Ostatnio znajomy opowiedział mi o swojej rozmowie ze Świadkiem Jehowy, który pytał się go, czy wierzy w świat bez wojen. Znajomy odpowiedział że nie, po czym uzasadnił swoje stanowisko, co w skrócie brzmiało tak: człowiek jest istotą społeczną, w każdym społeczeństwie powstaje hierarchia i polityka, a wojna to polityka, tylko prowadzona innymi środkami (jak powiedział jakiś mądry człowiek, którego nazwiska nie zapamiętałam).
Ja bym stwierdzenie „świat bez wojen” uogólniła na „świat bez konfliktów”. Ludzie nie są idealni i nigdy nie będą, nie wierzę bowiem w „sumaryczny” rozwój ludzkości (to znaczy „w sumie jesteśmy teraz lepsi niż kiedyś”). Nie będzie świata idealnego ani nawet zbliżonego do ideału i trzeba się z tym pogodzić. Zawsze będzie ból, cierpienie i zawsze jedni ludzie będą krzywdzić innych.
Po co w takim razie w ogóle starać się cokolwiek robić w kierunku polepszania świata? Po co pomagać innym, skoro i tak nie da to trwałych rezultatów? Po co dbać o naturę, skoro i tak setki ludzi dookoła spuszcza ścieki do rzek bez zmrużenia oka, żeby odrobinkę oszczędzić? Czemu by po prostu nie zignorować tego wszystkiego, zająć się sobą, a ludzi którzy się starają określać jako frajerów?
Ano jest to podobne do sprzątania pokoju (albo mycia naczyń). Stale odkurzamy czy myjemy, a pokój i naczynia się „same” brudzą na powrót. A jednak jakoś nikt zdrowy na umyśle nie stwierdza „nie warto sprzątać, bo kiedyś i tak tu się zabrudzi”. Po pewnym okresie akumulacji brudu pokój staje się ohydną norą, do której strach wchodzić, a naczynia śmierdzą i nie nadają się do dalszego użytku.
Starać się żyć dobrze trzeba tak samo, jak trzeba się myć. Podniesienie papierka, zasadzenie kwiatów w ogródku, zagłosowanie na odpowiedniego kandydata do rządu czy pomoc w nauce koleżance należą do takiej „psychicznej higieny”. Gdyby świat zostawić odłogiem i zignorować go całkowicie, to w końcu stałby się tak niezdrowy i nie do zniesienia, jak człowiek, co się od paru lat nie mył. Ale nie będziemy mieli gdzie od niego uciec. Więc sprzątajmy razem ten wspólny pokój.
A dlaczego „my” a nie „inni”? Proste. Nie wolno zakładać, że to inni o nas zadbają, bo można się na tym ostro przejechać. Dlatego kiedy uważam, że coś trzeba zrobić, to wolę to zrobić sama, zamiast czekać aż ktoś łaskawie zrobi mi dobrze i zrobi to za mnie… I stąd wzięła się ta strona :)
Komentarze archiwalne
Camus napisał kiedyś, że tylko z niemożności osiągnięcia celu nie można wywnioskować przyzwolenia na stanie z założonymi rękami ‚bo to nic nie zmieni’. A to właśnie wysiłek na przekór świadomości, że chociaż wciąż podejmowany, nie pozwoli dojść do happy endu, czyni nas bardziej ludźmi.
Anyhow, dziękuję za to co napisałaś powyżej:)
– Amber (14 październik 2004)











Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu
Trackback link: http://www.3jane.pl/2004/10/12/dlaczego-trzeba-sie-starac-mimo-wszystko/trackback/