Przemyślenia o Yule

Wiersz: Wstąpienie Inanny (skrócony)

Widziałam przeszywające oczy
ciemnej bogini,
spojrzałam w oczy śmierci,
ale taniec świata nie ustał.
Ujęłam miecz mądrości
i przecięłam sznury mnie związujące.
Przemieniając ból w moc,

Powróciłam.

Trochę moich przemyśleń

Yule to święto, podczas którego triumfuje nadzieja. Choć wydaje się to niemożliwe, to jednak z ciemności i nicości wyłania się nowy świat. śmierć daje początek życiu. Dzisiaj odradza się wszystko – Słońce, świat, my.

To dziwne odczucie; uświadamiasz sobie, że jesteś, istniejesz, ale czujesz się zawieszony/a w przestrzeni – brak ci poczucia własnego „ja”. Wiesz tylko, że istniejesz ponownie, a życie rozpiera cię, jak witalność węża po zrzuceniu skóry. To nowy początek i możesz zrobić ze sobą i światem wszystko. Wielość możliwości i poczucie własnej mocy oszałamia.

Po przeżyciu Yule zaczynasz chodzić z dumnie podniesioną głową i oczami pełnymi radości. Każda droga stoi przed tobą otworem i to do ciebie należy decyzja, gdzie się skierujesz. Czasem wydaje się to trochę przerażające – taka moc, taka odpowiedzialność. Innym razem człowiek czuje się zagubiony, nie wie, co wybrać.

Jednak Yule to nie czas wyboru. Ta nieunikniona pora nadejdzie, ale nikt cię nie pospiesza. Yule to przede wszystkim święto rozpoczynające okres powolnej krystalizacji „poczucia siebie”. Jeśli zaczekasz, pozbędziesz się niecierpliwości, przestaniesz szamotać się jak osioł między dwoma żłobami – usłyszysz głos swojego serca, swojej intuicji. Poczucie „taka/i jestem, tą ścieżką chcę pójść, temu chcę się w tym roku poświęcić”. I to będzie najlepsze wyjście.

W wielu ludziach drzemie odruch miotania się. Kiedy tylko słyszą, że przed nimi stoi jakiś wybór, wpadają w panikę i stres. No bo przecież nie dość, że muszą podjąć decyzję najlepszą – inaczej otoczenie lub oni sami będą mieć do siebie pretensje – to jeszcze muszą podjąć ją możliwie szybko! Zdecyduj się dzisiaj, człowieku, jutro będzie za późno, okazja
przeleci obok nosa!

Yule pokazuje, że ten odruch jest sztuczny. To jedni ludzie wywołują go w drugich, mając nadzieję na pomyłkę tych drugich i szybki zysk – bo przecież w stresie i panice ciężko jest podejmować rozsądne decyzje. A ten okres uczy nas przeciwstawienia się takim nienaturalnym odruchom, cierpliwości i zaufania do samych siebie, umiejętności odprężenia się w
obliczu wyboru.

Okres, który następuje po Yule, to czas dany nam na to, żebyśmy przypomnieli sobie, jak to jest – cieszyć się po prostu z tego, że żyjemy. I żebyśmy ponownie doświadczyli spokoju płynącego z przeświadczenia „wszystko przyjdzie w swoim czasie”.

Oprawa rytualna

Jak zwykle najpiękniejszy i najbardziej przemawiający do mnie opis rytuału Yule znalazłam w „Women’s Spirituality Book” Diane Stein; moje propozycje oparte są na tym opisie. Trzeba je oczywiście uzupełnić o inne potrzebne elementy, np. oczyszczenie, zakreślenie kręgu, uziemienie.

Jeśli chodzi o przygotowania, to każda osoba uczestnicząca w rytuale powinna otrzymać lub przynieść ze sobą świecę jako reprezentację samej siebie. Wszystkie świece, na razie jeszcze niezapalone, ustawia się na ołtarzu na początku obrzędu. Stein proponuje, aby były one czerwone, pozostałe natomiast, płonące od początku na ołtarzu świece – białe. Nie powinno być ich dużo.

W środku kręgu urządza się gniazdo (np. z materiału), w którym znajdują się przedmioty symbolizujące świat i wszystko, co na nim żyje – np. muszle, pióra, nasiona lub cebulki, figurki ludzi i zwierząt.

Według Stein każdy uczestnik rytuału po kolei „wysiaduje” nowe życie, opowiadając innym o swoich pragnieniach i marzeniach dotyczących tego, co się wydarzy w nowym roku. Jest to element wzięty ponoć z któregoś rytuału Indian Hopi. Można to również zaadaptować następująco: gniazdo urządza się w koszyku, koszyk przechodzi z rąk do rąk i jest ogrzewany w objęciach.

Kolejnym elementem jest odrodzenie osób biorących udział w rytuale. Każda osoba, która skończyła „wysiadywać”, zwija się w kłębek, jak dziecko w łonie matki. Myślę, że można by było przykryć ją płachtą materiału, małym kocem, czy jakoś tak, żeby było jej ciepło, a jednocześnie ciemno.

Kiedy już wszyscy opowiedzieli o swojej wizji świata i leżą zwinięci, pozostawia się czas na odczucie zawieszenia w ciemności i cieple, oczekiwania. Następnie zaczyna się mruczando – nie wiem, jak to lepiej określić, chodzi o pieśń bez słów, składającą się tylko z mmm-mmm-mmm. Do mruczanda włączają się wszyscy. W ten sposób wznieca się moc.

Każdy uczestnik doświadcza zbierania się w nim mocy, aż wreszcie nie wytrzymuje dłużej w oczekiwaniu i wstaje, odrodzony. Można wyznaczyć jedną osobę prowadzącą tę część rytuału, by witała z radością każdego, kto powstanie. Osoba odrodzona zapala swoją świecę na ołtarzu i pomaga prowadzącej/emu witać pozostałych, którzy się budzą.

Pod koniec cały ołtarz będzie zalany blaskiem osobistych świec, a wszyscy będą przepełnieni energią pochodzącą z mruczącej pieśni. Energię proponuję przesłać do Ziemi, by pomóc jej się obudzić i wydać nowe życie, chociażby klepiąc ręką w podłogę i wołając „obudź się, Matko, już czas!”

Oryginalny wiersz „Inanna’s Ascent’”

I have seen the piercing eyes
of the dark goddess
as she stands naked in the silent shadows
planting the seeds of vision
reached into the arms
of my deepest sorrow and
looked into the eyes of death
yet the world dance did not cease.
By the light of the waning moon
I have seen the faces
of the shining ones and
taking the sword of wisdom
cut the cords that bind me.
Armed only with love
I have entered the healing
power of the moon
drawing it around me
to enter the sacred womb
of the dark goddess and
turning pain into power

I have returned.

Autorka „Inanna’s Ascent”: Deanna Emerson (cytuję za „Casting the Circle”, Diane Stein).

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Ma.gnolia
  • Wykop