Karma – jaki to ma sens?

Uprzedzam: mam gorączkę, co wywołuje problemy ze spójnym wypowiadaniem się, więc uważajcie na siebie podczas czytania…

Właśnie skończyłam czytać „Witchcraft”, komiks wydany przez stajnię DC/Vertigo. Ogólnie nie lubię ich podejścia do pogaństwa i dawnych bogów bo jest strasznie… chrześcijańsko-centryczne. Darujcie słowotwórstwo. Denerwuje mnie zwłaszcza potrójna bogini w ich wydaniu. Gravesowska wizja 3bogini (pierwszy minus) która najpierw została przeżuta i wypluta przez polityczną poprawność (drugi minus), a następnie przez pseudointelektualną mroczność (trzeci minus. Werdykt: dno). Dlatego miałam opory przed czytaniem i zabrałam się do niego dopiero dzisiaj, możnaby powiedzieć, z rozpaczy.

Zaskoczył mnie dość pozytywnie. Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam (jestem chora więc muszę pomarudzić, jasne?) Mianowicie główną osią fabuły jest zemsta czarownicy-czcicielki Hekate, Rzymianki, na barbarzyńcy, który ją (i jej współtowarzyszki) zgwałcił i zamordował kiedy odprawiały obrzęd. Oczywiście odbywa się to w następnych wcieleniach. Trzech do tego, bo dwa razy się nie udało. Za każdym razem on odradza się jako człowiek, który zrobił jakąś krzywdę człowiekowi, w którym odrodziła się ona (zabił jej ojca; przeleciał jego matkę i go zgwałcił (tu ona się odrodziła jako mężczyzna); zamordował jej wnuczkę).

Zauważmy, że wygodnym zbiegiem okoliczności za każdym razem ten odrodzony facet wyrządzał krzywdę tej odrodzonej kobiecie, dzięki czemu miała się za co mścić. Co by było, gdyby nie miała? Niewinny człowiek oberwałby w imię tego, co zrobiła kiedyś jego dusza? A może do zemsty na niewinnym dojść nie mogło, więc aby zemsta zaszła, to ta kobieta musiała najpierw być po raz kolejny skrzywdzona przez tego mężczyznę? Jeśli to ostatnie, to czy warto było żądać tej zemsty? W wyniku tego żądania przynajmniej jeden kolejny żywot ta kobieta sobie przechlapała, z góry zapewniając sobie, że ktoś jej wyrządzi wielką krzywdę, żeby następnie mogła się zemścić.

I teraz mam pytanie: jaki miałby być tego sens? Takiej „karmy” znaczy się. Czego mnie nauczy to, że w danym życiu dostanę kopa za coś, co zupełnie nieznana mi osoba zrobiła kiedyśtam, jeśli na dodatek i tak prawdopodobnie dowiem się o tym dopiero po śmierci? Osobie skrzywdzonej już to nie pomoże, a osobie wyrządzającej krzywdę tym bardziej. Brzmi to trochę jak rodowa wendetta: zabiję cię bo twój dziadek zabił mojego. (Oczywiście w komiksie to BYŁA w pewnym sensie wendetta, ale on mnie zainspirował do bardziej ogólnych wniosków). I dlatego nie uznaję tak czasem popularnej wśród neopogan teorii reinkarnacji i karmy.

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Digg
  • StumbleUpon
  • Google Bookmarks
  • Reddit
  • TwitThis