Skład:
Gracz 1 – Kokos, Gracz 2 – Żaq, Mistrz Gry – 3Jane
I jedziemy…
Kokos trochę źle zrozumiał „na oścież” i przeżył stresujący moment…
G1: To ja otwieram drzwi.
MG: Drzwi są otwarte na oścież.
G1: To ja biorę miecz i uchylam drzwi nogą!
MG: Ale drzwi są otwarte!
G1: No to otwieram drzwi…
G2 (z frustracją): DRZWI SĄ OTWARTE!!
Żaq gra szlachcicem-szermierzem, na co zeszło mu sporo punktów. Kokos nie wziął ani jednej z bardzo kosztownych rzeczy, dzięki czemu ma wyższe współczynniki (i jest olbrzymim Eiseńczykiem). Kokos ma sobie rzucić na Rezon…
G1: Rezon? Mam na dwa…
G2: To moja karta!
G1: To ja mam jeszcze coś większego od ciebie?
G2 (ponownie z frustracją): Tak, penisa…
I wreszcie, Eiseńczyk Kokosa, Anzelm, ma przyjaciela od serca, Hansa. Razem stanowią nierozłączną parę. Do tego stopnia, że i graczom, i mistrzowi gry myli się, który nazywa się jak. I tak przez przejęzyczenie powstała nowa istota…
Hanzelm.
Po sesji:
Kokos: Dziś miałem rozterkę, czy zostać z Żakiem i odpłynąć (w związku z umową ochroniarza) czy ruszyć za Hansem, który jest dla mnie niemal jak rodzina. Wybrałem rodzinę.
Żaq: Cóż… następna postać, którą będę musiał podstępnie zabić…
(Nie sądzicie, że wychodzi z niego całkiem rasowy Vodaccianin? :D)










Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu