Wrzesień 2006

Wrzesień 2006- przeglądasz archiwa miesięczne.

Wczoraj wieczorem, tuż przed 19, poszłam sobie na pocztę, coby wysłać list. Niby nic wielkiego, ale i tak czekałam koło pół godziny. Ludzie którzy przyszli odebrać awizo czekali jeszcze dłużej. W końcu jeden się wkurzył, poprosił o kierowniczkę i zaczął jej robić awanturę. Dlaczego wydawaniem awizo zajmuje się tylko jedna pani, której odnalezienie odpowiedniej przesyłki zajmuje piętnaście minut? Dlaczego nie mogą przysłać do tego okienka jeszcze dwie pracowniczki, co rozładowałoby ten zator?

No a pani kierowniczka zaczęła tłumaczyć, że mianowicie więcej pracowników do okienka nie podeśle bo ich po prostu nie ma. A przesyłki dlatego odbiera się tak długo, że wszyscy chcą odebrać awizo z dnia dzisiejszego (na kartce pisze mniej więcej „przyjść dnia odebrania awizo po 18.30 albo w dniach następnych”). Tymczasem listonosze z niedoręczonymi przesyłkami wracają dopiero o 18. Trzeba ich z tego rozliczyć, a listy odpowiednio posegregować według numerków awizo. Oczywiście jeśli jest tego dużo, to nie nadążają tego zrobić do 18.30 i stąd przestoje…

A teraz pytanie za sto punktów. Dlaczego nie mogą na awizo napisać po prostu żeby przychodzić najwcześniej następnego dnia po otrzymaniu awizo?

Komentarze archiwalne

Bo nie :) Z podobnych sytuacji – właśnie wróciłam z egzaminu, na który 250 osób wpuszczano wg kolejności zgłoszeń – nie alfabetycznie. Wyobrazić sobie jakie było zamieszanie nie jest trudno..
Pomysł równie inteligentny jak kazać komuś przyjść po paczkę w czasie kiedy paczka jest sergegowana albo wcale jej jeszcze nie ma.
Zdrowy rozsądek deficytowym towarem jest ;)

– Amber (5 wrzesień 2006)

Motto:

Pieniądze to nasz czas i wysiłek w formie fizycznej, możliwej do wymiany; są też same w sobie rodzajem energii, którą równie łatwo można użyć do uzdrawiania jak i do zakupienia kolejnej pary butów których nigdy nie będziesz nosić.

— Dianne Sylvan, 'The Circle Within' (tłumaczenie moje)

Wśród osób zainteresowanych duchowością i new agem (i nie tylko zresztą) pieniądze są często tematem tabu, czymś negatywnym. „Zaślepienie kasą”, „sprzedać się”, „komercha”, „żądza pieniądza”, „obrzydliwie bogaty”. Pieniądze kojarzą się z wielkimi korporacjami, które niszczą naturę i ludzkie życia byle tylko opchać się pieniędzmi do przesytu. Dla mnie takie skojarzenia są chore. Demonizacja pieniądza przypomina mi demonizację seksu, uczuć i innych naturalnych dziedzin ludzkiego życia. Tak, pieniądz jest naturalny. Pieniądz to przecież współczesne określenie na „ja ci pomogę zbudować dach, a ty mi za to dasz dwa kurczaki.” Niemniej jednak handel wymienny nie jest postrzegana jako źródło zła, a pieniądze tak. Dlaczego?

Wydaje mi się, że problemem jest tutaj abstrakcyjność. Im bardziej abstrakcyjna koncepcja, tym trudniej jest człowiekowi odnieść się do niej emocjonalnie. Człowiek jest zwierzęciem, kieruje się zmysłami. Cielesność wpływa na nas bardziej niż chcemy to przyznać. Widzę to po sobie – jeśli mam na wydatki kwotę X, to zupełnie inaczej czuję się z konkretnym zapasem banknotów i monet, niż kiedy trzymam w ręce kartę kredytową. Im bardziej abstrakcyjna prezentacja kwoty, tym łatwiej szastać pieniędzmi, tym mniej czasu poświęca się na zastanowienie „czy naprawdę tego potrzebuję?”. I to chyba jest klucz do problemu.

Ożywienie swojej wyobraźni na tyle, żeby wywołać w sobie uczucia takie, jakby zamiast karty kredytowej trzymało się w ręku banknoty (a już tym bardziej kurczaka!) wymaga wiele wysiłku. Nie jestem pewna, czy mi to do końca wychodzi. To co dopiero powiedzieć o ludziach, którzy w ogóle nie są świadomi tego mechanizmu, a nawet gdyby byli świadomi to mogłoby im się nie chcieć wkładać tyle pracy? Idziemy więc sobie przez życie najłatwiejszą ścieżką. I właśnie przez to ułatwienie może powstać tyle zniszczeń. Nie raz słyszy się przecież o ludziach, którzy „nie uświadamiają sobie prawdziwej wagi pieniądza” i popadają w pułapkę oszukańczych kredytów tylko po to, żeby kupić sobie kolejny luksusowy przedmiot.

Ten mechanizm abstrakcji działa zresztą wszędzie. Łatwiej jest posłać na śmierć oddział ludzi, jeśli jest on reprezentowany przez chorągiewkę na mapie. Łatwiej jest wrzucić pieniądze do skarbonki niż poświęcić swój czas na pracę w wolontariacie przez ilość czasu potrzebną na zarobienie tych pieniędzy… A właśnie, sprawa „wykupywania się” od odpowiedzialności. Kiedy ostatnio widzieliście człowieka, który chciał za pomocą pieniędzy zwolnić się od obowiązku myślenia, troszczenia się? Wczoraj? No i są też te wielkie debaty wśród pogan na temat „czy za kurs należy brać pieniądze czy nie” – argumentem na „nie” jest to, że kursanci przyjmują wtedy zwykle postawę roszczeniową, zakładając że skoro zapłacili to już nic więcej się od nich nie wymaga.

Z pieniędzmi jest jeszcze drugi problem, ale byłby on chyba tak samo jaskrawy w przypadku handlu wymiennego. W naszej kulturze bogactwo daje władzę. Im ktoś ma więcej pieniędzy, tym większy jest jego wpływ na świat zewnętrzny. Między władzą a bogactwem jest jednak jedna, duża różnica. Środki materialne się dziedziczy, władza pochodzi zwykle z wyboru. Mamy tutaj ukryty odpowiednik monarchii dziedzicznej. Jak zapewne wszyscy pamiętają z historii, zdarzało się w takich przypadkach dość często, że władzę dostawała w łapy osoba zupełnie się do tego nienadająca. Podobnie władza zapewniana przez pieniądze nie pochodzi z wyboru. Zdobywa się ją przez dziedziczenie i/lub własną pracę, ale te rzeczy nie muszą wcale iść w parze z odpowiedzialnością, myśleniem o innych itp.

Duży, porządny post na ten temat się skasował, a nie mam w tej chwili czasu na ponowne go wklepywanie. Więc będzie krótko. Podpisz się pod listem protestacyjnym przeciwko kolejnemu kretyńskiem wymysłowi LPR: zmianą konstytucji uniemożliwiającą jakąkolwiek aborcję (także tą ze względów zdrowotnych i w przypadku zagrożenia życia matki).

Zmiana polega na dodaniu do artykułu mówiącego o gwarantowaniu ochrony życia człowieka klauzuli „od poczęcia”. Widać tutaj dwie dość wstrząsające konsekwencje – po pierwsze zygota zdefiniowana zostaje jako człowiek, a po drugie w rezultacie takiego zapisu gwarantowane będzie życie każdego oprócz kobiet w ciąży (bo nawet jeśli ciąża zagraża jej życiu, to ma ją donosić i umrzeć, kropka). Kobieta przedefiniowana zostaje na kontener na człowieka. Coś w rodzaju auta. Wypadek? Pasażerowie bezpieczni? Spoko. Skasowane auto można wyrzucić na śmietnik.

W Stanach mają jeszcze gorzej. Każda kobieta zostaje przedefiniowana na potencjalny kontener na dziecko – więc powinna o siebie dbać. Cały czas z myślą o tym, że być może KIEDYŚ zajdzie w ciążę. A zatem lekarz może nie chcieć przepisać jej leków potrzebne dla jej zdrowia, które kiedyś mogłyby zaszkodzić dziecku. Nikogo nie obchodzi JEJ zdrowie, rozumiecie. To ma być coś w rodzaju obowiązkowego przeglądu aut przed rejestracją. Tutaj szerszy reportaż z frontu (Washington Post) i komentarz z bloga Feministing.

Wcześniejsze wpisy »