Maj 2005

Maj 2005- przeglądasz archiwa miesięczne.

Uwaga, pod spodem będzie utyskiwanie na złą sytuację polskiego neopogaństwa. Komu się nie chce, niech opuści. I uwaga, będzie długie, bo znalazłam fajny cytat z książki.

Zanim powiem wam o mojej obserwacji, muszę się do czegoś przyznać. Otóż postanowiłam sobie wcześniej, że na wiedźmologu nie będzie notatki mówiącej o śmierci papieża. Bo niby po co? Jego śmierć znaczyła dla mnie tylko tyle, że miałam na studiach trochę nadprogramowego wolnego, a w dniu pogrzebu w pokoju zgaszono mi przymusowo światło i nie mogłam przez to zjeść kolacji.

Dlaczego znaczył dla mnie tak mało? Bo był to człowiek zwykły, wyróżniający się tym jedynie, że był przywódcą obcej mi wiary. Nie tak dawno zginął również Min Zhiting, chiński lider religijny, prezydent Chińskiego Stowarzyszenia Taoizmu. Czy po nim też miałabym płakać? Zginęli także: noblista, najdłużej żyjący człowiek świata wg Księgi Guinessa (104 lata), najdłużej żyjąca kobieta po prostu (114 lat), pierwszy polski więzień oświęcimski, dawna królowa Holandii, twórca „Zielonych Beretów”, współtwórca Księgi Guinessa, były lider kościoła scjentologistów, mistrz buddyzmu Zen. To wszystko obejmuje zaledwie pierwszą połowę zeszłego roku – sprawdźcie sami na wikipedii. Z niedawno zmarłych wielkich Polaków – odszedł Beksiński.

A jednak większość polskich neopogan mniej lub bardziej wylewnie demonstrowała swój żal po śmierci papieża – i tylko jego. Niektórzy nawet zupełnie bezkrytycznie twierdzili, że „będą się za niego modlić” (do kogo i po co?). Trochę mnie to śmieszyło, trochę czułam się gorzko. Postanowiłam, że w tej sprawie będę milczeć jak głaz, pozostając wierna swojej religii i niechęci do czczenia obrazków z TV. Bo powiedzcie szczerze, moi czytelnicy, gdyby tego tak w mediach nie rozgłosili, to ilu z was wiedziałoby o śmierci papieża? Ilu z was w ogóle interesowało się jego życiem? A ilu wiedziałoby o nim tyle, co o Min Zhitingu?

Wyżej postawiłam, jak widać, teorię, że żal większości polskich „neopogan” wynika z medialnego rozgłosu. Dodałabym do powodów również nacisk społeczny (pewne rzeczy wypada, a innych nie – i zauważcie, jak tępią tych, co nie przystają). Wydaje mi się, że miałam rację. Bowiem większość ludzi, którzy rozpływali się w żalach za papieżem, w blogach, swoich prywatnych zapiskach, słowem nie wspomniała nawet o nadejściu Beltane, wieczoru majowego czy jak tam to nazwać.

Większość polskich neopogan nie wie nic o zmianach własnej społeczności ani odejściach wielkich ludzi z własnej działki. Chcą po prostu robić to, co robili wcześniej, bez poczucia, że nie przystają do swojej etykietki. Do nowej, niestety, też nie pasują, ale ponieważ niewiele o niej wiedzą (widać mało o tym w TV), to im to nie przeszkadza. Co więcej – często deklarują, że wiedzą mało i nie chcą wiedzieć więcej, u innych szukając nie informacji, lecz towarzystwa osób podobnych sobie.

Poskrob tych ludzi, a spod spodu wyjrzy konformistyczny przeciętniak, który nie zmienił w sobie niczego oprócz etykietki. Taki, jak poganka w poniższym cytacie:

- Nie zgadzam się z przyjaciółką co do znaczenia słowa “Wielkanoc”. Może ty wiesz?

Dziewczyna spojrzała na niego, jakby spomiędzy jego warg zaczęły wyłazić zielone ropuchy.

- Nie znam się na chrześcijańskich świętach – oznajmiła w końcu. – Jestem poganką.

(..) Wednesday spojrzał na kelnerkę. – (..) Powiedz mi (..), jako poganka, komu oddajesz cześć?

- Cześć?

- Zgadza się. Przypuszczam, że masz ich do wyboru, do koloru. Komu zatem poświęcony jest twój domowy ołtarz? Przed kim się korzysz, do kogo modlisz o świcie i zmroku?

Jej usta poruszyły się kilkakrotnie, nie wypowiadając ani jednego słowa.

- Pierwiastek żeński – oznajmiła w końcu. – To dodaje mocy, nam, kobietom. Rozumie pan?

- Istotnie. A ten twój pierwiastek żeński, czy on ma imię?

- To bogini wewnątrz nas wszystkich – odparła dziewczyna z kolczykiem we brwi. Jej policzki poróżowiały. – Nie potrzebuje imienia.

- Ach! – Wednesday westchnął, uśmiechając się drwiąco. – Czy zatem urządzacie sobie szalone bachanalia, pijecie czerwone jak krew wino o pełni księżyca, gdy szkarłatne świece płoną w srebrnych lichtarzach? Wchodzicie nago w morską pianę, nucąc ekstatyczne pieśni poświęcone bezimiennej bogini, podczas gdy fale liżą wam nogi i uda niczym języki tysiąca lampartów?

- Pan ze mnie szydzi – rzekła. – Nie robimy niczego podobnego. – Odetchnęła głęboko. Cień przypuszczał, że w duchu liczy do dziesięciu. – Jeszcze jakieś zamówienia? Kolejne cappuccino dla pani?

Jej uśmiech do złudzenia przypominał ten, którym obdarzyła ich na powitanie.

Pokręcili głowami. Kelnerka odwróciła się i zajęła następnym klientem.

- Oto – rzekł Wednesday – jedna z tych, którzy “nie mają wiary, więc nie dostąpią zabawy”. Chesterton. Poganka, akurat. A zatem, co? Wyjdziemy na ulicę, moja droga, i powtórzymy naszą próbę? Sprawdzimy, ilu przechodniów wie, że święta Wielkiej Nocy [ang. easter - przyp. 3Jane] biorą swą nazwę od Eostre, Pogromczyni Nocy? Dobrze. Mam. Spytamy stu osób. Za każdą, która zna prawdę, będziesz mogła obciąć mi jeden z palców u rąk, a kiedy ich zabraknie, u nóg. Za każde dwadzieścia, które nie będą wiedziały, spędzisz noc, kochając się ze mną. Przyznasz, że masz spore szansę. Ostatecznie jesteśmy w San Francisco. Na tych stromych ulicach kręci się wielu niewiernych, pogan i wikkan.

Zielone oczy spojrzały na Wednesdaya. Cień uznał, że mają dokładnie ten odcień, co wiosenny liść, przez który prześwieca słońce. Wielkanoc milczała.

- Moglibyśmy spróbować – ciągnął Wednesday – ale skończyłbym z dziesięcioma palcami u rąk i nóg, i pięcioma nocami w twoim łóżku. Nie twierdź zatem, że oddają ci cześć i świętują twój dzień. Wymawiają twoje imię, ale nic ono dla nich nie znaczy. Absolutnie nic.

W jej oczach zakręciły się łzy.

- Wiem o tym – odparł cicho. – Nie jestem głupia.

- Nie – przyznał Wednesday. – Nie jesteś.

Życzę wszystkim wesołego wieczoru majowego. Mnie nie wypalił. W tym tygodniu się pochorowałam i z marzeń o wyjeździe na łono natury wyszło ekologiczne łajno.

Przy okazji chciałabym wszystkich czytających wiedźmolog uświadomić (jeśli jeszcze tego nie wiedzą), że baterii nie należy wyrzucać do śmieci. Do niedawna zbierałam zużyte baterie (nie było tego wiele, bo zwykle korzystam z „akumulatorków”), bo nie znałam w Krakowie żadnych specjalnie na nie przeznaczonych pojemników. Dzisiaj znalazłam sfinansowany przez Unię Europejską serwis Zbieraj baterie!, na którym znajdują się artykuły dotyczące funkcjonowania baterii, korzystania z nich oraz problemów z przetwarzaniem. Znajduje się tam między innymi katalog punktów zbiórki baterii. Sprawdź, twoje miasto też się tam może znajdować.

Wcześniejsze wpisy »