Język, narodowość, tożsamość

Poniżej cytat z powieści Mike’a Resnicka „Kirinyaga”. Narrator, Koriba, jest przywódcą grupki ludzi, którzy na sterraformowanej planecie Kirinyaga postanowili założyć utopię, odtwarzając dawny sposób życia Kenijczyków (Kikuyu). Kolejne opowiadania mówią o tym, jak w zetknięciu z dobrami zachodniej cywilizacji po raz kolejny stare zwyczaje i przesądy się kruszą. Koriba odchodzi z Kirinyagi, by zamieszkać na Ziemi ze swoim synem. Odbywa z nim taką oto rozmowę:

Późnym popołudniem wszedłem do gabinetu syna.
- Jeden ze służących powiedział, że chcesz się ze mną zobaczyć – powiedziałem.
- Zgadza się – odrzekł mój syn odrywając wzrok od komputera. Na ścianie za nim wisiały portrety dwóch wielkich przywódców, Martina Luthera Kinga i Juliusa Nyerere, dwóch czarnych mężczyzn, lecz żaden z nich nie był Kikuyu. – Proszę, usiądź.
Spełniłem jego prośbę.
- Na krześle, ojcze – powiedział.
- Podłoga mi wystarczy.
Westchnął głęboko. – Jestem zbyt zmęczony, by się z tobą spierać. Odświeżam znajomość francuskiego – skrzywił się. – To trudny język.
- Dlaczego uczysz się francuskiego? – spytałem.
- Jak wiesz, ambasador z Kamerunu kupił w enklawie dom. Pomyślałem, że korzystnie byłoby móc porozmawiać z nim w jego własnym języku.
- Chodzi ci o bamileke lub ewondo, nie francuski – zauważyłem.
- On nie zna tych języków – odparł Edward. – Jego rodzina pochodzi z klasy rządzącej. W jego rodzinnym terenie mówią wyłącznie po francusku, a edukację odebrał w Paryżu.
- Skoro jest ambasadorem w naszym kraju, to dlaczego ty uczysz się jego języka? – spytałem. – Dlaczego to nie on uczy się swahili?
- Swahili to język ulicy – odrzekł mój syn. – Językami dyplomacji i interesów są angielski i francuski. Ambasador słabo mówi po angielsku, więc zamiast tego porozmawiam z nim po francusku. – Tu uśmiechnął się z zadowoleniem. – To dopiero zrobi na nim wrażenie!
- Rozumiem – powiedziałem.
- Wyglądasz, jakbyś tego nie pochwalał – zauważył.
- Nie wstydzę się bycia Kikuyu – powiedziałem. – Dlaczego ty wstydzisz się, że jesteś Kenijczykiem?
- Niczego się nie wstydzę! – krzyknął. – Jestem dumny z tego, że mogę z nim rozmawiać w jego własnym języku.
- Jesteś z tego bardziej dumny niż on, gość w Kenii, jest dumny z tego, że może rozmawiać do ciebie w twoim języku – zauważyłem.
- Nic nie rozumiesz! – powiedział.
- Najwyraźniej – zgodziłem się.
Wlepiał we mnie na chwilę wzrok, milcząc, a potem głęboko westchnął.
- Doprowadzasz mnie do szału – powiedział. – Nie wiem nawet dlaczego o tym rozmawiamy. Chciałem się z tobą zobaczyć z innego powodu.
Zapalił bezdymny papieros, zaciągnął się raz i wrzucił go do spalarki.
- Dziś rano odwiedził mnie ojciec Ngoma.
- Nie znam go.
- Znasz jednak jego parafian – powiedział mój syn. – Przychodzą do ciebie po porady.
- To możliwe – przyznałem.
- Jasna cholera! – powiedział Edward. – Muszę mieszkać w tej okolicy, a on jest księdzem tej parafii. Gniewa się na to, że mówisz jego trzodzie jak mają żyć, zwłaszcza, że to co im mówisz jest sprzeczne z katolickimi dogmatami.
- Czy mam zatem ich okłamywać? – spytałem.
- Czy nie możesz po prostu powiedzieć im, żeby zwrócili się do ojca Ngoma?
- Jestem mundumugu – odparłem. – Do moich obowiązków należy doradzanie tym, którzy przychodzą do mnie po wskazówki.
- Nie jesteś mundumugu od kiedy zmusili cię do odejścia z Kirinyagi! – powiedział poirytowany.
- Odszedłem z własnej woli – odrzekłem spokojnie.
- Znów schodzimy z tematu – powiedział Edward. – Słuchaj, jeśli chcesz kontynuować interes jako mundumugu, wynajmę ci biuro, albo, – dodał z pogardą,- kupię ci kawał gruntu, na którym będziesz sobie mógł usiąść i wygłaszać orzeczenia. Nie możesz praktykować w moim domu.
- Parafianiom ojca Ngomy musi się nie podobać to, co ojciec ma im do powiedzenia, – zauważyłem, – bo inaczej nie szukaliby pomocy u kogoś innego.
- Nie życzę sobie, żebyś z nimi więcej rozmawiał. Czy to jasne?
- Tak – odparłem. – Jasne jest, że nie chcesz, bym więcej z nim rozmawiał.
- Dobrze wiesz, co mam na myśli! – wybuchnął. – Koniec gierek słownych! Może działały na Kirinyadze, ale tutaj nie będą! Za dobrze cię znam!
Wrócił wzrokiem do komputera.
- To niezwykle interesujące – powiedziałem.
- Co takiego? – spytał podejrzliwie i utkwił we mnie wzrok.
- Siedzisz sobie otoczony anglojęzycznymi książkami, uczysz się francuskiego, a w dyskusji bierzesz stronę kapłana włoskiej religii. Nie tylko nie jesteś Kikuyu, myślę że przestałeś nawet być Kenijczykiem.
Spojrzał na mnie sponad biurka ze złością. – Doprowadzasz mnie do szału – powtórzył.

(Tłumaczenie moje).

O czym myślicie, kiedy od dzieciństwa uczycie się angielskiego? (Anglicy mówią mi z podziwem, że sami nigdy by się tak płynnie nie nauczyli mówić obcym językiem.) Kiedy cała prawie literatura interesującego was przedmiotu to tłumaczenia z angielskiego? O czym myślicie, kiedy w polskich książkach roi się od anglicyzmów, a za granicą zapożyczono od nas „kiełbasa” i „pierogi”?

O czym myślicie kiedy przeglądacie żurnale mody z Londynu i Paryża? O czym, kiedy u eksperta czytacie, że Anglicy mają naturalne wyczucie mody, a w Polsce, no cóż, białe skarpetki do czarnego garnituru? Kiedy na zjazdach fantastów na całym świecie naśladuje się dziewiętnastowieczne ubiory z Anglii, kiedy Szkoci z dumą obnoszą tartany, a w Polsce stroje ludowe wiszą w Cepelii?

O czym myślicie, kiedy na co drugiej ulicy stoi kościół rzymskokatolicki, ambasada Watykanu, której personel ewidentnie nie podlega prawu państwa, na którego ziemiach się znajduje? A kiedy przeglądacie fora neopoganskie, na których najpopularniejsze formy religijności to angielskie Wicca i druidyzm, oraz nordyckie Asatru? Na których popularne przydomki pochodzą z mitologii nordyckiej i celtyckiej, a o Twardowskim, Wandzie, Libuszy zapomniał świat? Kiedy każdy starszy poganin i poganka wzdychają na wspomnienie serialu BBC „Robin Hood”, a o „Janosiku” słuch zaginął?

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Digg
  • StumbleUpon
  • Google Bookmarks
  • Reddit
  • TwitThis