Sierpień 2004

Sierpień 2004- przeglądasz archiwa miesięczne.

Strach

Medytacja na dzisiaj: czym jest strach? Dlaczego istnieje? Jakie odnosimy z niego korzyści, a jakie straty? Co należy z nim robić? Jak odróżnić lęki irracjonalne od tych, które mają podstawy w rzeczywistości? Jak wiele z naszych lęków powstrzymuje nas od bycia lepszymi, pełniejszymi, szczęśliwszymi osobami – a jak wiele ujawnia rzeczywiste zagrożenia?

Materiały:

„Gdzie strach, tam i moc” (oryg. „Where there’s fear, there’s power”).

Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niechaj przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, obrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jestem tylko ja.

— Litania przeciw trwodze z rytuału Bene Gesserit, 'Diuna'

Dzisiaj zajrzałam sobie na WitchVox. Na stronie głównej mają między innymi link do opisu książki – dziś jest to „Rituals of the Dark Moon” Gail Wood. Ma ona przedstawiać trzynaście nowi przez pryzmat znaków zodiaku (i to znaków zodiaku, w jakich aktualnie znajduje się – albo kiedyś się znajdowało, bo to się zmienia w wyniku precesji – Słońce). Zaczęłam się zastanawiać.

Nie jest to, oczywiście, stricte wiccańska książka. Ale jednak przedstawia pewien symptom, który ostatnio zrobił się aż nadto widoczny. Otóż na wszystko patrzy się przez pryzmat Słońca i cyklu wegetacyjnego. Zastanówcie się – ile stron na sieci (zwłaszcza na polskiej sieci) przedstawia wam znaczenie Sabatów, a ile mówi o Esbatach i wykazuje jakieś ich głębsze zrozumienie? Ile szerzej omawia cykl Księżyca i to, co on oznacza – nie ograniczając się do wyliczenia twarzy Potrójnej Bogini?

No właśnie. Tych drugich jest o wiele mniej.

Dla mnie rozróżnianie nowi Księżyca po tym, w jakiej porze roku występują, jest głupie. Cykl Księżyca to coś unikalnego, choć mniej może namacalnego i oczywistego, niż cykl wegetacyjny i dobowy. Każdy nów jest taki sam i musimy się wysilić, by takim go zrozumieć – nie jako pochodną cyklu wegetacyjnego, ale jako jakość samą w sobie. Fakt, nie ma o tym zbyt wiele napisane – i tu stoi przed nami wyzwanie.

Jesteśmy przecież Wiccanami – nasza Bogini jest panią nocy i Księżyca. Dlaczego więc ignorujemy Księżyc, nie chcemy go uszanować, zwrócić na niego uwagę i uczcić go na równi ze Słońcem i Ziemią? Czy jest nudniejszy przez to, że nie jest tak oczywisty, że jego znaczenie jest bardziej ukryte? Dlaczego natura ogranicza się dla wielu ludzi, którzy chcą nazywać się Wiccanami, do strony dziennej?

Komentarze archiwalne

Według mnie wynika to z tego,że symbolika solarna bardzo wyraznie przejawia się w codziennym życiu a przez to nie jest czymś tajemniczym,nieznanym więc jest stosunkowo łatwa do zrozumienia.Natomiast księżyc odwrotnie symbolizując sferę emocji/duchowości jest bardziej osobistym nie dającym się ująć w sztywne ramy doświadczeniem.Podsumowując cykl Słoneczny jest „wydarzeniem społecznym”(którego skutki są ogólnie znane i są takie same dla całego społeczeństwa) podczas gdy cykl Księżyca nie posiadający tak jawnego wpływu nigdy nie stał się „wydarzeniem społecznym” w charakterze świeckim

– awaiku (21 sierpień 2004)


O dziecka byłam i jestem związana z księżycem. NIe wiedziałm czemu ale zawsze w niego patrzyłam. Nawe moja mama mi to powiedziała ze jek byłam na wsi to co noc witałam sie i zeganałam z księzycem. „Dobranoc księżycu do jutra” a miałam niespełna 4 lata.
Dziś wiem że znalazłam swoja wiarę i religię. Swój sposób na życie. Dopiera się uczę i poznaję wicca. Ale toważyszy temu uczucie jakbym odnalazła dom.
Pozdrawiam wszystkich wiccan.

– anna (27 sierpień 2004)

Ostatnio przekonuję się do pisania dziennika (takiego zwykłego, na papierze) i wpadł mi w związku z tym pewien pomysł. Otóż dziennik taki wykorzystuje się czasem do zapisania wszystkich swoich problemów, które aktualnie człowieka dręczą, i w ten sposób rozładowuje się stres bez marudzenia nad uchem postronnej osobie (która w końcu może mieć tego dość). Po prostu się pisze, pisze, pisze, dopóki człowiek nie czuje, że całkowicie wyczerpał tematu i się wygadał.

Z drugiej strony często mi się zdarza przed rytuałem, że coś mi się przypomina i zaczyna mnie gryźć (albo wpadam na pomysł i chcę go zapamiętać). Teoretycznie powinnam się tego pozbyć, a potem zacząć o tym myśleć po rytuale, ale często mam tak, że jak o czymś zapomnę, to przepada. Pół biedy, jeśli to był pomysł. Gorzej, jeśli to była godzina umówionego spotkania…

Dla wszystkich, którzy mają ten sam problem, proponuję mały dzienniczek przed-i-w-trakcie-rytualny. W ramach wstępnego oczyszczenia spisuje się przed rytuałem wszystkie rzeczy, które człowieka męczą lub o których musi pamiętać, a następnie albo zostawia się go poza obrębem kręgu, razem z zegarkiem, wyłączoną komórką itp., albo bierze ze sobą (jeśli zdarza się tak, że danej osobie przychodzą do głowy pomysły w kręgu i chce je móc spisać).

(Za wskazanie tematu pisania dziennika dziękuję -abyss–)

Brakuje mi – na sieci i normalnie – rzeczy wskazujących na obecność Wicca w życiu codziennym. Jest na przykład niewiele rzeczy dla dzieci. Prawie zupełnie nie ma książek czy opowiadań opisujących Wiccanina w życiu codziennym, roli, jaką w przypadku zwykłych problemów pełni ich religia. (Chlubnym wyjątkiem są tu „Bell, Book and Murder” Rosemary Edghill oraz „Book of Shadows” Phyllis Curott; prawdopodobnie także „Lammas Night” Katherine Kurtz, ale niestety nie czytałam). Za to pseudo-fantasy z dobrymi czarownicami i złymi czarnoksiężnikami (dziejących się w średniowieczu albo współcześnie) jest na pęczki. Przynajmniej po angielsku.

Książka stricte o etyce neopogańskiej jest tylko jedna (”When, Why… If” Robin Wood). A i ona jest dla mnie porażająco płytka i opiera się na zasadzie „nie rób innym ziazia, bo ci Bogini przypierdoli”. Gdzie ten „następny etap”? Kiedy już przeczytasz i przerobisz ze cztery podręczniki dla początkujących, zaczynasz się zastanawiać, gdzie dalej, co to dla mnie znaczy jako część mojego życia – nie weekendowa rozrywka, ale coś, co stanowi część mojej osobowości i zachowania. Czy nikt inny do tego etapu nie dotarł? W każdym razie wydawcy tego nie zauważają. Taniej i prościej wydać kolejny tandetny podręcznik zaklęć.

Brak mi też wierszy, które wyrażają głębsze zrozumienie religii. Wiem, nie każdy ma talent księdza Twardowskiego. Ale może jednak ktoś się znajdzie? Nie chodzi mi o inwokacje pogańskich bogiń i bogów, ani o wyrazy zachwytu nad błyskiem świec oświetlających ołtarz. Wiem, że sacrum wywołuje uczucia nieporównywalne z niczym innym. Ale czy wy to potem stosujecie w życiu, ludzie? Czy ktokolwiek z was patrzy na Boginię w sprzedawczyni w sklepie, w mężczyźnie, który właśnie zablokował wam drogę samochodem? Czy zastanawiacie się, jaki będzie skutek tego, że ochrzanicie kolegę w pracy albo że dajecie pieniądze żebrakowi? Czy jesteście Wiccanami cały czas, czy tylko na pół etatu?

(Za przypomnienie tematu, na który chciałam pomarudzić, dziękuję Awaiku).

Komentarze archiwalne

A moze sama cos napiszesz ?? :)

– Ktokolwiek (3 wrzesień 2004)


O Bogini w kobiecie? Chyba coś znalazłam, mówi Baczyński:

„W każdej przemianie podobna kręgowi czasu,
jak rok obracasz się stojąc i jeszcze stąd
widzę cię na równinach, górach i grzywach lasów,
w które światło nalewasz dzbanem splecionych rąk.

I morzu podobna, przenosisz odbicie wszystkich pogód,
które płynęły i grały w mosiężne kotły chmur.
Dłonią poruszysz – jest zima, uśmiechniesz się – to jesień
ciernie uczyni z głogów wianem miedzianych piór.
W jabłkach dojrzewasz i zieleń wypełniasz żółtym sokiem.
Uchwycę powietrze dłonią – to jesteś każdy krzew
i każdy ptak w modrzewiu
albo muzyki obłokiem
i złotą struną drzew. (…)”

– Amber (22 wrzesień 2004)


a moze ten wiersz…

***

spójrz – ja czarno kwitnę
w noc moje dłonie
jasne miały być aby ćmy wabić -
na nów
na pieśń do matki

dłonie wschodzą sierpem zbyt ostrym
jak zapach piołunu
w pieśń przerwaną w połowie

sama nie wiem…

– Eilis (21 luty 2005)