Ponieważ powoli zaczęłam dochodzić do końca „Skutecznego systemu samoobrony psychicznej”, wybrałam się dzisiaj do księgarni i kupiłam „Samoobronę psychiczną” Dion Fortune. Przy okazji zobaczyłam na półce więcej klasyki: książki Annie Besant (teozofki – następczyni Heleny Blavatskiej) oraz Roberta Monroe (tego od projekcji astralnej).
Pierwsze wrażenia z książki Denning i Phillipsa? Mam mieszane uczucia. Z jednej strony podoba mi się, że w książce poruszają nie tylko tematy dotyczące strony magicznej, ale również psychologicznej (radzą, jak zabezpieczyć się przed psychomanipulacją ze strony innych, w tym sprzedawców, biznesmenów i rodziny). Podkreślają również wagę regularnej praktyki. Z drugiej strony jednak części książki są wyraźnie przeznaczone dla chrześcijan i ludzi stosujących kabałę (jeden z obrzędów wymaga czytania psalmów i odwołuje się do Drzewa Życia), a pod względem etycznym jest ona momentami słaba. Więcej napiszę, jak skończę ją czytać.
Mam też pierwsze wrażenia z Dion Fortune. Po pierwsze, dramatyzuje. Po drugie, świat dzieli między Białych Magów Podążających (chrześcijańską) Ścieżką Prawej Ręki oraz Czarownice i Czarowników Podążających (satanistyczną) Ścieżką Lewej Ręki. Po trzecie, w kupie bredni (typu: podczas czarnych mszy tworzy się hostię z ludzkich odchodów, krwi miesięcznej i białej mąki), dramatyzowania i przypadków z życia codziennego (tj. opowieści typu „teściowa kobiety, którą znałam, okazała się podświadomie być czarownicą, co pozostało jej z poprzedniego życia, i przez to zniszczyła tą kobietę i jej męża”) znajdują się tam istotne spostrzeżenia i błyskotliwe uwagi.
Na ile książka Fortune będzie wartościowa pod względem psychicznej samoobrony, jeszcze nie wiem, ale jest to kolejna pozycja, którą należy czytać uważnie, z ołówkiem w ręku i notesem, w którym zapisuje się swoje uwagi i przemyślenia. Zupełnie tak, jak w przypadku Gardnera. Jak ktoś nie umie znajdować tego, o co chodzi, tylko oczekuje, że wszystko będzie miał podane pod nos, to stwierdzi, że to stek bredni i pseudonaukowych opowiastek. Zastanawiam się, czy to jakaś charakterystyczna cecha książek z tamtego okresu? Całkiem ciekawy sposób na ukrywanie informacji przed osobami, które nie są warte tego, żeby je posiadać. Jak nie umie myśleć – to się nie dowie…











Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2005/03/30/wiecej-klasyki/trackback/