Namnożyło się ostatnio grup i grupek, które radośnie oznajmiają swoje istnienie i zapraszają do wstąpienia w ich szeregi. Jednak im głośniej robi to dana grupa, im szumniejszą (czy też bardziej „cool”) przybiera nazwę i im bardziej zachęcająco i przyjaźnie wygląda, tym większą nieufność we mnie wywołuje.
Dobra rzecz kosztuje zarówno tego, co daje, jak i tego, co bierze. Prawdziwej przyjaźni, na przykład, nie nawiązuje się po jednym spotkaniu, ale po roku lub więcej, kiedy przyjaciele pomagali sobie nawzajem w trudnych chwilach, poznali się dobrze, zrozumieli i ogólnie „zjedli ze sobą beczkę soli”.
Tak samo, a nawet bardziej, jest z każdym mądrym nauczycielem i każdą grupą religijną (przynajmniej jeśli chodzi o Wicca). Oni nie idą na ilość, idą na jakość. Jeśli ktoś naprawdę ceni to, co daje, nie będzie tego dawał byle komu. Będzie od osoby uczącej się od niego oczekiwał wysiłku, wkładu w różnych dziedzinach, jak również tego, że przyjdzie do niego sama, bez zachęty z jego strony.
To, że ktoś idzie na jakość, a nie na ilość, oznacza że opublikuje jedną książkę zamiast dwudziestu. Będzie miał w swojej „karierze” może dwudziestu uczniów, a nie paręset. Jego grupa będzie składać się z paru osób, a nie parudziesięciu. Ale wszystko to będzie najwyższej próby, a nie tanią masówką.
Kiedy jakiś, pożal się Bogini, „Wiccanin”, sugeruje, że w łatwy sposób będziesz mógł od niego otrzymać coś wartościowego, dołączyć się do grupy, zostać zaakceptowanym i pokochanym, otrzymać wartościową wiedzę – to widoma oznaka, że kłamie. Sam niewiele chce zaoferować, więc i od innych wiele nie wymaga.
Może się też potem okazać, że w tym „kontrakcie” są ukryte warunki. Pierwszy z nich to klasyczna, podręcznikowa manipulacja – wywoływanie poczucia wdzięczności „darmowymi” podarunkami, a następnie wykorzystywanie go do wyłudzania rzeczy, których normalnie by się nie dało (używają jej ludzie, którzy na ulicy wtykają ci w rękę kadzidełko lub książkę, a następnie proszą o datek „co łaska”).
Druga niebezpieczna pułapka „grupy za darmo” to emocjonalne uzależnienie od podarunków a w konsekwencji od ich źródła. Przykład: wykorzystywana przez sekty technika „bombardowania miłością” – ofiarowywania bezwarunkowej akceptacji osobom, które desperacko jej pragną, bo czują się przez nikogo niezrozumiane czy znajdują się w trudnym okresie życia, a następnie grożenia: rób to, co ci każę, bo inaczej ci odbiorę wszystko, co do tej pory dostałeś „za darmo”. Może to przybrać formę manipulacji niejawnej: na każdą próbę sprzeciwu osoba uzależniająca symuluje zranienie i chęć wycofania się z „przyjaźni”, co oczywiście wymusza przeprosiny i robienie wbrew własnej woli tego, czego ta osoba chce.
Każda wartościowa grupa i wartościowy nauczyciel (przynajmniej jeśli chodzi o Wicca) przedstawi ci swoje wymagania i warunki na początku. Nie będzie ukrytych pułapek, które odkrywa się dopiero po dłuższym zaangażowaniu.
A co z pojedynczymi osobami? Kiedy właśnie spotkana osoba rzuca mi się na szyje, deklaruje radość z powodu odnalezienia kogoś, kto jest taki jak ona, przyjaźń, chęć odprawiania razem rytuałów i w ogóle, to jest to dla mnie znak ostrzegawczy. Za bardzo mnie do siebie ciągnie. Przecież w ogóle jeszcze mnie nie zna! Wniosek: desperacko szuka kogokolwiek, nie zależy jej akurat na mnie. Ta osoba nie jest w stanie wiele od siebie dać, więc i od innych niewiele wymaga. I na dodatek jest zagrożona wciągnięciem w taką pułapkę manipulacji emocjonalnej (bombardowanie miłością), jak opisałam powyżej.
Podsumowując: nie ufam ludziom, którzy oferują dobre rzeczy za zero (lub minimalną ilość) wysiłku, bo w przyrodzie nie istnieje taka rzecz, jak obiad za darmo. Radzę, żebyś ty też nie ufał.










Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2004/10/24/dobra-rzecz-kosztuje-i-dlatego-madry-czlowiek-sie-nie-reklamuje/trackback/