Gaja zniknęła. Nikt nie płacze?
Czytam sobie rozmowy graczy RPG na temat nowego Wilkołaka i trudno mi nie zauważyć, że – nie ważne czy chwalą, czy ganią – zupełnie nie zwracają uwagi na to, że w Werewolf: Forsaken wycięli wątek Gai. Mnie osobiście ta zmiana zatkała. Być może to dlatego, że ma on dla mnie bardzo osobiste znaczenie; jestem neopoganką. W pewnym sensie Gaja JEST moją Boginią. W pewnym sensie Wilkołak częściowo odzwierciedlał walkę, którą prowadzę każdego dnia.
Zastanawiam się, czy Gaję wycięto z fabuły dlatego, że z White Wolfa odszedł Mark Rein-Hagen. W „Podręczniku Gracza” do Wilkołaka i w podstawce zresztą też przyznawał się do wielkiej sympatii do „Spiral Dance” Starhawk. A jak wiadomo, ta książka jest jednym z bardziej znanych i wpływających na pop-kulturę podręczników dla neopogańskich czarownic, opisującym magię, święta, Boginię Ziemię/Księżyc i Rogatego Boga. Dlaczego taką hipotezę uważam za prawdopodobną? Ano najwyraźniej dla twórcy systemu Gaja była bardzo ważna – umieścił ją w centrum wydarzeń. Dla kontynuatorów stała się ona jednak tylko pretekstem do krwawych i heroicznych walk wilkołaków. Rozwijano wątki Umbry, Apokalipsy, metysów, lupusów, plemion, a o roli Gai zapomniano.
Być może również dlatego ludzie nie odczuwają braku spowodowanego wycięciem tego wątku – kierując się podręcznikiem i dodatkami nigdy nie zwracali większej uwagi na Gaję. Dla mnie jednak związek wilkołaków z Matką Ziemią był podstawową cechą odróżniającą Wilkołaka od innych światów RPG, a jego zniknięcie spowodowało, że system stracił swój smaczek. Wyblakł. Dlatego chciałabym pokazać, gdzie i jak powinno się rozwinąć wątek Gai.
Gaja – ukochana
Czy jest się człowiekiem czy wilkołakiem – aby o coś walczyć, trzeba to znać i kochać, uważać to za warte ocalenia. Dlatego nie opowiadać o Gai, nie opisywać Jej mocy, Jej krzepiącego szeptu pojawiającego się w najmniej spodziewanych momentach, koncentrując się jedynie na krwawej, przegranej walce wilkołaków i ich instynktach, to jak opowiadać historię Romea zapominając o jego kochance. Pomija się połowę historii.
Świeżo przemieniony wilkołak powinien przede wszystkim poznać Ją, zrozumieć, że Ona dała mu życie i zawsze będzie przy nim, zadrżeć na Jej widok z podziwem i nabożnym lękiem, pokochać Jej piękno i spokój, poczuć Jej miłość – a dopiero w drugiej kolejności dowiadywać się o swoich możliwościach fizycznych, prawach ograniczających wilkołaki i związkach ze szczepem. Przecież tym, co pobudza wilkołaki do walki, nie jest braterstwo ani terytorializm – grupą można być przecież także w czasach pokoju, teren wybrać można z dala od frontu – lecz właśnie miłość do Matki.
Graczom także należy dać czas, by Ją pokochali. Używając trywialnego przykładu: rozpoczęcie pierwszej przygody danego gracza od „no więc zły lord Vader porwał twoją ukochaną” nie gwarantuje emocjonalnego wczucia się. Gracz powinien najpierw tą ukochaną przez parę sesji w sobie rozkochiwać a następnie jeszcze przez parę o nią dbać – dopiero wtedy będzie do niej odpowiednio przywiązany.
Rozpoczęcie wilkołaczej egzystencji od zaznajomienia się z Gają zapobiega też sytuacji, która jest częstym źródłem dowcipów – stary wilkołak dopada młodego, wyjaśnia mu wszystko, młody przemienia się w wilka i odbiega się pobawić ignorując napomnienia starego. Bo czy coś go trzyma przy tym obcym, nudnym dziadzie? Otóż to – rzeczywiście nic go nie trzyma, bo zarówno prowadzący jak i kontynuatorzy systemu zapomnieli o Gai! Można oczywiście konstruować sytuacje wymuszające zaufanie nowego wilkołaka (Czarne Spirale zabiły mu rodzinę, sam zabił swoją rodzinę, etc.) ale bez przesady…
Gaja – Bogini w zasięgu ręki
Gaja, w przeciwieństwie do boga którego większość polskich graczy zna z wykształcenia otrzymanego w podstawówce, nie jest odległa i obojętna. Jest namacalna – jak prawdziwa matka. Jest blisko, w zasięgu ręki, zawsze przy wilkołaku, kiedy jej potrzebuje, choć nie pobłaża ciamajdom ani leniom. Nie trzeba w Nią wierzyć – można Jej doświadczyć. Wystarczy się rozejrzeć, spojrzeć w niebo, spojrzeć pod nogi, wsłuchać się w serce, zajrzeć za Zasłonę. Nie jest Ona abstrakcyjną koncepcją, archetypem ani stworzoną przez wyobraźnię idealną mamusią kompensującą to, że biednego wilczka nikt w dzieciństwie nie kochał.
ONA. JEST. TUTAJ!
Naprawdę nie wiem, jak można o tym zapominać. Przynajmniej dla wilkołaka nigdy nie byłoby to łatwe, choć mógłby próbować się od Niej odwrócić, zatkać uszy i starać się o Niej zapomnieć. To fundamentalny fakt, objawiający się w życiu każdego z nich cały czas, a szczególnie wtedy, kiedy uczestniczą w swoich obrzędach. A jednak w tych przygodach i materiałach które czytałam Gaja pojawia się jako pretekst, argument w dyskusji, chwyt psychologiczny ale nigdy jako Ta, która istnieje i jest tuż obok.
Mam przez to czasem wrażenie, że ludzie grający w Wilkołaka nigdy się głębiej nie zastanawiali nad jego światem, dorabiając do niego głównie coraz to nowe szmoce. Dary, taleny, fetysze, potomkowie dawno zaginionych szczepów… Kogo to tak naprawdę obchodzi? Przecież te rzeczy można wymyślić od ręki! A jednak strony internetowe są nimi przepełnione, a o Gai nie ma nic. O Pentexie, Umbrze i innych takich jest bardzo mało. Nie dziwota więc, że kiedy z systemu wykasowano większą część tła, zastępując je innym i zostawiając portret wilkołaka jako nieprzystosowanego do społeczeństwa krwawego szaleńca, przeminęło to bez echa…
Dlatego zamiast publikować kolejne opisy rytuałów pozwalających na wesołe efekty, może warto się zastanowić nad stroną emocjonalną tej gry. Nad tym, jak odmiennie czuje się ktoś, kto za pomocą tych obrzędów może sięgnąć drugiej strony świata, tej, która dla zwierząt wśród których się urodził zawsze była zakryta. Jak doniosłym faktem jest możliwość przejścia do Umbry, głębszej warstwy rzeczywistości. Jak inaczej czuje się ktoś, kto po zajrzeniu tam zobaczy duszące się, wijące się w drgawkach zatrute duchy drzew, pełen bólu szept Matki, skazę rozlewającą się po swoim mieście. I jaki triumf odnosi, gdy zaglądając na drugą stronę rzeczywistości zobaczy, że udało mu się to zniszczenie odwrócić. Może warto poświęcić więcej czasu i miejsca nie walce, ale temu o co się walczy.
A w następnym odcinku będzie o szale, walce fizycznej i Pierwszej Przemianie.
-
Znowu ja :)
Mnie tez to smuci, ale wiekzosc ludzi z ktorymi rozmawialem bardzo sie cieszyla, ze Gaja zniknela. Cytuje z pamieci „nareszcie wilkolaki nie sa jakimis popierdolonymi ekologami”…










Komentarze (1)
RSS komentarzy do tego wpisu