Pozwólcie, że posłużę się cytatem, by opowiedzieć wam, co myślę o polskich Wiccanach i „Wiccanach” oraz o tym, jak się zachowują w stosunku do tych spośród siebie, którzy w ogóle coś dla nich robią.
Tę historię opowiadałem ludziom z różnych krajów. W Polsce prawie zawsze słyszałem: „Jaka polska historia…”. Od Niemców, Amerykanów, Francuzów nigdy nie usłyszałem: „O, jaka to niemiecka (amerykańska, francuska) historia”. Coś w tym jest.
Na rzece kra i lodowe zatory. Ktoś z tłumu wtrąca do wody chłopczyka. Śmiałek rzuca się za chłopcem. Tłum patrzy. Śmiałek wyciąga chłopczyka. Ktoś przyprowadza matkę. „Pani synka to on uratował”. Matka odzywa się jednym krótkim zdaniem: „A gdzie czapeczka?”
(..) Coś takiego stało się w polskiej mentalności, że zasługi przestały się liczyć, natomiast niewielkie, nawet prawdziwe lub domniemane, grzechy pęcznieją nam w oczach i wywołują sensacje. Im większe kto ma zasługi, tym większe w oczach innych stają się jego upadki i potknięcia”.
Do przemyślenia. A jeśli ktoś się zastanawiał, dlaczego wypisałam się z list dyskusyjnych (Wicca-ABC, wicca-pl) oraz zaprzestałam innych rzeczy, z których korzyści mieli przede wszystkim inni, to teraz już zna jeden z dwóch poważnych powodów. Po prostu: nie warto. Z osobami, które też robią coś dla innych, albo przynajmniej mówią „dziękuję”, mogę się porozumiewać i wspomagać prywatnie.











Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2005/01/26/jaka-polska-historia/trackback/