Ach, cóż to był za sztorm

Mimo że do pracy mam tylko niezbyt długi spacer piechotą, wczoraj ledwo doszłam – lało wrednymi, poziomo zacinającymi kroplami, tnącymi twarz jak kawałki lodu, a wiało tak, że trudno było ustać na nogach. Schłam po tej wyprawie cały dzień, marudnie klepiąc przy okazji kod i marząc o ciepłym łóżku. Radio informowało tymczasem, że największe tej zimy sztormy objęły całą Wielką Brytanię, a St. Ives zabezpieczają przed powodzią workami z piaskiem (nie wiem tylko gdzie oni te worki układali, skoro tam niektóre domy stoją tuż przy plaży.) W drodze do domu już nie padało, więc nie odpuściliśmy sobie oczywiście i poszliśmy obejrzeć fale w porcie (były duże i bure). Na plażę już się nie wybraliśmy, bo nawet w porcie (czyli w osłoniętej zatoce) wiatr prawie człowieka wywracał. A w domu było zimno jak w psiarni i prądu nie było. Całą ulicę wyciemniło (nie tylko u nas zresztą). Sieci oczywiście też brak. Nawet się nie miałam jak na blogu pofrustrować! Na szczęście w nocy prąd włączono ponownie. Chwali im się, bałam się, że na ekipę naprawczą trzeba będzie czekać do następnego dnia.

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Ma.gnolia
  • Wykop
  1. Seji’s avatar

    Pozazdroscic sztormu. Ja tam tesknie za burza nad morzem.