Vagla pisze o wzmożonej kontroli informacji na granicach USA. W skrócie, chodzi o to że celnicy przeglądają dyski laptopów i (chyba?) kopiują z nich różne dane. Jeśli przypadkiem masz tam coś zaszyfrowanego, to albo dasz im hasło, albo konfiskują ci laptop. Aha, i wypytują o twoją religię i poglądy polityczne i to też zapisują. Nie wiadomo gdzie te dane idą! W połączeniu z nowymi przepisami w Wielkiej Brytanii zobowiązującymi do przekazania policji haseł do zaszyfrowanych danych, gdyby im się akurat zachciało je sprawdzić, powoduje to, że bardzo zaczynam mieć ochotę te dane zacząć szyfrować. I pocztę. I wszystko w ogóle.
-
Auć. Ten wpis ładnie mi się wpasował w konwencję Zeitgeistu, który przed chwilą pooglądałam – permanentna inwigilacja :/










Komentarze (1)
RSS komentarzy do tego wpisu