Ziołowa wiedźma atakuje: odcinek bieluń

Dziś w ramach posiadania mnóstwa wolnego czasu postanowiłam pójść na spacer. Z przykrością stwierdziłam, że na ten sam pomysł wpadło mnóstwo innych ludzi. Zazwyczaj odludne ścieżki i szlaki zatkane były dzisiaj starszymi babciami oraz rodzinkami wyposażonymi we wrzeszczące maluchy. Ble. Ludzi na świecie jest za dużo. Na całe szczęście zwykle siedzą w domu przed telewizorem, las zostawiając wiedźmom…

Ale miało być o ziołach. Otóż z obserwacji kwiatków: przebiśniegi zakwitły dawno temu, a krokusy też już były, ale dziś zobaczyłam podbiały i nawet jedną biedną przylaszczkę. Znaczy się, już wiosna. A najwiekszym odkryciem były zeschłe resztki bielunia dziędzierzawy. Niby taka „pospolita ruderalna” roślinka, a dopiero dzisiaj udało mi się ją przyuważyć w naturze. Jeść go nie zamierzam, bo zapędy samobójcze są mi raczej obce, ale zawsze warto wiedzieć, że jest i gdzie jest. W końcu to roślina czarownic.

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Digg
  • StumbleUpon
  • Google Bookmarks
  • Reddit
  • TwitThis