Nie deptać królików!

Tak sobie pomyślałam, że uprawiany przez tzw. „dojrzałych” wyznawców proceder deptania królików (inaczej „fluffy bunny”) prezentowany m.in. przez stronę Why Wiccans Suck (strona niestety już znikła, ale część jej artykułów wciąż znajduje się na sieci) świadczy o pewnej nadgorliwości i niedojrzałości, a ponadto o braku zastanowienia nad rzeczywistością. Podobnie jest zresztą w przypadku siostrzanego ruchu po drugiej stronie lustra: króliczym obrażaniu się na wszystkich, którzy mówią im, że są królikami.

Co ciekawe, zjawisko to występuje nie tylko w Wicca. Z osobistego doświadczenia mogę wymienić RPG (na polski tłumaczone zwykle jako gra wyobraźni), które z początku wymagało od graczy dużego wysiłku (jako rozrywka mało w Polsce popularna) przy zdobywaniu ciekawych materiałów, później się rozpowszechniło. Rezultat? Większa komercjalizacja, „moda” na RPG i starzy wyjadacze zrzędzący na młodych agresywnych napaleńców psujących im opinię. Mogę się też założyć, że Wicca i RPG to nie są jedyne przykłady takich konfliktów. A dlaczego one w ogóle powstają?

Jeśli coś istnieje, to znaczy że powstało z jakiegoś powodu, wypełnia jakieś zapotrzebowanie. Najwyraźniej, Sherlocku, ludzie mają różne potrzeby religijne (oraz seksualne, emocjonalne, rozrywkowe, itd). Nie można wymagać, żeby wszyscy uprawiali seks codziennie, żeby wszyscy byli jednakowo żarliwi emocjonalnie, czy mieli równie głębokie podejście do religii.

Wręcz przeciwnie, im bardziej ekstremalna postawa – na przykład im bardziej poważne zaangażowanie w religię (to samo tyczy się też zupełnego braku takiego zapotrzebowania) – tym rzadziej występuje. Najwięcej zawsze będzie tych „letnich”, tych pośrodku, niezbyt zaangażowanych, podchodzących do religii z rezerwą, tych, co (metaforycznie) chodzą do kościoła raz na rok.

Nie ma co na nich krzyczeć. Po prostu taka jest ich natura. Próby „nawrócenia króliczków na dobrą drogę” bądź nienawiść do tychże króliczków z powodu tego, jakie są, jest równie sensowna, co próby nawrócenia ludzi heteroseksualnych na homoseksualizm, bo akurat dana osoba się czuje przywiązana do tego ostatniego. Albo też, próby przestawienia misia polarnego na wegetarianizm bo komuś żal tych wszystkich biednych foczek zjadanych przez misia.

(Z drugiej strony, żeby być sprawiedliwym, ludzie zwykle określani jako „króliczki” też sobie powinni uświadamiać, że to, co robią, dla innych może mieć o wiele większe znaczenie emocjonalne, niż kiedykolwiek podejrzewali i powinni szanować ich uczucia, zamiast na nich pluć).

Tak czy inaczej, trzeba tą „drugą stronę” po prostu postarać się zrozumieć i zaakceptować. A że sporo ludzi nie chce rozumieć? No cóż – taka ich natura… Nam (Wiccanom) nikt nie obiecywał, że świat będzie doskonały, prawda?

A co z argumentem „króliki psują nam opinię”? Będę szczera. Jeśli ktoś wyrobił sobie opinię o Wicca na podstawie paru króliczków, a następnie spotkał mnie, poznał mnie lepiej, dowiedział się w końcu, że jestem Wiccanką i (mimo tego, że mnie poznał) zaczął mnie oceniać na podstawie swoich doświadczeń z wcześniej spotkanymi króliczkami… to ten ktoś nie jest wart mojego czasu. (Zakładam, że poznał mnie lepiej, bo przed obcymi w przelotnej rozmowie nie obnoszę się ze swoją wiarą. Bo po co?)

Podsumowując: jeśli ktoś jest dobrze wychowany, dyskretny, daje swoim życiem dobre świadectwo o swojej wierze i utrzymuje bliższe znajomości z wartościowymi ludźmi albo wcale, to mu się krzywda nie stanie. A króliczki albo zaangażują się bardziej, albo im się znudzi, albo zostaną na tym samym poziomie zaangażowania… To ich sprawa i ich wybór! Ciebie, Deptający Króliki Słuchaczu, to nie dotyka, więc się przestań przejmować. Nie ma co się frustrować, naprawdę.

Komentarze archiwalne

Co do króliczków – potępienie nie jest dobrym sposobem, ale z drugiej strony nie jest przyjemnie usłyszeć w rozmowie od kogoś inteligentnego „Wiccanka? Ach, to ci, co kochają słoneczko i kwiatki… ” Moim odruchem jest wtedy potrząsnąć rozmówcą i wrzasnąć „NIE!!!!”. Z nadmiaru stereotypów i tego, że królików są ostatnio dzikie tłumy (neopogaństwo zaczyna być bardzo modne), biorą się te wszystkie nerwowe reakcje. Czasem zbyt nerwowe, niemądre, ale zdecydowanie uzasadnione i zrozumiałe.

– Morven (14 październik 2004)


Owszem, ale według mnie inteligentny człowiek wie, że są różne stopnie zaangażowania w religię i zrozumienia jej treści (o czym mówiłam wyżej), dlatego spokojne pokazanie mu, że Wiccanie to nie są „ci, co kochają słoneczko i kwiatki” nie powinno stanowić problemu.

Jeśli nie może zaakceptować takiego wyjaśnienia, to znaczy że człowiek ten albo nie tak inteligentny jak się myślało, albo z góry uprzedzony i celowo szukający ośmieszających przykładów. Tak czy tak, albo nie warto się przejmować, albo trzeba się uzbroić w cierpliwość i grubą skórę – emocje tu bynajmniej nie pomogą.

Reakcja potrząsania i wrzeszczenia „NIE!” miałaby według mnie w każdym przypadku skutek przeciwny do zamierzonego. Osobiście, kiedy ktoś BARDZO protestuje przeciwko jakiemuś stwierdzeniu, w sposób wręcz agresywny, zaczynam podejrzewać, że w tym stwierdzeniu kryje się ziarno prawdy, że ta prawda jest dla niego niewygodna i że próbuje on krzykiem mnie zastraszyć, żebym zostawił temat. Już mi się to zdarzało.

Doskonale rozumiem, że to boli. Ale reakcji nie pochwalam. Po prostu nie zawsze można dawać ujście swoim uczuciom. Zwłaszcza, kiedy znajduje się w trudnej pod względem dyplomatycznym sytuacji.

– 3Jane (15 październik 2004)

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Digg
  • StumbleUpon
  • Google Bookmarks
  • Reddit