Dalej czytam „The Living Goddesses” Gimbutas i po tej lekturze mam coraz silniejsze wrażenie, że wiemy więcej niż nam się wydaje (lub niż nam próbują wmówić).
No bo tak: standardowy wywód na temat dawnych społeczeństw to fotografie malowideł naskalnych przedstawiających zwierzęta plus posążek Wenus z Willendorfu czy reliefy naskalne z Laussel połączone z opowieścią o Rogatym Bogu polowania, szamanach i kulcie życiodajnej Bogini Księżyca w matriarchalnych społeczeństwach. W bardziej rozwiniętej wersji kładącej nacisk na matriarchat może się jeszcze na przykład trafić Çatal Hüyük.
Gimbutas o malowidłach naskalnych nic jeszcze nie pisała (na oko zajmuje się raczej neolitem niż epokami wcześniejszymi; muszę potem jeszcze raz przejść przez książkę z notesikiem i zrobić jakiś ładny diagramik czasowo-przestrzenny). Nie napisała też nic, co mogłoby mnie przekonać, że faktycznie czczono boginię związaną z Księżycem. O ile pamiętam nie starała się nawet tego udowodnić. Pokazała za to, że istniała zadziwiająca różnorodność przedstawień bogini/bogiń, choćby tych związanych z symboliką zwierzęcą: między innymi ptaki, szczególnie drapieżne, ryby, jeże, węże oraz byki (głowy bycze identyfikowano graficznie z kobiecym układem rozrodczym jakby się ktoś zastanawiał, żaden tam Rogaty Bóg). Oprócz tego mamy kobiece postaci tłuste, ciężarne, symboliczne (tylko trójkąt łonowy, tylko piersi, tylko oczy), „sztywne białe boginie” znajdowane w grobach i tak dalej. Gimbutas pisze czasem „the goddess” albo wspomina o „roli pierwiastka żeńskiego w religii Dawnych Europejczyków”, co faktycznie może dać podstawę interpretacji że to wszystko jedna bogini. Niemniej jednak jest tych przedstawień multum i wcale nie są takie jednorodne! Całkiem możliwe, że czczono wtedy wiele bogiń o różnych atrybutach.
Ba, nie tylko posążki i malowidła przetrwały. Mamy też całkiem sporo resztek wykopanych świątyń (a także małych modeli świątyń!) oraz… pismo. Nierozszyfrowane jeszcze co prawda. Jego znaki powtarzają się później w kreteńskim piśmie linearnym A oraz jednej z wczesnych odmian pisma na Cyprze. (O ile dobrze pamiętam, Gimbutas pisze dalej, że na odizolowanym Cyprze przez jakiś czas używano alfabetu greckiego do zapisu dwóch języków, z których jeden nie miał korzeni indoeuropejskich, co potwierdzać ma jej tezę o najeździe i rugowaniu dawnych kultur, a także wskazywać na pewien okres istnienia dwóch ludów obok siebie).
O świątyniach dopiero zaczęłam czytać. Gimbutas twierdzi, że przez bardzo długi czas naukowcy uważali świątynie za dziwne domy (patrz opis zbudowanych na bazie trójkąta równobocznego „domów” z ołtarzami ze stanowiska Lepenski Vir), bo miały w sobie rzeczy codziennego użytku. Tymczasem na odwrót – pewne czynności (a konkretnie tkactwo, garncarstwo/wyrób ceramiki oraz wypiek chleba) obecnie związane z życiem codziennym były wtedy sakralne. Stwierdzić to można po modelach świątyń zawierających stanowiska piekarskie i kobiety wyrabiające chleb, albo też po pozostałościach dwupiętrowej świątyni, która na parterze miała warsztat wyrobu ceramiki, a dopiero na górze właściwą część świątynną.

Najnowsze komentarze