się pod koniec sierpnia do Szwecji w celu zwiedzenia Göteborga i Sztokholmu oraz rozejrzenia się, czy i w którym mieście fajnie byłoby się osiedlić. Zaklepaliśmy sobie bilety na trasę Warszawa – Göteborg – Sztokholm – Katowice i dzielnie ruszyliśmy w dal.

Czytaj dalej »