Grudzień 2006

Grudzień 2006- przeglądasz archiwa miesięczne.

W artykule pt. Antyaborcyjne propozycje LPR: z politycznego wyrachowania, wbrew zdrowemu rozsądkowi (09.12.2007 – zmieniłam link na nowy, prowadzący do RTFa przechowywanego na stronie Federy, bo Rzeczpospolita niestety wyczyściła archiwum) wypowiada swoje zdanie na ten temat Władysław Mącior, emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wiceprzewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego.

Po przeczytaniu początku książki w dalszym ciągu mam mieszane uczucia. Dobre wieści są takie, że autorka rzeczywiście ma sporą wiedzę. Zdaje sobie ona też sprawę zarówno z unikalności Feri jako tradycji Czarostwa, jak i z tego, że samo Feri ma wiele nurtów, w zależności od nauczycieli. O obydwu tych rzeczach mówi jasno i wyraźnie, odróżniając Feri od Wicca, a także od ogólnego czarostwa. Dla mnie to była wielka ulga. Dzięki temu „Ewolucja czarów” w połączeniu z „Zostań Boginią” może dać całkiem niezłe zorientowanie w Feri; jakby dodali jeszcze książki Andersonów (Victor i Cora, założyciele tradycji) to byłabym już całkiem szczęśliwa.

Są też i wady. Recenzje z sieci miały przynajmniej w jednym rację: pani Coyle, niestety, ględzi. Jeśli chodzi o jakość prozy, znajduje się przy dolnej, a nie górnej granicy – takie autorki jak Starhawk, Vivianne Crowley czy Phyllis Curott biją ją na głowę, a nawet i Cunningham chyba lepiej pisze. Drugim minusem jest to, że „Ewolucja czarów” nie nadaje się na pierwszą lekturę dla osób początkujących w kulturze ezoterycznej. Autorka uważa najwyraźniej pewne pojęcia za tak oczywiste, że nie fatyguje się wyjaśniać, co przez nie ma na myśli. Pierwsze opisane w książce ćwiczenie, na przykład, każe czytelnikowi wyobrazić sobie aurę (i zrobić z nią parę rzeczy), ale nigdzie wcześniej nie wspomniano, co to takiego.

No i wreszcie jedna rzecz, która mnie zabiła. Pozwólcie, że zacytuję.

(..) kiedy zaczęłam głębiej angażować się w Sztukę i tradycję, przechodząc inicjację w Reclaiming, podczas której przyjęłam swe obecne imię, zaczęłam czuć, że czegoś mi brakuje. Potrzebowałam jeszcze głębszego zaangażowania w praktykę duchową i intensywną pracę nad sobą niż znalazłam w anarchistycznej społeczności Reclaiming. Idea dzielenia się mocą była cenna i rewolucyjna, ale czułam, że moc trzeba czerpać z głębszego poziomu. Nie możemy dzielić się czymś, czego naprawdę nie posiadamy, a samo mówienie, że to mamy, nie sprawi, że tak się stanie. Nie porzuciłam Reclaiming, ale zaczęłam szukać.

(..) Pięć lat po inicjacji w Feri i po wielu latach nauczania w duchu Reclaiming, poczułam, że jestem gotowa, by zacząć nauczać Feri. Wreszcie dysponowałam czymś istotnym, czym mogłam się podzielić.

Na miejscu jej byłych uczniów z Reclaiming bym ją znalazła i udusiła. Nauczyciel, który uczy czegoś, co uważa za bezwartościowe, nieistotne, nieposiadające mocy, to oszust. Zresztą na miejscu kogokolwiek z tej tradycji (czy też raczej kolektywu, jak sami siebie nazywają) bym ją udusiła. Thorn Coyle opowiada w tym wstępie o uczeniu się od Sufich, katolików i Feri, ale o nikim nie wspomina z taką pogardą i protekcjonalnością, jak o Reclaimingu, swoich pierwszych nauczycielach.

A, swoją drogą, z pierwszym podkreślonym kawałkiem się zgadzam: wmawianie sobie, że się posiada moc, nie powoduje, że tą moc uzyskamy.

Komentarza archiwalne

A ja bym jej trochę broniła. Nie wiem, czy tam są podane jakieś szczegóły, ale generalnie wszystko zależy od tego, w jaki sposób i czego dokładnie się uczy. Wiadomo, że przekazuje się różne rzeczy osobom na różnych poziomach. Być może oddano jej pod opiekę osoby mocno początkujące, dla których mniejsze znaczenie miało to, co zraziło ich nauczycielkę do Reclaimingu. Tego można dobrze nauczyć nawet mając wątpliwości.

Oczywiście, nie zmienia to faktu, że na jej miejscu na pewno nie pisałabym o tym wszystkim w książce, bo może to być odebrane, delikatnie mówiąc, dwuznacznie. Można zmienić zdanie, ale należy pozostać lojalnym.

– Morven (27 grudzień 2006)

Dzisiaj udało mi się dorwać „Ewolucję czarów” Thorn Coyle. Feri mają pecha do tłumaczeń. Po pierwsze tytuł tak naprawdę brzmi „Ewolucyjne czarownictwo” („Evolutionary Witchcraft”), ale mniejsza już z tym. Po otwarciu książki i przejrzeniu paru stron zobaczyłam, że tłumacz (?) miał problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Oh well. Jest przynajmniej nadzieja, że tłumaczył to człowiek, bo wygląda na bardziej zrozumiałe od „Zostań Boginią”. Dalsze wrażenia – jak skończę.

Siedziałam sobie dzisiaj czekając na wschód Słońca i tłukł mi się uparcie i upierdliwie po głowie fragment wiersza. Na początku nie mogłam go zidentyfikować. Potem zaczęło mi się wydawać, że widziałam go w „Liber Umbrarum”. No i owszem. O, proszę:

Blessed be all in hearth and hold,
Blessed in all worth more than gold.
Blessed be in strength and love,
Blessed be wher’er we rove.

Przegląd prasy

Z ochrony środowiska (09.12.2007 – niestety, nie wszystkie linki działały):

  • Stacje monitoringu zostały dofinansowane przez Majchrowskiego – ale tylko te bezpośrednio w Krakowie.
  • Obwodnica Augustowska dalej sprawia problemy. Cuś mi się wydaje, że nasz minister środowiska bardziej dba o to, jak to środowisko najlepiej wykorzystać zanim mu stołek zabiorą, niż o to, jak je chronić. Albo co?
  • Wykryto Nadmierne, nielegalne połowy w Bałtyku. Nie no, nie spodziewałabym się.
  • Kolejna nowoczesna oczyszczalnia ścieków, tym razem w Tychach

Z ochrony (?) społeczeństwa:

  • Zapowiadają przywrócenie funduszu alimentacyjnego
  • Program „Zero tolerancji dla przemocy w szkole” popiera przytłaczająca większość posłów, w tym również z klubów które ostro krytykowały Giertycha za ten program. Nie sądzicie, że ci panowie posunęli oportunizm polityczny daleko poza granice przyzwoitości?
  • Kończy się remont okolic Bramy Floriańskiej w Krakowie. Projektanci znowu dali dupy i zrobili miejsce nie dla ludzi, a teraz zasłaniają się mętnym kręceniem. (09.12.2007 – poprawka – miejsce jest dla ludzi, konkretnie dla skejtów, którzy zrobili sobie tam skatepark. Teraz strażnicy miejscy próbują ich stamtąd przegonić, bo kółka deskorolek niszczą nawierzchnię. To może od razu trzeba było powiesić dookoła tabliczki „ludziom wstęp wzbroniony”…)

Bezczelnością nieudolnych jest żądanie, by krytyka ograniczała się do sprawozdawczości. Nie uleczy się kaszlącego kneblując mu usta.

— Bertold Brecht

Donald, jako artysta, zna potrzebe udzielania i przyjmowania konstruktywnej krytyki.

„Prawdziwa krytyka jest podarunkiem”, mówi Donald. „To oznaka twojego szacunku dla drugiej osoby jako artysty, ponieważ poświęcasz swój czas i wkładasz wysiłek w udzielenie konstruktywnej krytyki odnośnie czyjejś pracy.”

Donald ma zestaw reguł których używa do odróżniania konstruktywnej krytyki od zwykłego niszczenia czyjejś twórczej pracy. Konstruktywna krytyka musi być konkretna – zamiast „Nie cierpię tej pieśni” powinno być „Słowa i rytm się ze sobą gryzą”.

Aby krytyka była konstruktywna, jej celem musi być ulepszenie pracy, rozwiązanie konfliktu lub poprawa sytuacji: „Mówię ci, co mi się nie podoba w twojej pieśni, ponieważ chcę, by była poruszająca i piękna, oraz ponieważ wierzę, że możesz ją taką uczynić.”

Właściwy musi być również moment. Natychmiast po rytuale, kiedy kapłanki są wyczerpane i wciąż w transie, to nienajlepszy czas, by analizować trans przy pomocy bębnów.

Inna pomocna zasada określona przez kolektyw nauczycieli z Bay Area Witchcamp mówi, że krytyka powinna skupiać się na czymś, co dana osoba może faktycznie zmienić. Przykładowo, „Czy zastanawiałaś się nad wzięciem kilku lekcji głosu, co pomogłoby ci nauczyć się wybić w grupie?” niż „Jesteś taką szarą myszką, że nie nadajesz się na kapłankę”.

Wreszcie, rozważ, czy lepiej będzie, jeśli dostarczysz krytykę publicznie, czy prywatnie. Email powoduje, że ta zasada jest szczególnie ważna, ponieważ bardzo łatwo wcisnąć klawisz i wysłać krytykę na listę dyskusyjną.

Jest prawie nieuniknione, że publiczna konfrontacja zostanie odebrana jako atak. Kiedy jesteśmy poddawani krytyce przed innymi, tracimy twarz i czujemy się upokorzeni. To różnica pomiędzy cichym szepnięciem przyjacielowi, „rozporek ci się rozpiął”, a ryknięciem na cały zatłoczony pokój, „Hej, ludzie, JOEMU ROZPIĄŁ SIĘ ROZPOREK!!”

Czasem konfrontacja publiczna jest konieczna i efektywna, jak w przypadku młodej dziewczyny w kinie. Kiedy w mroku siadł koło niej jakiś mężczyzna i zaczął się masturbować, zamiast cichego oddalenia się, jak zrobiłoby to wiele kobiet, wstała i wrzasnęła, „Hej, ludzie – ten facet obok mnie się MASTURBUJE!”. Mężczyzna podskoczył i uciekł.

Jednak w większości przypadków konstruktywnej krytyki najlepiej udzielać prywatnie. Jesteś tej osobie winna danie jej szansy by wysłuchała, odpowiedziała i zmieniła zdanie, zanim upublicznisz całą sprawę.

Dzisiaj będą linki wyszperane na sieci:

A oprócz tego dwa elektryzujące (widzicie? widzicie? ja też się uczę używać języka prasowego!) njusy, za serwisem PAP Nauka w Polsce (09.12.2007 – niusy na PAPie już niestety nie istnieją):

  • Komisja Europejska uznała, że budowa biegnącej przez Dolinę Rospudy obwodnicy Augustowa jest niezgodna z prawem unijnym. I znowu jest mi głupio, że zamiast liczyć na innych Polaków muszę czekać, aż zagranica przywoła nas do porządku…
  • …ale mogę też być z „naszych” dumna. Polski inżynier Zbigniew Tokarz wynalazł innowacyjną technologię pozwalającą zamienić tworzywa sztuczne w wysokiej jakości paliwa silnikowe. (09.12.2007 – zamiast tego niusa można np. przeczytać wywiad ze Zbigniewem Tokarzem na serwisie Racjonalista)

to jest znamienne, proszę was, produkowali ten cyklon B, a teraz tabletki antykoncepcyjne produkują – o żydowskich ginekologach z Niemiec mówi Rydzyk. Dodam, że chodziło o ginekologów przeprowadzających aborcję. A myślałam, że nikt nie przebije Piłki porównującego antykoncepcję do narkotyków…

Dzisiaj znalazłam na sieci następujący cytat z (podobno) Dion Fortune: Uczeń, który zamierza zostać eklektykiem zanim stał się ekspertem, nigdy nie będzie czymś więcej niż dyletantem. Oczywiście, stosuje się to do technik magicznych, a nie światopoglądu. Drewna (czy innego tworzywa używanego przez rzemieślnika) nie obchodzi w co wierzysz, dopóki rzeźbisz je w odpowiedni sposób…

Stacje padły.

« Późniejsze wpisy