Disclaimer: poniższe wynurzenia nie mają absolutnie nic wspólnego z Wicca ani żadną inną religią. Tak, uprawiam paskudną prywatę. No to co? To mój wiedźmolog. Jeśli nie wiesz co to AvP, najlepiej pomiń ten wpis… wymaga on pewnego obeznania w klimacie. Natomiast jeśli wiesz, o co chodzi, a nie widziałeś jeszcze filmu – ostrzegam, ten wpis zawiera spoilery.
Wyobraźcie sobie taką scenę. Cichy wieczór, lato. Prawie dwumetrowy metal na czarno i w skórze wychodzi słaniając się z kina. Nieomalże płacze i cały czas powtarza: „JAK oni mogli mu to zrobić?!”
To był znajomy znajomego po obejrzeniu „Garfielda”.
A teraz wyobraźcie sobie taką scenę. Cichy wieczór, pada śnieg. Półtorametrowy metal w za dużej, czerwonej kurtce z białym futerkiem u kaptura typu święty Mikołaj i nieco dziurawych glanach wychodzi z kina ze wszelkimi objawami szoku, patrzy się uparcie w ziemię i mamrota w kółko: „JAK oni mogli mu to zrobić?!”
To byłam ja po obejrzeniu „Alien versus Predator”, trochę ponad pół godziny temu.
Na litość boską, Predatory ruszają się w tym filmie jak krowy na pastwisku!! Nie, nawet krowa, co stoi i przeżuwa, ma lepszy refleks!! Jak to się ma do komiksu, gdzie Predatorzy byli szybcy, odważni i świetni technicznie, na Łowy wyruszali tylko najlepsi z nich (musieli walczyć między sobą o ten zaszczyt!), a Obcy zwyciężali ich tylko dzięki swojej miażdżącej przewadze (i to głównie wtedy, kiedy natrafiali na egzemplarz niedoświadczony)?! Gdzie tu gracja drapieżnika, gdzie dreszcz niebezpieczeństwa, gdzie podziw dla honorowego łowcy?! *bulgocze, krztusi się od nadmiaru emocji i przycicha na chwilę*
Jak zdążyłeś się już pewnie domyślić, Czytelniku, należę do zagorzałych fanów Predatorów. Nie mam nic przeciwko temu, żeby przegrali, o ile będzie to z honorem i patetycznie. Ale żeby zostali wyrżnięci jak niemowlęta tylko dlatego, że nie mieli pod ręką shoulder cannonów?! Kto ten scenariusz pisał?! Co to ma być, film akcji z elementami horroru czy tandetna komedia z Predatorami w rolach klaunów dostających tortami w mordę, uhaha?! *łzy w oczach*
Po wyrzuceniu z siebie najgorszego, mogę spokojnie przystąpić do dalszego objeżdżania filmu z góry na dół. Scenariusz i scenopis *są* do niczego. Nawet takie nic jak „Underworld” ratowały zwroty akcji i ciekawa intryga. Tutaj przede wszystkim brak akcji (w końcu to ma być film akcji). Te ujęcia typu „coś dzieje się znienacka”, które w nim wykorzystali, zrobiono tak mdło, że zamiast się bać – ziewam. A elementy, które mają przerażać (wykluwanie się obcego) są bardziej obrzydzające niż straszne. Nie wiem jak im się udało tak skopać obiecujący temat.
Brak tutaj inteligentnych tekstów i poruszającego klimatu akcji (komiks je miał!). Pakują ludzi, Alieny i Predatorów do dużej piramidy-łamigłówki (vide Cube, tylko w klimatach aztecko-egipsko-jakichśtam) i patrzą, jak się nawzajem wyrzynają. Jedyny mający coś w sobie tekst tego filmu poznałam już na zajawce (chodzi mi fragment z „What did you say this room was called?”). Inne są na poziomie „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem!” (tonem nadętym). Ziew.
Ponadto, scenarzysta wykazał absolutny brak logiki *zwłaszcza* w odniesieniu do Predatorów. Ich zbroja i „szpony” topią się po zetknięciu z kwasem Obcych – a przecież służą właśnie do walki z nimi! Predator skanuje wszystkich, żeby sprawdzić, czy aby przypadkiem nie są zainfekowani larwą Obcego, a jednak w scenie końcowej nie skanują wnoszonego na pokład statku trupa, bo wykluwa się z niego Obcy!
Dla znawców tematu. Ludzie! Tutaj nowicjusz sam siebie naznacza znakiem klanu (i potem to samo robi z człowiekiem)! Z jakiej paki, kto mu dał prawo? Kto widział, żeby ktoś sam sobie dawał odznaczenie?! Starszy tam powinien być, oglądać i dopiero wtedy potwierdzić jego umiejętności i dokonania! A potem jeszcze Starszy honoruje naznaczenie Murzynki dając jej włócznię – znowu, z jakiej paki? Znak Noguchi uchronił ją z jednego, jedynego powodu: bo otrzymała go od Starszego, i to głowy klanu. A tu? Jakiś szczyl pochlapał kwasem człowieka i Starszy już mu dary wręcza?!
To chyba tyle. Na plus o filmie mogę powiedzieć tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, modele są świetnie zrobione pod względem plastycznym (kinetycznym tylko u obcych). Po drugie, film ma czasem „smaczki” skierowane do znawców – występuje tu kompania Weyland, a gazeta, którą czyta przewodniczka ogłasza, że jej właściciel jest wybitnym robotykiem. Gra go ten sam aktor, który grał androida w „Obcym 2″ i dobrze – bo Weyland nadał niektórym ze swoich robotów własne rysy. Poza tym jest (bardzo nieznacznie) wzorowany pod względem historii na pierwszym komiksie AvP. Gdyby był bardziej wzorowany, wyszłoby mu to tylko na lepsze…
Komentarze archiwalne
No tak… tego sie spodziewalem po 3jane :) Ja musze powiedziec że film rzeczywiscie niczym nie porywa. Ani to horror takiej kalsy jak Obcy 1, ani pożądna strzelanina jak w Obcy 2. Jak dla mnie wyszlo im coś w rodzaju Obcy 3, chcieli wrzucić kilka fajnych wątków np opowiastka o predatorach jako bogach. Sama piramida to świetny pomysł według mnie, gdyby tylko ekipa nie zachowywała się tam jak na wycieczce krajoznawczej (pierw poruszamy, później pomyślimy). W sumie marudzić można by było dużo, ale w sumie wydaje mi się że moje marudzenie wynika z tego że za wiele sie spodziewalem. Film nie jest zły jako taki… ale dobry też nie jest. Co mi się podobało ? Tekst odnośnie Shoulder Cannon’s „To tak jakby odkryć DVD z mojżeszem”, smaczki typu podobieństwo używanej broni do M-41A, sposób poruszania się obcych… no tu nie moge się powstrzymać przed kawalkiem marudzenia… Walka Obcego z Predatorem wyglądała jak nawalanie się Ziutka z Jankiem na sterydach, zero finezji. No, nie bede wiecej marudzil :)
– Mirach (21 listopad 2004)
Niestety film zdradza cholernie reżysera tego samego, co w Resident Evil :/ Film jest bardziej „growaty” niż gra sama w sobie (odwołuję się tu do dwóch gier AvP) przez co miałam wrażenie, jakbym siedziała przed przydużym ekranem monitora z włączonym trainerem. Postacie giną szybko i bez sensu, ich śmierć nie robi żadnego wrażenia, bo w sumie do nikogo z tej hałastry nie zdążyłam się przyzwyczaić, nawet sam pan Weyland, po którym spodziewałam się, że będzie kimś ważnym, kopie w kalendarz z jakiegoś gównianego powodu, bo zapragnął popełnić honorowe samobójstwo.
Ogólnie zgadzam się z opinią Miracha, film nie jest ani „dobry” ani „zły”. NIe spodziewałam się wiele idąc na niego, nie zawiodłam się takowoż. Ot, napieprzanka, Predalien mi się nawet podobał :) Oglądałam jak grę komputerową, znakomicie wyłączało mózg ;)
Jako fanka serii filmów o Alienach (znam bardziej niż filmy o Predatorach, które oglądałam dawniej i z mniejszą ilością powtórek), muszę ponarzekać na biologię alienów, za szybki rozwój młodych i fatalne ich działanie grupowe, które zwykle było ich mocną stroną. Poza tym rzeczywiście Predatory wydawały się cienkie, chyba że ta piramida to była tylko training mission dla najmłodszych lamuchów.
– Ailinon (21 listopad 2004)
Niestety, nic dodać, nic ująć. Film nie broni się niczym, ani fabułą (bo jej nie ma), ani napięciem (bo też go nie ma), ani ciekawymi bohaterami (ich nie ma również). Co zostaje. Sfilmowana fabuła gry AvP, choć przyznaję, że gra była bardziej intrygującas, polegająca na nieskładnym lataniu po korytarzch z giwerą lub bez niej), przerywana wstawkami fabularnymi: „… musisz żyć dla swoich dzieci…” (oglądałem na kompie, wtedy poszedłem po herbatę). Obawiam się, że walcząc z Mirachem po 5 piwach ruszalibyśmy się zwinniej niż obie jakże agresywne rasy. Podsumowując obejrzeć i zapomnieć, bo dzieło zapadające w pamięć to nie jest.
– Rudy (24 listopad 2004)











Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2004/11/21/alien-versus-predator/trackback/