Czytałam sobie wczoraj na witchvoxie artykuł Shea Thomasa: Fifty Reasons For Community Space (pięćdziesiąt powodów, aby nasza społeczność miała swoje miejsce – dyskutują tam teraz, czy neopoganie potrzebują miejsc dostępnych dla swojej społeczności a przeznaczonych wyłącznie na cele religijne). Oto jeden z nich:
11. Ponieważ chcemy udostępniać miejsce innym, zamiast błagać o nie dla siebie.
Uderzył mnie w tej wypowiedzi fakt, że autor artykułu źle się czuje w pozycji kogoś, kto musi o coś prosić, ale chętnie zobaczy w niej innych, samemu będąc w pozycji tego, kto daje. Przypomniało mi to ten fragment:
To taka mała rzecz, ta odrobina pudru, ale urzeczywistniła starą prawdę. Datki dobroczynne rodzą złodziejstwo; obie te rzeczy to wielce upośledzone rodzaje wymiany międzyludzkiej, ponieważ brakuje w nich wzajemności. Marie Therese podkreśliła ten brak zrównoważenia, kiedy nazwała mnie, kobietę w tym samym wieku co ona, „manman”. Podczas gdy The Gamble telepał się górską drogą, zaczęłam widzieć przedobiednią kąpiel Alourdes w nowym świetle. Żądając wytarcia i natarcia mleczkiem kosmetycznym czterech kończyn, Alourdes zaciągnęła poczwórny dług u rodziny Marie Therese, przynajmniej częściowo równoważąc podarunek składający się ze skrzynki koli, worków z warzywami i lewej tylnej ćwierci kozła.
(Przypisy: Alourdes to tytułowa Mama Lola, kapłanka wudu z Brooklynu, która m.in. wybrała się z autorką w podróż do Haiti, przy okazji odwiedzając swoich krewnych (potwornie biednych, jak większość ludzi stamtąd). Marie Therese próbowała autorce ukraść trochę pudru i została przez nią obdarowana tym pudrem i innymi rzeczami. „Manman” oznacza „matka”. „The Gamble” – zakład, hazard – to wynajęty busik, którym jeździli po wyspie).











Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2005/02/07/potrzeba-wzajemnosci/trackback/