I mamy Dzień Świec…

…a ja znowu jestem irracjonalnie szczęśliwa, pomimo sesji i innych związanych z tym przykrości. Podzielę się zatem z wami wrażeniami ze święta.

Dzień uczciłam budyniem śmietankowym (bo mleko) oraz puszczanymi na połowę regulatora – żeby sufit nie spadł – Metalliką, Moonspellem i czymś tam jeszcze (bo to takie poetyckie ;> ). Natomiast jeśli chodzi o ubiór świąteczny, to okazuje się, że do świętowania Dnia Świec wspaniale nadaje się zestaw złożony z polara, koca i olbrzymich bamboszy z czystej żywej wełny. (Na scenę wychodzi kapłanka w paputkach z pomponami. Tłumy szaleją. Ależ to by było widowisko).

Miałam trochę tradycyjnie pomarudzić na oszołomów i ludzi, którzy ich wykorzystują, ale co wam będę dupę truć. W każdym razie nie dzisiaj. Wesołego Dnia Świec :)

Komentarze archiwalne

Wzajemnie :)

– czeski (1 luty 2005)


Wzajemnie i zycze zeby kazdy dzien swiec byl lepszy od poprzedniego. :)

– Riannon (1 luty 2005)


BTW – co sądzisz, Jane o nazywaniu świat polskimi nazwami? Własnie jak Święto lub Dzień Świec? Przyznam, że sam skłaniam się ku takiej praktyce. Nie to, żeby oryginalne nazwy były złe, ale zyjemu w sumie w Polsce.

– czeski (1 luty 2005)


Zawsze czekam na Twoje przemyślenia. Nie jestem wikanką, ale to, co piszesz jest mi bardzo bliskie. Wicca jako „czary-mary” mało mnie interesuje. Tak jak Ty to przedstawiasz – bardzo. Może kiedyś przyjdzie czas na coś więcej.

– ajaa (3 luty 2005)


Oby do Beltane ;-)

– Lilith (9 luty 2005)

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Digg
  • StumbleUpon
  • Google Bookmarks
  • Reddit