Wrzesień 2005

Wrzesień 2005- przeglądasz archiwa miesięczne.

Dziś na ulicy zobaczyłam dwa plakaty reklamujące firmę (?) Reserved. Plakat z kobietą miał podpis: „Every fashion reserved for me.” (Każdy styl (moda) zarezerwowany dla mnie.) Plakat z mężczyzną miał podpis: „Every woman reserved for me.” (Każda kobieta zarezerwowana dla mnie.)

Komentarze archiwalne

Tak, zauważyłam to samo i zastanawiałam się nad brakiem symetrii, tzn. dlaczego na plakatach z kobietą nie ma „Every man reserved for me”?

– Morven (23 wrzesień 2005)


A porównaj sobie prasę tzw. dla panów i dla pań. Magazynami „dla panów” określa się zwykle magazyny pornograficzne. Magazyny „dla pań” mówią o modzie, przepisach kulinarnych i wzruszających historiach miłosnych. Jedno i drugie zaczyna się teraz nieco zmieniać, ale wzór ten sam.

Z innych reklam rzuciła mi się też w oczy telefonia komórkowa.

Taryfa „Easy” w plusie. Pan z fryzurą afro i uśmiechem idioty otoczony przez „łatwe”, napalone panienki.

„Tanie numerki” w tak-taku: jeden facet robi uu-huu! na widok kobiety, która stoi pod ścianą w pozie i trzyma tabliczke reklamującą tanie numerki. Drugi facet odciąga tamtego faceta. Rzuciło mi się w oczy, że kobieta ma uśmiech bardzo krzywy, jakby jej było nie do śmiechu.

– 3Jane (23 wrzesień 2005)


Jest to chyba normalne… Reklama, żeby była skuteczna, musi sięgnąć do stereotypów. Wiadomo jest, że większość kobiet ubiera się dlatego, że lubią modę samą w sobie, a większość panów ubiera się po to, żeby wyrwać panienkę. Wiadomo, że plotki i przepisy kuchenne najczęściej wolą kobiety, a porno faceci. Jeżeli zmienią się kobiety i mężczyźni, to zmieni się i reklama, aby trafiać w jak największy target. I chyba nigdy nie będzie to symetryczne, bo wiadomo, że różnice pomiędzy płciami są i będą.

– Ailinon (23 wrzesień 2005)


Ja rozumiem, że reklama sięga do stereotypów. Ale wbrew pozorom nie jest ona tylko skutkiem, bierną reakcją na popularność tego czy owego. Ci, którzy ją układają, lansują pewne stereotypy jako pozytywne, są również odpowiedzialni za zmiany w społeczeństwie.

Dobrym przykładem jest opisana w „Feminine Mystique” Betty Friedan strategia urabiania sobie przez firmy (w USA, w latach 50tych) konsumentów za pomocą lansowania modelu idealnej kobiety, odrobinę wykształconej, niepracującej, realizującej swoje ambicje i życie przez dzieci i męża. Osoba taka była potwornie znudzona, wyjałowiona, a rozrywki szukała w kupowaniu kolejnych nowinek produkowanych przez owe firmy, bo dzięki odrobinie edukacji wbito jej w głowę, że nowe jest lepsze, ale zrobiono wszystko, żeby nie myślała samodzielnie…

Skuteczne? A jakże. Etyczne? Nie.

Nie można się na wszystko biernie zgadzać i akceptować tylko dlatego, że jest skuteczne. Być może dla ciebie pieniądz jest bożyszczem, a wszystko, co prowadzi do jak największego zysku jest usprawiedliwione, ale dla mnie tak nie jest.

Nie można też akceptować stereotypów zrzucając je na różnicę kobiet i mężczyzn, która zawsze będzie istnieć. Inaczej kobiety do tej pory nie miałyby praw wyborczych ani nie mogłyby pracować. Bo przeciwnicy tych zmian też je argumentowali różnicami między płciami, które są i będą.

– 3Jane (24 wrzesień 2005)


Jak dla mnie amerykańskim wzorem zrzucasz odpowiedzialność za błędy ludzi na wielkich tego świata. Czy uważasz, że winą McDonaldów jest otyłość a koncernów tytoniowych nałóg palenia? To ludzie, kupując, decydują się coś wesprzeć albo odrzucić. To w ich gestii jest jaki ten świat będzie, a tym samym, jakie będą następne stereotypy.

Przykładowo, był McDonald. Pojawił się ten gościu, co zrobił „Supersize me” i zrobił się szum, bo ludzie zrozumieli, że McKultura może być szkodliwa. Obroty spadły, a więc Mc musiał się zacząć reklamować pod kątem zdrowej żywności.

Reklama to tylko odbicie tego, co myśli społeczeństwo. Aby zmienić reklamę, trzeba zmienić (rozmaitymi środkami) społeczeństwo. Tu jest pole działania kultury, mody, znanych osobistości, akcji społecznych, itp. Reklama sama się dostosuje, byle tylko ludzie ją chcieli oglądać.

A co do różnic między płciami, to chyba nie uważasz, że ich nie ma? To, że ktoś kiedyś używał tego jako argumentu w celu, którego nie popierasz i w sposób, z którym nie można się zgodzić, nie oznacza, że sam fakt jest nieprawdziwy.

Jeżeli chodzi o reklamę konkretnie Reserved, to nie obraziła mnie ona w jakiś specjalny sposób. Ale widać nie jestem bardzo wrażliwa na tym punkcie. Bardziej odrzuciła mnie reklama Orsaya (?) z kolekcją Mandaryny w zeszłym roku, bo była tak kiczowata, że obiad się cofał. A już szczytem niesmaku była reklama Piły z odciętą ręką. Jakbym chciała na każdym rogu mieć egzemplarze anatomiczne, to bym została koronerem.

– Ailinon (24 wrzesień 2005)

Świat się zmienia. W „Dziewczynie” opublikowano poważny artykuł o feminizmie. A kiedy przechodziłam obok sklepu z zabawkami, na wystawie dostrzegłam nowość: obok zwyczajowych zestawów mebelków dla lalek – kuchnia, dom, itp. – zobaczyłam też zestaw „pracownia komputerowa”. Plastikowy, różowy i służący do szyfrowania wiadomości do przyjaciółek.

A to feminizm właśnie.

(08.12.2007 – może dopiszę coś, co do czego pamiętam, że były wątpliwości. Ja wiem, że fajniej byłoby, gdyby komputer nie był różowy. Chodzi mi o to, że jeszcze niedawno samego skojarzenia komputer-dziewczynka w ogóle nie było. Jakiś postęp to jest, prawda?)

Dziś będzie trochę nie na temat, ale uważam, że te dwa przypadki polskiej paranoi warte są zapisania. Oba mają miejsce w Krakowie.

Już od jakiegoś czasu komunikację miejską w rejonie skrzyżowania Kazimierza Wielkiego z Królewską (sama końcówka Kazimierza Wielkiego) utrudniają debilnie umiejscowione i zaprogramowane światła oraz dodany ni w pięć, ni w dziewięć, przystanek tramwajowy. Chodziły słuchy, że miasto wybudowało tę instalację z powodu planów budowy supermarketu, choć gdzie go tam chcieli wsadzić, trudno było stwierdzić.

Niedawno dowiedziałam się, że „słuchy” były prawdziwe. Supermarket wraz z dużym parkingiem miał powstać na miejscu parku przed łobzowskim pałacem królewskim (obecnie zagospodarowanym przez uczelnię). Do wycięcia parku na szczęście nie doszło, przedstawiciele dzielnicy zaprotestowali. Przystanek i przejście straszą dalej. Pałacu nikt nie wykorzystuje jako zabytku.

Druga wiadomość jest jeszcze weselsza. Otóż chyba na początku lata rozkopano stanowiące dość ważny węzł komunikacyjny skrzyżowanie przy Dworcu Głównym. Prace miały potrwać max 3 miesiące. Teraz mówi się o czterech, a nieoficjalnie – że będziemy mieć duże szczęście, jeśli skończą do grudnia. A wiecie czemu? Bo już w trakcie budowy ktoś odkrył, że zmianę torów tramwajowych zaprojektowano tak, że gdyby je rzeczywiście zbudowano, to tramwaje by z nich wypadały na zakręcie. Zmieniają więc projekt. A rozkopane rumowisko czeka.

Komentarze archiwalne

Paranoja środkowopolska.

Ulicę wjazdową do miasta zaczęto remontować przed rozmowami kwalifikacyjnymi na moje studia. Jeszcze nie skończono. W tym roku będę bronić pracy dyplomowej…

Co tydzień – dwa są zmiany tras, lini, podstawiane Zetki…odstawiane zetki, wracające stare linie.

Natura z mchem na drzewach niepotrzebna do nauki orientacji w terenie. Starczy rozkopane Miasto ;-).

– Abyss (13 wrzesień 2005)

  • Dawne plemiona zrobiły mniej szkód niż my tylko dlatego, że nie mieli takiej technologii. (Dana Corby i Branson, amberadjet)
  • Cywilizację od barbarzyństwa dzieli 6 posiłków. (Anonim na onecie – dzięki za wyszperanie, Abyss!)
  • W ostatecznym rozrachunku okaże się, że wszystkim śmierdzą skarpetki. (Ja)

W najbliższym czasie Kiedy wreszcie będę miała czas i sieć, postaram się napisać coś więcej ponarzekać na temat romantycznego stosunku do przeszłości.

W naszej kulturze brakuje rytuału przejścia, który oficjalnie przeprowadzałby człowieka ze statusu dziecka do statusu dorosłego. Ustanawiałby on w psychice otoczenia, a także dziecka, taki punkt czasowy uświadamiający o zmianie sytuacji.

Rytuały takie są potrzebne w społeczeństwie, bo nie każdy głęboko przemyśliwuje nad swoją i cudzą sytuacją. Bez niego większość rodziców, zamiast uświadomić sobie zmiany zachodzące w swoim dziecku, cały czas traktuje je, no, jak DZIECKO, kogoś, z kim nie trzeba się liczyć, kogoś nieodpowiedzialnego i potrzebującego opieki. Bo przecież cały czas jest młodsze od nich o 20 czy 30 lat. A potem przeżywają terapię szokową, kiedy dziecko mówi pa pa.

Komentarze archiwalne

Zastanawiam się, czy nie wyglądałoby to tak jak w USA: „Masz 18 lat – wynocha, zarabiać!”. Przez co szybko zostałoby zbojkotowane przez „młodzież na utrzymaniu”. Również tę „młodzież” 30letnią ;-)

Z jakiegoś praktycznego powodu tego typu rytuały zaniknęły przecież w cywilizowanych społecznościach.

– Abyss (1 wrzesień 2005)


Być może to kogoś rozśmieszy, ale dla mnie takim rytuałem przejścia było… bierzmowanie. Miałam wtedy 14 lat i byłam jeszcze szczerze wierzącą katoliczką.
Brakuje mi w naszej obyczajowości rytuału przejścia w stronę Bogini Staruchy. O ile w młodość wchodzi się łatwo i bez sprzeciwu, o tyle zbliżanie się do starości jest bardzo trudne. Łatwiej jest umierać, niż oglądać pierwsze zmarszczki :-( Łatwiej odnaleźć się w pierwszej pracy, niż z dnia na dzień coraz bardziej czuć, że wkrótce może szef uzna cię za starą i niepotrzebną… Ach, ten powszechny kult młodości.
Może gdyby taki rytuał istniał, to załatwiłby on także rytuał Pierwszego Przejścia – łatwiej byłoby się pogodzić z tym, że dzieci odfruwają z gniazda.

– Morven (4 wrzesień 2005)