Składka na dziadka a.k.a. religia supermarketowa

Obecnie popularne jest składanie własnej ścieżki na zasadzie „religii supermarketowej”. Dostępnych jest wiele alternatyw, jako że informację można teraz zdobyć łatwo i szybko (ale, uwaga, nasza wiedza o danym przedmiocie jest wtedy bardzo powierzchowna). Wybiera się zatem kawałki, które wydają się przydatne i zachęcające, po czym stara wcielić „w siebie”. Widzę tutaj dwa problemy.

Po pierwsze, jak już zaznaczyłam, wiedza o wybieranych kawałkach jest często płytka, a osoba wybierająca nie ma ochoty wkładać wysiłku w jej pogłębianie. Wynika stąd bardzo powierzchowne traktowanie religii. Ludziom wydaje się często, że zmiana religii polega na zmianie zewnętrznych oznak – formy rytuałów, imienia i wizerunku bóstwa, symbolu religii. (Stąd pytania takie, jak „czy można być na raz chrześcijaninem i Wiccaninem?” Odpowiedź: „nie można.”)

To bardzo ubogie, a wręcz żadne zrozumienie religii (przynajmniej według mnie). Należy przecież w nią przecież wliczyć również światopogląd, społeczność, osobowość bóstwa, czy teorię „budowy” świata (skąd się wziął, jak na głębszym poziomie działa; przykładem jest tutaj debata kreacjonizm/ewolucjonizm). Żeby jednak te wszystkie rzeczy poznać, trzeba studiować religię jako nierozłączną całość, a nie zbiór niezależnych od siebie klocków Lego, który można rozebrać, a następnie złożyć w dowolną inną strukturę.

Elementy religii są bowiem wzajemnie od siebie zależne, a całość jest większa od sumy części. Nie ma sensu zatem częsta i przykra (dla osoby naprawdę wierzącej w daną religię) postawa, polegająca na zostawianiu tego samego światopoglądu, np. zachowywanie pojęcia grzechu i kary (czyściec), tylko pod inną nazwą, np. naruszenia Porady/Rede i prawa trójpowrotu. To takie wyznawanie „na gębę”, ładnie się ktoś nazywa, ale tak naprawdę wcale się nie zmienił.

Problemy miały być dwa, oto drugi: dlaczego właściwie zrobiona przez jedną osobę składanka fragmentów z różnych systemów miałaby działać? Nawet zakładając, że ktoś już zgłębił religie, z których pochodzą jej poszczególne fragmenty, to i tak zwykle tworzy się ją według własnego widzimisię, tak, żeby się komuś podobała. Czemu więc posłuży taka ścieżka, rozwojowi danej osoby, jej komunikacji z bóstwami i innym takim rzeczom, czy też po prostu emocjonalnemu jej zaspokojeniu?

No bo kto tak naprawdę da gwarancję, że tej poskładanej ścieżce nie brakuje jakiegoś bardzo ważnego elementu, który pominęliśmy, ponieważ nam akurat emocjonalnie nie pasował – na przykład dlatego, że wymagał np. dużej zmiany w sobie. Osoba korzystająca z takiej składki sobie zrobiła dobrze, owszem, ale czy naprawdę coś osiągnęła, czy też została w tym samym miejscu? Jeśli ktoś sobie, na przykład, wstawi jako pewnik w swojej ścieżce istnienie Wielkiej Kosmicznej Mamusi Która Wszystkim Się Zajmie i nigdy przez to nie dorośnie, to według mnie nie wyszło mu to na zdrowe.

I tu ostateczny disclaimer. Nie omówiłam tutaj całości zagadnienia. Nie było moim celem dyskredytowanie tej formy religijności. Odpowiedzi na wyżej przedstawione wątpliwości i klasyfikacja ich jako zalety lub wady zależą od tego, czego dana osoba oczekuje od religii. Przedstawiłam swoje zdanie, biorąc pod uwagę swoją definicję religii i akceptuję to, że inni ludzie mogą mieć inne zdanie, inną definicję i inne oczekiwania.

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Digg
  • StumbleUpon
  • Google Bookmarks
  • Reddit
  • TwitThis