Sierpień 2005

Sierpień 2005- przeglądasz archiwa miesięczne.

Disclaimer: po pierwsze, poniższe notatki nie stanowią pełnego streszczenia książki. Po drugie: w omawianej książce Wicca obejmuje przede wszystkim to, co zazwyczaj nazywa się Wicca Eklektycznym. Z definicją tą się nie zgadzam, ale dla spójnosci z książką używam słownictwa autorki.

Rozdział zaczyna się od krótkiej teorii na temat znaczenia religii. Jest ona, według Dianne, sposobem na znalezienie celu życia, czegos, co pomogłoby ludziom zrozumieć ich miejsce we wszechswiecie i zapewne pogodzić się z jego złymi stronami (morderstwa, powodzie, politycy, komary). Jednak ponieważ cel życia i jego znaczenie nie jest takie samo dla wszystkich, powstało wiele scieżek.

Podkreślając to, że wszystkie ścieżki są właściwe, autorka sugeruje, że częsta (szczególnie wśród młodszych „stażem” Wiccan) postawa dumy z tego, że nie jest się jak inne religie, może być niewłaściwa, oraz że możemy się od innych wiele nauczyć. Za przykład stawia ideę codziennej praktyki, którą sama „podłapała” od katolickich zakonnic.

Dziwi mnie jednak, że autorka sama nie praktykuje tego, co głosi. W tekście dość często kontrastuje Wicca z chrześcijaństwem i komentuje, że w danym miejscu chrześcijaństwo rozwiązało coś źle, natomiast Wicca – dobrze. Po co to robi? W końcu celem tej książki miało być wspomożenie Wiccan w ich praktyce duchowej, a nie krytyka praktyki chrześcijan. Na dodatek, skoro wszystkie ścieżki są właściwe, to jak praktyka chrześcijan mogłaby być niewłaściwa (przecież nie można jej zarzucić, by była nieetyczna)? Nie podoba mi się to.

Wróćmy jednak do rozdziału pierwszego. Celem przedstawionym przez Wicca jest uswiadomienie sobie (przypomnienie) Boskosci w nas i wszystkim wokół, oraz manifestowanie Boga i Bogini cały czas – kochanie i dawanie jak oni, służenie im w doskonałym zaufaniu, sprowadzając ich łaskę na swiat. (Jest to, według autorki, cel tej samej kategorii, co dążenie do znalezienia się w niebie lub osiągnięcia nirwany). Rytuał i inne narzędzia stosowane w Wicca to srodki pomagające osiągnąć ten cel. Motyw świętosci całego swiata oraz dążenia do manifestowania w sobie boskosci przewija sie potem przez cały rozdział. (CDN).

Disclaimer: po pierwsze, poniższe notatki nie stanowią pełnego streszczenia książki. Po drugie: w omawianej książce Wicca obejmuje przede wszystkim to, co zazwyczaj nazywa się Wicca Eklektycznym. Z definicją tą się nie zgadzam, ale dla spójnosci z książką używam słownictwa autorki.

W przedmowie rzuciło mi się w oczy stwierdzenie, że autorka nie należy do osób uzdolnionych parapsychicznie i zajmujących się podróżami astralnymi, oglądaniem aur czy innymi podobnymi rzeczami. Jej magia nie rozróżnia zanadto między stanem alfa a stanem beta. Mimo to wie doskonale, kiedy Bogowie chcą jej cos przekazać (opisuje przypadki „omenów” za pomocą obecnosci ptaków, a w związku z napisaniem książki – pająków).

Ze wstępu dowiadujemy się, że celem „The Circle Within” jest wspomożenie Wiccan w zbliżaniu się do Boga i Bogini. Książka ta ma być przewodnikiem w tworzeniu własnej praktyki duchowej na podstawie następujących przekonań:

  1. każdy czyn może być rytuałem
  2. każda chwila naszego życia to szansa na oddanie czci Boskosci wewnątrz i wokół nas.

Ponieważ Boskosć, według autorki, jest jedna, ale ma wiele twarzy, za pomocą których ludzie sobie ją przybliżają, to wszystkie etyczne scieżki to własciwe scieżki. Tutaj narzucają mi się następujące pytania: po pierwsze, skąd wiadomo, że dana scieżka rzeczywiscie prowadzi do kontaktu z Boskoscią? Jest przecież wiele przypadków samooszukiwania się w dziedzinach innych niż religijne. Czy rzeczywiscie WSZYSTKIE scieżki działają? I po drugie, według CZYJEJ etyki okreslamy, czy scieżka jest etyczna i dlaczego akurat według tej, a nie innej?

Autorka pisze także, że uważa magię za czyn religijny, który trzeba rozpatrywać w kontekscie relacji z Bogami. Nie mówi niestety w jaki sposób i dlaczego, ale mam nadzieję, że w dalszej częsci książki to się wyjasni. Nie jest to zresztą koncepcja unikalna; podobne podejscie do magii ma Phyllis Curott („Book of Shadows”, „Witch crafting”).

Komentarze archiwalne

Skoro magia jest formą kontaktu z Boskością, a konkretnie z neopogańskimi bogami to co mają powiedzieć czarujący nie-poganie?

Takie powiązanie jest dla mnie dość kontrowersyjne…

– Abyss (26 sierpień 2005)


Po pierwsze, dla tej pani wszyscy bogowie to ostatecznie jest jedno i to samo (patrz wyżej). Po drugie, nie wiem, czy według niej magia to kontakt z neopogańskimi bóstwami czy tą Boskoscią Ostateczną, bo nie zdefiniowała do końca. O magii była na razie wzmianka kilkuzdaniowa.

Natomiast jesli chodzi o autorow z podobnymi poglądami, to według Cunninghama, jesli będziesz używać magii do złych celów, to Bogowie ci odbiorą moc. Nie pamiętam co w tej materii mówiła Curott.

– 3Jane (26 sierpień 2005)


Wspaniały temat na jakiś artykuł, może sama taki kiedyś napiszę… „gdzie kończy się magia, a zaczyna przesąd” ;>

– Ailinon (26 sierpień 2005)


Magia a przesąd to bardzo ciekawy temat. Z moich ostatnich obserwacji wynika, że człowieka, który zna magię i jej prawdziwą wagę, można poznać po tym, że o niej za dużo nie mówi. Ci, co gadają, na 90% pielęgnują jakiś przesąd.

– Morven (27 sierpień 2005)

Ostatnio, dzięki uprzejmosci Morven, która mi tą pozycję pożyczyła, czytam sobie „The Circle Within” autorstwa Dianne Sylvan.

Według tego, co Dianne Sylvan pisze o sobie sama (8.12.2007 – zawartość kiedyś linkniętej tutaj strony się zmieniła i tych informacji już tam nie ma), ma dwadziescia kilka lat i mieszka w USA w stanie Teksas. Jesli chodzi o Wicca, to z książki dowiedziałam się, że zaczynała od samotnej praktyki posiadając tylko „Wicca” Scotta Cunninghama. Na tylnej okładce pisze, że ma drugi stopień w „Sybilline Order of Wicca”, o której to grupie na sieci jest bardzo mało. Możliwe, że się zlikwidowali. Pani Sylvan w każdym razie nie wspomina o tym stopniu na swojej stronie. Pisze za to, ze wymysliła własną tradycję i zamierza jej nauczać, zaczynając od końca tego roku.

Tyle bio. Książka pierwsze wrażenie sprawia wielce pozytywne. Jest to dzieło inteligentnej i dojrzałej Wiccanki Eklektycznej. Po przejrzeniu jej dochodzę do wniosku, że podejscie autorki miejscami jest charakterystyczne dla Amerykanki wychowanej na Cunninghamie. Książka porusza temat rzadko wspominany w podręcznikach dla początkujących, a mianowicie: co Wiccanin robi pomiędzy swiętami i w jaki sposób utrzymuje codzienny kontakt ze swoimi Bogami.

Ciąg dalszy wkrótce.

Motto na dziś:

Nawet jeśli wszyscy Bogowie są jednym Bogiem, a wszystkie Boginie jedną Boginią, to nie jestem pewien, czy powiedzenie im tego w twarz byłoby dobrym pomysłem…

Tym razem jakas niedorobiona nastolatka postanowiła się pochwalić swoją wątpliwą znajomoscią htmla i kopiowania tekstów i stworzyła stronę stanowiącą sklejkę bircha i www.wicca.pl. Nawet tła jej się nie chciało zmienić. Brawa dla tej pani. Zaiste, wykazała się pomysłowoscią, sprytem i głęboką wiedzą.

Dzisiaj życzliwa osoba skierowała mnie na stronę, na której zobaczyłam bezczelnie skopiowane z „Na korze brzozowej spisane” materiały. Nie pierwszy to raz. Słyszałam ponadto, że część tłumaczeń („Wicca dla dzieci”) pojawiła się na emule. Oczywiście bez informacji o autorze i tłumaczu.

Jest mi przykro. Strona jest dostępna dla wszystkich i za darmo, a jednak wciąż znajdują się tacy, którzy chcą kraść. Nie można tego wytłumaczyć chęcią udostępnienia rzadkich materiałów. Przecież birch stoi na sieci cały czas. Wystarczyłby prosty link, taki jak ja umieszczam w „patrz też”.

Mam wyżej uszu chodzenia i pilnowania jak zły pies, czy przypadkiem jakiś cham nie podkradnie mojej pracy aby się pod nią podpisać, a także tego, że pomagają mi stale te same dwie osoby. Dlatego też w najbliższym czasie obejmę hasłem rzeczy najczęściej kradzione, co nie oznacza, że zaprzestanę ścigania złodziei.

Ponownie zastanawiam się także nad zahasłowaniem lub usunięciem dużej części bircha. Po co mam to wszystko udostępniać, skoro jedyną reakcją są kradzieże? Widać jest niepotrzebny, a czytelnikom – jeśli tacy w ogóle są – nie zależy na tym, żebym dalej cokolwiek pisała bądź tłumaczyła. W końcu ludzie dbają o to, co jest im potrzebne. Gdyby „na korze brzozowej spisane” było im potrzebne, to jakoś by pomagali, zamiast przechodzić obojętnie…

Komentarze archiwalne

Wiesz, mówi się, że psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Ja osobiście przyjęłam taktykę traktowania Rozstajów jako publikacji przemyśleń, które nie są w żaden sposób osobiste, a raczej są konmpilacją luźnych opinii, które powtarzam 30 milionów razy na rozmaitych grupach dyskusyjnych. Cokolwiek jest udostępnione publicznie zwykle nie służy niczemu więcej poza ogólnym „zwiększaniem świadomości” na dany temat. Nie liczyłabym na jakieś specjalne znalezienie współautorów i ludzi zaangażowanych tą drogą.

A co do złodziei: podobno plagiat jest najwyższą formą docenienia autora ;> Zawsze to poprawia humor, jak się podrzuca wirtualną bombę takowemu przyjemniaczkowi ^^

– Ailinon (18 sierpień 2005)