Dzisiaj zrobiłam sobie rajd po zachodnich blogach wiccańsko-pogańskich. Rezultat: masa różnorakich postulatów. Między innymi:
- Wiccanie powinni sobie postawić za cel nie tylko niekrzywdzenie niczego, ale też pomaganie i uzdrawianie świata
- Ludzie należący do wiccańskiego kapłaństwa powinni być lepiej wykształceni. Czymże są w miarę młodzi ludzie bez wykształcenia wyższego w obliczu kapłanów różnych odłamów chrześcijańskich, judaistycznych lub buddyjskich? (Odpowiedź: nieopłacanymi wolontariuszami, którzy raczej nigdy nie dorównają utrzymywanym przez społeczność zawodowcom poświęcającym swój czas wyłącznie religii).
- Wiccańskie kapłaństwo powinno przygotować się na przyjęcie kongregacji wiernych, którzy sami nie aspirują do statusu kapłana.
Kurde. Czemu ci ludzie (którzy to wszystko postulują) nie zostali w jakiejś liberalnej odnodze chrześcijaństwa?
Komentarze archiwalne
…bo można być neopoganinem/wiccanoidem filozoficznie, ale jednocześnie chcieć być „świeckim” albo „kapłanem” (w znaczeniu „minister”) społecznie. Tradycje misteryjne dawne czy dzisiejsze, zauważ, zawsze są w obrębie szerszych religii. Misteria eluzyjskie były częścią religii helleńskiej (o ile można ten zbiór tak nazwać), sufizm jest częścią islamu, itd. Wicca pod tym względem jest umocowana trochę w próżni i dlatego są jaja. Tak samo jak druidyzm zresztą i wszelkie próby rekonstrukcji działań wąskiej grupy ludzi i nazywania ich „religią” w społecznym znaczeniu. Bo to w sumie nie religia, a warstwa społeczna posiadająca konkretną wizję świata i praktyki. Religia społeczna musi zostawić miejsce na laikat, na kapłaństwo niosące posługi, na ścieżki misteryjne, na zakony, itp. I życie to wymusza. Podobne jaja będą mieli ci, co za 2000 lat stworzyliby „biskupizm” ;)
– Ailinon (16 listopad 2006)
Ech, skupiłaś się dokładnie na odwrotnej rzeczy niż ja. W zasadzie na liście mam kilka punktów, które znalazłam na ostatnim blogu, jaki miałam przed nosem, kiedy było już dość późno :) A chodzi mi o ogólny klimat panujący na tych blogach, trudny w zasadzie do wypunktowania.
Rzuca mi się w oczy na przykład olbrzymie pragnienie bycia zaakceptowanym i szanowanym przez społeczeństwo amerykańskie. Wyraźne jest też, że tryb myślenia u wiccanopogan coraz bardziej upodabnia się do „mainstreamowego”. Im bardziej starają się, żeby pogaństwo było szanowane przez mainstream, tym bardziej się do tego mainstreamu upodabniają i się z nim mieszają.
Rezultat jest taki, że neopogaństwo coraz bardziej przestaje być wyraźną, odmienną religią, a staje się zbiorem nowych szatek dla znudzonych mdłym chrześcijaństwem Amerykanów. I o to mi we wpisie chodziło.
– _3Jane (16 listopad 2006)










Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2006/11/15/i-co-ja-robie-tu-u-uuu/trackback/