Tak, wiem, że o tym już pisałam. Ale cytat mi się spodobał. Otóż…
„Nie istnieje droga na skróty do miejsca, do którego dojść warto”
— Claude Monet

gdzie trojany hasają wśród rumianków
Styczeń 2005- przeglądasz archiwa miesięczne.
Tak, wiem, że o tym już pisałam. Ale cytat mi się spodobał. Otóż…
„Nie istnieje droga na skróty do miejsca, do którego dojść warto”
— Claude Monet
…czyli nie wszystko jest tym, za co się podaje. Dzisiaj podczas robienia chrustu mój ojciec zauważył, że obecnie cukier puder jest jakoś bardziej sypki, niż kiedyś. Zajrzałam do spisu składników. Wyglądał tak:
Cukier; składniki przeciwzbrylające: glukoza, dwutlenek krzemu.
Dla tych, którzy nie są mocni z chemii, dwutlenek krzemu to krzemionka (główny składnik piasku).
Komentarze archiwalne
Żywność w pełni naturalna! Bliski kontakt z żywiołem ziemi ;-)
– Abyss (30 styczeń 2005)
Rzadko wspomina się, że czarostwo to witch-craft (czarownicy-rzemiosło). Rzemiosło, a zatem technika. Nie zabawka do samozaspokajania się ani inna nazwa na pewną filozofię, ale funkcjonujący, zmieniający i wyznawcę i świat zbiór narzędzi. Dziś chciałabym się z wami podzielić cytatem mówiącym o nauce techniki. Nie wiem, czy tak się ćwiczy w jakichkolwiek kowenach – pewnie nie – ale i tak jest interesujący i pouczający.
Podczas lekcji uczennice przyswajają wiedzę w sposób zwany mane, co często tłumaczone jest jako imitacja, ale tak naprawdę polega raczej na duchowej więzi z mistrzynią niż na zwykłym naśladownictwie. Tak długo powtarzamy pojedyncze ruchy, aż zdołamy odtworzyć je bez najmniejszego błędu. Nauczycielka w pewnym sensie oddaje nam swoje doświadczenie. Jeżeli chcemy w prawidłowy sposób objawić swoje uczucia, technika tańca musi na dobre zagnieździć się w naszym ciele. To zaś wymaga długoletnich ćwiczeń.
— Mineko Iwasaki, 'Gejsza z Gion'
Pozwólcie, że posłużę się cytatem, by opowiedzieć wam, co myślę o polskich Wiccanach i „Wiccanach” oraz o tym, jak się zachowują w stosunku do tych spośród siebie, którzy w ogóle coś dla nich robią.
Tę historię opowiadałem ludziom z różnych krajów. W Polsce prawie zawsze słyszałem: „Jaka polska historia…”. Od Niemców, Amerykanów, Francuzów nigdy nie usłyszałem: „O, jaka to niemiecka (amerykańska, francuska) historia”. Coś w tym jest.
Na rzece kra i lodowe zatory. Ktoś z tłumu wtrąca do wody chłopczyka. Śmiałek rzuca się za chłopcem. Tłum patrzy. Śmiałek wyciąga chłopczyka. Ktoś przyprowadza matkę. „Pani synka to on uratował”. Matka odzywa się jednym krótkim zdaniem: „A gdzie czapeczka?”
(..) Coś takiego stało się w polskiej mentalności, że zasługi przestały się liczyć, natomiast niewielkie, nawet prawdziwe lub domniemane, grzechy pęcznieją nam w oczach i wywołują sensacje. Im większe kto ma zasługi, tym większe w oczach innych stają się jego upadki i potknięcia”.
Do przemyślenia. A jeśli ktoś się zastanawiał, dlaczego wypisałam się z list dyskusyjnych (Wicca-ABC, wicca-pl) oraz zaprzestałam innych rzeczy, z których korzyści mieli przede wszystkim inni, to teraz już zna jeden z dwóch poważnych powodów. Po prostu: nie warto. Z osobami, które też robią coś dla innych, albo przynajmniej mówią „dziękuję”, mogę się porozumiewać i wspomagać prywatnie.
Dalej myślę nad tym pytaniem. Jakiś czas temu znalazłam nietypowy artykuł na ten temat: Who Is Wiccan?. Napisany został przez kobietę należącą do Tradycyjnych (z tego, co rozumiem, to Aleksandrianka, bo StarKindlerzy mają ją w linkach „krewniaczych”). Przetłumaczę tu kilka fragmentów, ponieważ dobrze oddają to, co mnie męczy.
(..)
Mowa potoczna zmienia definicję tego, czym jest Wicca. Tak się po prostu dzieje, czy się to komuś podoba, czy nie. I to bez zgody tych, do których to pojęcie przynależało. (..)
Wielu ludzi wzięło książki Starhawk, Cunninghama czy innych amerykańskich autorów i na ich stronach odnalazło myśli i obrazy, które dotykają ich najgłębszego centrum. Uznają, że powrócili do domu, i pragną je przyjąć pod jedyną nazwą, którą znają, ponieważ ją właśnie wymienia się w tych książkach… Wicca.
„Ale nie jesteście Wiccanami!” krzykną serca pewnych ludzi. „Nie znacie tych Misteriów, nie praktykujecie tych rytuałów, nie wierzycie w to samo, co my, nie zostaliście inicjowani do naszej rodziny”. Mówią prawdę, swoją pradę, i rani ich, gdy widzą imię czegoś, co tak wiele dla nich znaczy, samą nazwę ich religii, używane jako etykietkę na coś, czego nie uznają. Niektórych z nich ogarnia gniew z powodu tej „kradzieży”. Czy możesz ich obwiniać? I ostro powstają w obronie tego, co jest dla nich drogie. Czy naprawdę czujesz, że możesz ich za to obwiniać? Tak uczciwie?
A jednak… co z tymi innymi sercami? Tymi, które ścisnęły się, rozpoznając coś, na co nie miały nazwy dopóki nie przeczytały tych książek? Czy są złodziejami, mordercami, czy zatruwają to, co jest dla innych święte? Nie. Nie ma po prostu innego imienia, które mogliby wybrać, a które opowiadałoby tą samą opowieść, śpiewałoby tą samą pieśń, podnosiłoby na duchu tak, jak to, które znaleźli. W sercu swoich serc stali się Wiccanami. Nie możemy im powiedzieć „o nie, nie jesteście” bez skrzywdzenia ich, obdarcia ich z wizerunku własnego, ich umiłowanych wierzeń, podstawy pod ich stopami. Oni również są Wiccanami.
Och, nie są to Wiccanie spośród Brytyjskich Tradycyjnych; to nowsze Wicca, inne Wicca. Mają pewne podobieństwa, lecz wydeptują własną ścieżkę, tworzą własne rytuały, odkrywają własne Misteria, składają własne Tradycje albo praktykują bez nich, jeśli chcą. Próba powstrzymania ich, odebrania imienia, które kiedyś oznaczało *tylko* konkretną ścieżkę, to próba powstrzymania pływu. To nie zadziała. Już za późno. Było już za późno, kiedy jeden z popularniejszych autorów powiedział swoim czytelnikom, że nikt nie może zdefiniować Wicca. A oni mu uwierzyli, radośnie przyjęli imię, które im zaoferował, a następnie natychmiast wzięli się do roboty, by stało się ich. (..)
Rozwiązaniem tego dylematu według autorki jest przyjęcie różnych nazw na różne rodzaje Wicca i staranne powtarzanie ludziom, że to dwie odrębne rzeczy. Do tej pory na tej stronie starałam się właśnie tak robić, odróżniając Wicca Tradycyjne i Eklektyczne. Teraz jednak… myślę.
„Nikt nie może zdefiniować Wicca” (co napisał Cunningham) oznacza, że termin ten traci wszelkie znaczenie. Takie stwierdzenie jest nie tylko niszczące dla tożsamości Wiccan – ono jest także dla nich niebezpieczne. No bo co będzie, jeśli jakaś sekta albo inna wredna grupa wpadnie na pomysł nazywania się Wiccanami? Wszelkie protesty, że oni nie mają z nami nic wspólnego, przepadają. Jeśli zadeklarowali się jako Wiccanie to są Wiccanami. Dlaczego? Bo „nikt nie może zdefiniować Wicca.” Głupota!
Z tego powodu uważam, że powinny istnieć jasno zakreślone granice mówiące, co mieści się w Wicca, a co nie. Problem w tym, że większość Eklektyków w imię powszechnej poprawności politycznej omija ten temat szerokim łukiem, godząc się na kilka ogólnych mętnych stwierdzeń. Polityczna poprawność niestety śmierdzi. Kiedyś trzeba powiedzieć „nie”, jakkolwiek mogłoby to ranić uczucia osoby, która to usłyszy. Bo na przykład chrześcijanin, który lubi naturę, nie zasługuje na miano Wiccanina.
Rezultatem tego, że kupa ludzi wstydzi się powiedzieć „nie” (a coponiektórzy żywiołowo nienawidzą Tradycyjnych za to, że ośmielają się to robić), jest utrata tożsamości Wiccan, oraz to, że religią tą zainteresowali się ludzie, którzy są poganami z nazwy, a tak naprawdę to patrzą tylko, kogo by tu oszukać na pieniądze (przykład: tradycja corelliańska i tzw. „witchschool”, założone w celu wyciągnięcia pieniędzy z ludzi, do czego przyznali się sami założyciele.) Powstają tandetne „zestawy natychmiastowych czarownic” (dziękujemy pani Silver RavenWolf za dwie plastikowe monety, pudełko, zbiór zaklęć, mały kryształek i dwie szmatki!) które reklamowane są jako „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać czarownicą”. To jest parodia!
Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś sprzedawał zestawy pt. „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać księdzem katolickim” albo „…mnichem buddyjskim”. Spójrzmy prawdzie w twarz. Pewni ludzie przerobili Wicca na produkt komercyjny, ponieważ nie traktują Wiccan poważnie. Na dodatek wychodzi im to nieźle, bo na takie spłycone zabawki nabiera się mnóstwo płytkich ludzi, dla których w Wicca nie ma miejsca, a którzy zaczynają się z tą nazwą identyfikować i napędzać rynek na kolejne spłycone zabawki. A to wszystko przez brak jasnych granic i poprawność polityczną.
Trzeba się więc zdecydować. Ja jestem za granicami, nawet jeśli to oznacza, że pozostanę poza ich obrębem, jako po prostu neopoganka.
Komentarze archiwalne
Granice i rozróżnienie co jest Wicca, a co tylko eklektyzmem bez prawa nazywania się Wicca postulowałem w grudniowej dyskusji;) Moim rozwiązaniem było określenie przez Tradycyjnych w co wierzy, a w co nie wierzy wiccanin:) Ot, koło się zamyka:)
Pozdrawiam
– mieszko (22 styczeń 2005)
Mieszko,
to nie rozwiąże a nawet nie dotknie problemu. Nie chodzi, imho przynajmniej, o ‚wierzenie’ w coś a ‚niewierzenie’ w coś innego ale o przynależność do tradycji przez przynależność do covenu, przez bycie przedstawionym konkretnym bogom i bycie przez nich zaakceptowanym. Nie da się zostać wiccaninem w tradycyjnym (i postulowanym przez 3Jane) znaczeniu w inny sposób, w co by się nie wierzyło i jak mocno by się nie wierzyło.
Nie popełniaj zatem uproszczenia myślenia o wicca przez pryzmat religii, do której można dołączyć przez zgodzenie się z jej dogmatami – wtedy „ok, tu jest lista aksjomatów do zaakceptowania i witamy w rodzinie” ;-)
Zresztą, ten sam problem wyszedł w grudniowej dyskusji przy innej okazji, pamiętasz? :-) Wnioski są te same co wtedy.
– Amber (22 styczeń 2005)
prawda, że to nie oznacza, że dzięki opublikowaniu kanonu czy something like that, ludzie staną się prawdziwymi wiccaninami. Jeżeli przyjmować, że wiccanin, to tylko ten, który został przyjęty do covenu, to nic to nie zmieni. Ale publikacja taka oczyściłaby wicca z eklektyzmu, który staje się coraz bardziej wybujały, nie sądzisz?:)
Pozdrówka:)
– mieszko (22 styczeń 2005)
Pisałam już, że jest wiele takich publikacji. Tak męczysz ten temat, że widzę, że nie wierzysz mi na słowo, więc ci wymienię tytuły książek, które mam, więc mogę ocenić (a jest na pewno więcej). Podstawy to:
„Witchcraft Today”, „The Meaning of Witchcraft” Gerald Gardner (trzeba umieć czytać między linijkami)
„Wicca. The Old Religion in the New Millenium” Vivianne Crowley (poglądy i wierzenia wyłożone od A do Z i jeszcze wytłumaczone w oparciu o psychologię)
„The Witches’ Bible” Janet i Stewart Farrar (dość szczegółowo o wierzeniach i rytuałach)
I jeszcze z takich bardziej ogólnych.
„The Heart of Wicca”, Ellen Cannon Reed – nie jest stricte Tradycyjna, ale bardzo wiele rzeczy „trafiła”
„Elements of Ritual” Deborah Lipp – Gardnerianka, acz książka pomyślana tak, że nadaje się do użytku również przez Eklektyków
To nie jest tak, że nikt nigdy niczego nie powiedział i wszyscy się kryją i wyłącznie przez to panuje chaos i niezrozumienie. Wręcz przeciwnie.
Taka publikacja już jest nawet po polsku (!) na stronie www.wicca.pl („jakie idee przyjąć, a jakie odrzucić…”). A wiesz, jaka jest reakcja ludzi na to?
„Nie ze wszystkim się zgadzam”. I brak jakichkolwiek dalej idących refleksji (na przykład: być może nie jesteś w takim razie Wiccanką.) Aby się przekonać na własne oczy, polecam lekturę forum Belladonny, temat: Inne dyskusje o Wicca, wątek Poczytaj, „Wiccaninie”.
Żadne spisy ani publikacje nic nie zmienią. Ludziom po prostu zwisa to, co mówią inni. Nazywają się jak chcą i nic ich nie zmusi do tego, żeby przestali – nawet, jeśli nie mają prawa.
– 3Jane (23 styczeń 2005)
Mógłbyś też zajrzeć do linków dotyczących Wicca Tradycjnego na birchu i przeczytać wspaniałą stronę Aleksandrian „Starfire Rising” (25.11.2007 – strona już nie istnieje, wielka szkoda…). Tam też jest napisane dużo, jasno i ładnie o tym, czym jest Wicca Tradycyjne. Nie wiem, czego jeszcze można chcieć…
– 3Jane (23 styczeń 2005)
A ja mam jedno pytanko do innej części tego wpisu. Otóż w pewnym miejscu porównujesz zestaw „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać czarownicą” do zestawu „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać księdzem katolickim/mnichem buddyjskim*)”. Czy to oznacza, że czarownica jest odpowiednikiem księdza/mnicha, czyli że każda czarownica jest kapłanką Wicca? Jeżeli tak, to czy w Wicca jest miejsce na „normalnych” wyznawców/wiernych? Tak mnie zastanowiło to z nagła ;)
– Arim (23 styczeń 2005)
3Jane:) Mnie nie musisz przekonywać, ja jestem przekonany:) Może Cię zaskoczę, ale właśnie polecaną przez Ciebie stronkę od kilku dni przeglądam. Cóż, czepiłem się tego pomysłu, bo zdaje mi się całkiem dobrym na walkę z eklektyzmem i synkretyzmem. Nie mam na razie żadnego innego pomysłu. Tak czy owak, obiecuje już nie wyjeżdżać z tą kodyfikacją i unifikajcą:)
Arim. Z tego co mi wiadomo, to każdy wyznawca jest kapłanem/kapłanaką wicca. Oczywiście jak zwykle to zależy od ścieżki, tradycji i pojmowania, czyli wszystko musi być zrelatywizowane. Nie możesz jednak porównywać tego kapłaństwa do kapłaństwa innych religii, bo to mija się z celem. Co do porównania zestawu „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać czarownicą” do zestawu „wszystko, czego potrzebujesz, żeby zostać księdzem katolickim/mnichem buddyjskim*)” to zdaje mi się, że porównanie trochę szwankuje tutaj 3Jane. Te sklepy na sieci, etc. oferujące „magiczne” przedmioty, książki itp, to takie sklepiki z dewocjonaliami a nie zestawy małego hydraulika.
– Mieszko (23 styczeń 2005)
Poprawka: tytuł brzmi „Silver Ravenwolf’s Teen Witch Kit: Everything You Need to Make Magick”, nawiązując tytułem do książki, „Teen Witch: Wicca for the New Generation”.
Gdyby to rzeczywiście koncentrowało się na magii, to zamknęłabym pysk. Niestety zestaw jest sprzedawany z założeniem, że czarostwo to to samo, co Wicca (możesz sobie zresztą popatrzyć na dostępną u nas książkę $RW, to zrozumiesz podejście).
(Mieszko: po prostu obejrz sobie ten zestaw na amazonie i przeczytaj, co ludzie w nim znaleźli. To nie jest zestaw wiccańskich narzędzi. To jest właściwie plastikowa zabawka dla sześciolatków. Czy ja gdzieś napisałam, że czepiam się sklepów z narzędziami?)
Co do kapłaństwa. Zależy tu, jakich ról oczekuje się od kapłanów. Jeśli chodzi o kapłaństwo – bezpośrednie pracowanie z konkretnymi Bóstwami, to każdy Wiccanin jest kapłanem swoich Bóstw. Tak jest u Tradycyjnych i uważam, że tak powinno zostać. Natomiast kapłana – przewodnika trzódki, który permamentnie wie lepiej niż owa trzódka gdzie należy iść bo ma bliższy od nich kontakt z Bóstwami, nie ma.
U Eklektyków to się (jak zwykle) zaczyna rozmywać. Tylko że dla mnie bycie częścią trzódki to już jest neopogaństwo. Jednym z punktów definiujących Wicca jest bezpośredni kontakt z Bóstwami.
– 3Jane (24 styczeń 2005)
3Jane: uważasz, że „minimalnym warunkiem dopuszczającym” do tego, by móc się nazwać wiccaninem (eklektycznym) jest posiadanie zgodnych poglądów ze wspomnianym artykułem „jakie idee przyjąć, a jakie odrzucić”? Wiem, tytuł to właśnie sugeruje, ale chodzi mi o Twoje zdanie.
– Naya (27 styczeń 2005)
Nayu, chodziło mi tylko o wykazanie na przykładzie, że opublikowanie jakichkolwiek „warunków dopuszczających” nie ma ograniczającego wpływu na to, kto jak się nazywa, bo i tak zawsze się znajdzie się wiele osób, które powiedzą „a ja się z tym nie zgadzam i mam to gdzieś, nikt mi nie będzie dyktował, w co mam wierzyć”. Jeśli coś piszę, to zwykle mam na myśli tylko dosłowne tego znaczenie, bez żadnych sugestii, podkontekstów i innych takich.
Pytasz o mój stosunek do tego artykułu.
Ma on (dla mnie) na celu pokazać ludziom niebędącym Wiccanami Tradycyjnymi, w których miejscach światopogląd tych Wiccan jest niezgodny ze typowym w naszej kulturze światopoglądem. Nie jest to definicja wymagań wstępnych, lecz spis SKUTKÓW praktykowania takiej, a nie innej formy religii i przeżycia w związku z tą praktyką pewnych doświadczeń.
Skutkiem bycia Wiccaninem jest to, że człowiek się w pewien sposób zmienia i inaczej zaczyna patrzyć na świat. Jeśli się nie zmienia w pewien sposób, znaczy to, że coś w jego praktyce nie zadziałało albo nie nadaje się do danej ścieżki. To taki „checklist” do sprawdzania, czy idę w dobrą stronę, czy też przypadkiem poszedłem inną drogą – a jeśli jest to inna droga, to ma też inną nazwę, nie jest to Wicca.
Oczywiście można powiedzieć, że skoro spisała to kobieta Tradycyjna, to Eklektyczni spokojnie mogą to zignorować. Pewnie. Mają też święte prawo praktykować coś, w czym z Wicca zostanie tylko kilka ozdobników – na przykład osiem świąt. Ale czy to wciąż jest Wicca? I czy ktoś bez tradycyjnej inicjacji – a zatem bez pewnej niezbędnej części doświadczeń – dalej może nazywać się Wiccaninem, choćby nawet we wszystkim naśladował Tradycyjnych – na tyle, na ile to możliwe?
Jak wiesz, na ten temat są różne teorie i nie chcę się w to zagłębiać w komentarzach.
– 3Jane (27 styczeń 2005)
Tylko to, co fałszywe, jest zostawiane w spokoju. A wiecie czemu?
Rozumowanie pewnych ludzi, którym zostanie pokazany jakiś mechanizm dający potencjalnie władzę nad innymi, przebiega następująco:
O, proszę bardzo. Nasz hipotetyczny Ktoś właśnie doszedł do wniosku, że skoro on sam myśli głównie o tym, jakby tu zmusić innych do robienia rzeczy tak, jak on chce, a wbrew ich woli, to jego sąsiad na pewno też o tym myśli. (Jeśli wszystko jest tak jak Ktoś chce – OK. Jeśli natomiast kto inny mu robi to samo – źle! Tak zwana moralność Kalego w pełnej krasie. Ale ja nie o tym chciałam.)
Zawsze się znajdą ludzie, którzy, jeśli tylko zobaczą coś działającego a potężnego, zaraz wpadną w paranoję, że za pomocą tego mechanizmu ktoś będzie chciał im zaszkodzić. A to z kolei włącza mechanizm samoobronny typu „znajdź i zniszcz, a najlepiej przekonaj też innych, żeby robili to samo”.
Stąd wniosek: jedynym sposobem, by przekonać ludzi, że na przykład magia nie jest zła, jest przekonanie ich, że nie stanowi zagrożenia – czyli że nie działa. A że czarownica to ktoś, kto używa magii… sami sobie dopiszcie ciąg dalszy.
Prawdziwa pokora nie oznacza przekonania „jestem czymś mniej ważnym niż ty”. To uczucie „Nie jestem od ciebie ważniejszy, ale nie jestem też mniej ważny.”
(Znalazłam to dawno temu na angielskiej stronie, której już nie ma na sieci).
Komentarze archiwalne
Ja bym powiedziala, ze to po protu asertywnosc ;-)
– abyss (19 styczeń 2005)
Chciałem, żebyś zobaczył, czym jest prawdziwa odwaga, zamiast wyobrażać sobie, że odwaga to człowiek z bronią w ręce. Naprawdę odważnym jest się tylko wtedy, gdy się wie jeszcze przed walką, że się dostanie cięgi, ale mimo to przystępuje się do tej walki tak czy inaczej i doprowadza się ją do końca bez względu na przeszkody. Zwycięża się wtedy rzadko, ale przecież czasami się zwycięża.
— Atticus w 'Zabić drozda', Harper Lee
Komentarze archiwalne
Hmm jest w tym duzo racji… odwaga… odwaga ktora jest w stanie przejsc i pokonac wszystko… wiedzac ze przegramy… zaczac walczyc… wiedzac ze poniesiemy kleske… podjac walke… ale niekiedy wydaje mi sie ze taka walka jest bezsensowana… bo wiedzac ze starcimy zycie… oplaca sie pokazywac swoja odwage…? sam nie wiem …
– Touch of angel (16 styczeń 2005)
taka odwaga jest prawdziwa. Bo trzeba pokonać nie tylko to co nas czeka ale również strach przed tym. A więc odwaga podwójna
– (17 styczeń 2005)
Dlaczego zaraz stracić życie? I dlaczego „pokazywać” odwagę?
Cytat mówi o walce o coś dlatego, że się w to wierzy, mimo, że są duże szanse na przegraną i przykre jej konsekwencje (a zatem, upokorzenie, wściekłość, ból), a nie „na pokaz”, żeby sobie pogłaskać ego. Robienie czegokolwiek na pokaz to nie odwaga (czy tam dobroć, skromność, etc.), tylko demonstracja słabego poczucia własnej wartości – bo osoba ta robi dane rzeczy dla aplauzu i aprobaty innych.
Atticus mówił wtedy konkretnie o kobiecie, która przed śmiercią odstawiła morfinę by wyleczyć się z uzależnienia, mimo że strasznie cierpiała, bo chciała umrzeć nie będąc od niczego zależna, nie będąc niczego więźniem. I wygrała, umarła cierpiąc, ale wolna.
– 3Jane (18 styczeń 2005)
Hasło na dziś:
Wszyscy chcą wrócić do natury, ale nie na piechotę.
(Za hasło dziękuję Lomelowi).
BTW, zauważyliście, że sesja się zbliża? Można to poznać po tym, że produkuję się na wiedźmologu i piszę skrypty na bircha (efekty wkrótce), zamiast pisać projekty.
Komentarze archiwalne
TO PRAWDA! ZABAWNE, ALE MA WIEKSZY SENS…
– J.S. (20 styczeń 2005)
Ze strony galerii Lawrence Steigrad Fine Arts omawiającej malowidło Davida Teniersa młodszego pt. czarownice przygotowujące się na sabat (25.11.2007 – malowidło już wykupiono), możemy się dowiedzieć, że:
W siedemnastym wieku artyści rzadko przedstawiali kobiety podczas czytania, chyba że były to materiały religijne. Regularnie jednak ukazywali czarownice czytające księgi, by nauczyć się magii.
— (Tłumaczenie moje)
Nie oczekuję oczywiście, że będzie to poprawna historycznie statystyka i nie traktuję tego jako argumentu naukowego, ale w pewien sposób zbija to stwierdzenia typu „księgi rytuałów to wynalazek współczesny, którego historyczne czarownice – jeśli istniały – na pewno nie używały, bo rzadko kto umiał wtedy czytać”.
Skoro akceptujemy, że przekazy współczesnych, a zatem również artystów, w jakiś sposób oddawały to, co robiły czarownice, jeśli oczywiście istniały – bo jeśli nie, to po co dyskutować nad symboliką mioteł, kotłów i innych takich – to daje to do myślenia.
Najnowsze komentarze