Pierwsze miejsce obiadowe w Göteborgu znaleźliśmy tuż przy schronisku. Po wyjściu na zewnątrz należało skręcić w przejście na durch przez budynek, wejść po schodkach w górę i już, znajdował się człowiek na sporej przestrzeni zielonej pomiędzy blokami. Najwyraźniej projektanci przestrzeni publicznej pomyśleli i o dzieciach i komforcie dorosłych. Większość zabudowań, które widzieliśmy w Göteborgu, miało przy sobie jednocześnie ulicę i spory kawałek zieleni (zwykle z instalacjami dla dzieci), ale tak sprytnie się to wszystko układało, że tereny zabaw i odpoczynku od ulicy były dobrze odizolowane. Miniparczek przy schronisku mógł się ponadto pochwalić bardzo estetyczną, dużą fontanną, małym supermarketem oraz pizzerią, do której natychmiast się skierowaliśmy.
Na miejscu nieco zmieszała nas stojąca w otwartej chłodziarce wielka micha sałatki i dzbanek z lemoniadą. Wyglądały na wystawione na użytek publiczny, ale nigdzie nie znajdowała się plakietka z ceną. Kiedy zobaczyliśmy innego klienta nakładającego sobie bez żenady sałatki, postanowiliśmy skorzystać z lemoniady i, jak się okazało, słusznie. Trudno nam się było do tego przyzwyczaić, ale w szwedzkich barach i restauracjach panuje zwyczaj samoobsługi i umiarkowanej darmochy! Rzeczy takie jak woda, sosy, kawa, herbata, zupa na przystawkę, sałatka czy lemoniada są za darmo, stoją zwykle wystawione na osobnym stoliku i należy je sobie nakładać/nalewać samemu – w dowolnej ilości i bez ograniczeń jeśli chodzi o dokładki. Kawa jest w ogóle wśród Szwedów napojem bardzo popularnym; kubek kawy z kannelbulle można kupić chyba w każdym 7-Eleven, czyli sklepie wielobranżowym typu Żabka, który znajduje się praktycznie co przecznicę.
Niestety, wyjąwszy kannelbulle (pyszne ciasteczka cynamonowe, najlepsze na gorąco świeżo z pieca, wyjątkowo dobre z kawą) oraz chleb z marchewką (o dziwo – świetny!), od początku do końca pobytu w Szwecji nie zjedliśmy ani jednej rzeczy, którą można by było uznać za lokalne tradycyjne pożywienie. W Göteborgu żywiliśmy się pizzą, sushi (tam bardzo tanim, stanowiącym odpowiednik naszych chińczyków) i czymś tam jeszcze, w Sztokholmie natomiast znaleźliśmy tanią a dobrą restaurację tajską, Bee’s Thai Food, w której podawali smakowity ryż z warzywami i orzechami nerkowca. Niewiele kosztującego jedzenia „w klimatach szwedzkich” po prostu nie znaleźliśmy, za to knajpek i barów założonych przez imigrantów jest multum. I ciężko się w nich niestety dogadać po angielsku z obsługą.
Z tego co czytałam, z imigrantami zaczęli mieć tam ostatnio problemy. Szwecja była i jest krajem bardzo angażującym się w pomoc innym, biedniejszym państwom, przyjmująca uciekinierów politycznych i tak dalej. Przy okazji przyjechało do nich naturalnie masę ludzi marzących o lepszym życiu dla siebie, a nie dopiero dla swoich prawnuków (a i to tylko wtedy, jeśli rządy ich pierwszej ojczyzny będą rozsądne, na co, jak wiadomo, trudno liczyć). Niestety, część imigrantów nie przyjechała do Szwecji dlatego, że podobał im się tamtejszy styl życia i myślenia (to znaczy: działajmy wspólnie, wspierajmy się nawzajem, zawsze pomagajmy słabszym). Widzą raczej w Szwedach jeleni, którzy sami proszą się o obrobienie (skąd ja to znam?!). Trwają debaty na temat, jak rozwiązać ten problem nie wrzucając jednocześnie wszystkich przyjezdnych do jednego wora i nie krzywdząc niewinnych. Sprawa ostatnio ponoć nabiera rumieńców (albo może to prasa ją rozdmuchuje, bo ma z tego kasę).
Myśmy się z wyraźnie widoczną izolacją spotkali właściwie tylko raz, i nie wiem kto ją spowodował – czy grupka muzułmanów sama się utworzyła, czy też Szwedzi (? w każdym razie byli biali) się od nich sami na wszelki wypadek odsunęli. Otóż na spacerze, na który wybraliśmy się po spożyciu obiadu i dokonaniu zakupów – lekko utrudnionych rozważaniem czy tandkrem, czyli „krem do zębów”, to to samo co nasza pasta do zębów – zobaczyliśmy dość dokładnie zapełniony tramwaj. W wagonie pierwszym i trzecim znajdowali się ludzie o białej skórze, pasażerowie środkowego natomiast byli brązowi, a kobiety miały głowy dokładnie okryte chustami.
Sama komunikacja publiczna i ruch uliczny to naturalnie jeszcze jeden obszerny temat…











Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu