Cytat

„Praca chwilowo zamarła. Kobiety ukazane są podczas chwili odpoczynku w swoim ogrodzie, jak gdyby oceniały ile już zrobiły, a ile jeszcze im pozostało. Czy (..) plon jest już gotowy na żniwa, a ty czujesz się w związku z tym niespokojna? Czy martwisz się rezultatami swoich wysiłków? A może po prostu poświęcasz chwilę, by określić swoje postępy? Ta przerwa może (..) dać szansę docenić wszystko, co do tej pory osiągnęłaś.”
- Oszacowanie (”Appraisal”), Siedem Pentakli, z książki Ffiony Morgan opisującej tarot „Daughters of the Moon”.
Przemyślenia
Lammas często zwane jest świętem pierwszych zbiorów. W pewnym sensie nim jest, ale według mnie to określenie jest trochę mylące. Zbiory oznaczają dla mnie całkowite zakończenie pracy. Lammas to dokładne tego przeciwieństwo. Jest ono jak ostatni gwizdek przed finiszem, to znak, że trzeba zebrać wszystkie swoje siły i uparcie przeć do celu. Okres, który ono rozpoczyna, wypełnia wytężona praca. Samo jednak święto się na niej nie skupia – stąd może wrażenie zbiorów, odpoczynku. Bowiem Lammas ma trzy twarze, wszystkie związane ze spostrzeżeniem i zrozumieniem.
Z jednej strony jest ono jak przystanięcie na górskim szlaku, by spojrzeć wstecz. Nie wiem, czy ktoś, kto nigdy nie chodził po górach, potrafi to uczucie zrozumieć. Być może są jakieś inne, podobne doświadczenia… Wyobraź sobie: stajesz przed wyzwaniem, podejmujesz je, pokonujesz wytrwale wszelkie przeszkody i wreszcie, przed ostatnim, najgorszym, skalistym podejściem zatrzymujesz się, by napić się wody. Patrzysz za siebie… i zapiera ci dech w piersiach. Całe to onieśmielające podejście, które było przed tobą, teraz jest za, w dole. Kiedy ty to przeszłaś?
Lammas, jak takie przystanięcie, pozwala ci dojrzeć i docenić ogrom i wspaniałość pracy, którą do tej pory wykonałaś. Jest to święto pochwały i dumy – kobieto, wykonujesz świetną robotę! Związane jest przez to (w dzisiejszych czasach) z uzdrawianiem własnej psychiki. Dlaczego? Bo w obecnym społeczeństwie większość osób ma niskie poczucie własnej wartości. Uczy się nas, że duma ze swoich osiągnięć jest zła, nieodpowiednia. To całkowicie fałszywe stwierdzenie i nie da się tego za bardzo podkreślić. Aby być zdrowym, trzeba umieć doceniać siebie!
Skoro duma z siebie jest częścią zdrowia, to czemu w takim razie tak strasznie nie lubimy ludzi, którzy się przechwalają? Widzisz, to, co oni prezentują, to nie jest duma z siebie. Tak naprawdę ci ludzie o sobie myślą, że są do kitu, więc chcą to sobie chwilowo zrekompensować przez to, że inni będą ich chwalić. Inną drogą do rekompensaty braku dumy z siebie jest poniżanie i pomniejszanie innych – człowiek, który to robi, chwilowo czuje się najlepszy w okolicy. Natomiast prawdziwa duma z siebie mieszka wewnątrz człowieka i nie potrzebuje potwierdzenia z zewnątrz. Wynika ona z satysfakcji z obejrzenia się i odczucia „jak ja daleko zaszłam!”. Chodzi o porównywanie swojej obecnej pozycji do swojej poprzedniej pozycji, a nie do obecnej pozycji innych osób. Radość i satysfakcję, które dają życie zdrowej dumie, daje właśnie Lammas.
Jest to także święto, kiedy po raz pierwszy dostrzegasz dojrzałą formę swojej pracy, jakieś trwałe jej rezultaty. Czasem sprawia nam tym samym ogromną niespodziankę. Mamy nadzieję na to, że osiągniemy wszystko, do czego dążyliśmy przez cały rok. Nie zawsze wychodzi. Lammas uczy więc nieuniknionych konsekwencji swoich poprzednich wyborów. (Drobna uwaga: na wszelkie wyniki wpływają też czynniki losowe i otoczenie. Więc jeśli coś się posypało, to nie wolno od razu dochodzić do wniosku „No tak, to ja jestem beznadziejna, zawsze coś skopię”).
Lammas to punkt, w którym nie ma już odwrotu, nie ma czasu na poprawianie. Cokolwiek ci wyszło, musisz się tym zadowolić. Masz teraz jedynie dwie możliwości: albo wyrzucisz nieudany rezultat do kosza i zaczniesz całkiem od nowa, albo zdecydujesz się doprowadzić sprawę do końca, przeprowadzić żniwa. Tak czy tak, czeka cię okres dużego wysiłku i cierpliwości. Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że Lammas sprzyja czarom związanym ze sprawiedliwością i słusznymi prawami. To prawda – dochodzenie sprawiedliwości wiąże się z ponoszeniem konsekwencji. Kiedy zaczynają się żniwa, każdy, kto ma udział w danej sprawie, otrzymuje, co do niego należy. Kto sieje wiatr, ten zbiera burze.
Święto to ma również trzecią twarz. Daje ono nagłe zrozumienie, dostrzeżenie wzorca i celowości. Omawiając Yule pisałam o poczuciu „wszystko przyjdzie w swoim czasie”. Poczucie to możesz w sobie odkryć w Lammas. Nagle zaczynasz rozumieć, czemu służyły wszystkie pozornie bezsensowne i przypadkowe twoje czynności w ciągu roku. Właśnie teraz zaczynają układać się w jedną, sensowną całość. Kawałki układanki upadają na swoje miejsca, a człowiekowi pozostaje jedynie otwierać szeroko paszczę i dziwić się, jak to się wszystko mogło bez jego świadomego i celowego udziału wyjść. Lammas uczy zaufania do Bóstw i siebie, wiary w swoje siły i możliwości.
Oprawa rytualna
Pisałam wcześniej o trzech twarzach Lammas. Są to: duma, konsekwencje, zaufanie. Nie jestem pewna, czy da się przeprowadzić rytuał obejmujący je wszystkie; za dużo zależy tutaj od sytuacji w życiu konkretnego człowieka. Wydaje mi się jednak, że jeśli popatrzymy wystarczająco uważnie, to dostrzeżemy w swoim życiu pewne wzorce, zwłaszcza jeśli staramy się żyć
zgodnie z cyklami roku.
Obrzędy tego sabatu proponowałabym poprzedzić co najmniej dwutygodniowym śledzeniem swoich zachowań. Obserwacja to podstawowe narzędzie do lepszego poznania siebie. Tak naprawdę nieczęsto zwracamy uwagę na to, w jaki sposób podejmujemy decyzje, do czego to prowadzi, itp. Rzadko też jesteśmy w pełni świadomi wszystkich czynności, które przeprowadziliśmy danego dnia. Prowadzi to do sytuacji typu „Przez ten tydzień nic nie zrobiłam! Nawet o medytacjach zapomniałam! Ale ze mnie leń!”, a tymczasem odwalałaś większość domowych obowiązków bo reszta rodziny leży chora, a na dodatek zdałaś dwa kolokwia…
Zacznij więc obserwację. Co dnia spisuj sobie, co dzisiaj osiągnęłaś. Nie zapominaj o rzeczach małych! Każda wielka praca czy długa wspinaczka, składa się z małych kroków. Gotowanie obiadu, na ten przykład, może się wydawać nieistotne i prozaiczne w porównaniu z pracą wkładaną w namalowanie obrazu. A jednak dzięki jedzeniu artysta może żyć. Obiad jest więc jedną z rzeczy, które służą powstaniu obrazu, równie ważną, jak płótno czy pędzle. No i jeśli zapominasz o małych rzeczach, bardzo łatwo dochodzi do opisanego wyżej syndromu „Ja nic nie zrobiłam…”
Wieczorem, przeglądając spis, zastanów się, jakiemu celowi służyła każda czynność. Wypisz również decyzje, które podjęłaś tego dnia oraz cele do osiągnięcia na jutro. Tu także nie zapominaj o rzeczach małych. Do każdej decyzji dopisuj później, jakie ona przyniosła konsekwencje, a cele uwzględniaj przy podsumowaniu dnia następnego.
Na kilka dni przed sabatem poświęć trochę czasu na przemyślenia o tym, co się działo i dzieje w twoim życiu w skali rocznej. Określ konsekwencje twoich całorocznych wysiłków oraz swoje cele na najbliższy czas (tj. co z rozpoczętych rzeczy chcesz teraz doprowadzić do końca). Następnie postaraj się wyrazić to jasno i w możliwie małej ilości słów. Zapisz
na jednej kartce konsekwencje, na drugiej cele.
Zastanów się też, jakie ostatnio były twoje największe osiągnięcia (również w skali rocznej) i również spisz je w listę. Bądź ze sobą szczera i nie lekceważ siebie. Pamiętaj, by nie porównywać się do innych i nie używać cudzych skali oceny (”Co, nauczyłaś się wreszcie prowadzić samochód? Wielkie rzeczy! Każdy to umie.”) Ważne są też rzeczy w rodzaju
przetrwania trudności. Jeśli przeżyłaś długi okres bezrobocia i wreszcie znalazłaś pracę, to to uwzględnij, ale zapisz też, że się nie załamałaś podczas jej poszukiwania, bo to naprawdę ciężka próba!
Wreszcie pomyśl o tym, co dla ciebie symbolizuje uznanie i wdzięczność. Wyobraź sobie, że ktoś bardzo ci pomógł przy rzeczach, które wpisałaś jako osiągnięcia. Co byś dla niego zrobiła? Wyobraź sobie też, że ktoś stworzył coś, co bardzo ci się podoba, albo dokonał czegoś, co bardzo sobie cenisz. W jaki sposób okazałabyś mu, że ci się to podoba? Dałabyś takim osobom dyplom? Medal? Własnoręcznie upieczone ciasto? Bukiet kwiatów? Flaszkę dobrego wina? Zabrałabyś go/ją do kina? Co innego? Wybierz jeden lub kilka pomysłów.
W ramach przygotowań do samego rytuału zbierz następujące rzeczy:
- wszystkie trzy listy (konsekwencji, celów, osiągnięć)
- symbol tego, co wyrosło z twoich całorocznych wysiłków, i co właśnie masz zamiar doprowadzić do końca (na przykład kilka kłosów dowolnego zboża – z łodygami!)
- coś, co pozwoli ci przeprowadzić symbolicznie żniwa, zebrać rezultaty. (Jeśli w poprzednim punkcie wybrałaś kłosy, to tutaj można wziąć nożyczki, ostry nóż lub coś podobnego, co pomoże ci ściąć kłosy.)
- symbol objawienia, zrozumienia (dla mnie byłaby to świeca, ponieważ kojarzy mi się z „ooo! oświeciło mnie!”)
- wybrany przez ciebie symbol uznania i docenienia (jeden lub kilka).
Opracowany przeze mnie rytuał składa się z czterech części. Opiszę je krótko przy użyciu przykładowych symboli – jeśli wybierzesz coś innego, to musisz go sobie przerobić.
Najpierw postaw przed sobą wazonik z kłosami zboża. Weź listę konsekwencji i odczytaj je, w myślach lub na głos, wizualizując w jakiś sposób, że kłosy się nimi stają. Możesz na przykład „chować” w każdym kłosie obraz, który dla ciebie podsumowuje odczytywany punkt. Następnie odłóż listę i poświęć chwilę na rozważania związane z tym, w jaki sposób w życiu dokonujesz decyzji, jak reagujesz na ich konsekwencje, itp. Mogą ci w tym pomóc doświadczenia zebrane przez wcześniejszą obserwację siebie.
Kiedy uznasz, że wystarczy, weź listę celów. Wybierz te kłosy/konsekwencje, które są z nimi związane. Stwierdź, że właśnie te rzeczy zamierzasz doprowadzić do końca i zetnij same kłosy, bez łodyg (kiedyś w ten sposób ścinano zboże sierpem). Odłóż do osobnej miseczki i postaw ją przed sobą. Następnie pomyśl o tym, co chcesz osiągnąć (zarówno teraz, jak i ogólnie w życiu), jak do tego chcesz doprowadzić, jakie sposoby działania są dla ciebie akceptowalne (po trupach? nie krzywdząc nikogo? białe kłamstwo nie zaszkodzi a może pomóc? itp.) Poświęć na to tyle czasu, ile ci będzie potrzeba.
Teraz odczytaj listę swoich dotychczasowych osiągnięć. Postaraj się poczuć dumę z faktu, że to wszystko ci się udało. Jeśli najdą cię myśli typu „Ee tam”, „Każdy to potrafi”, „Mogłam lepiej” – postaraj się skupić na czymś innym. Popatrz przez chwilę na płomień świecy, zanuć piosenkę, powtarzaj jakiś tekst w myślach. Nie wgłębiaj się w te myśli, bo są fałszywe i niezdrowe. Nie o to chodzi w tym święcie. Teraz mamy się z nich uleczyć, poznać zdrową dumę, radość z samej siebie. Dlatego – wręcz sobie wybrany przez siebie symbol (lub symbole) uznania. Postaw go/je przed sobą, obok miseczki z kłosami. Pomyśl przez jakiś czas o tym, jak to jest, kiedy można się doceniać bez poczucia winy z tego powodu, kiedy satysfakcjonuje cię twój własny postęp a nie porównanie do innych.
Wreszcie zapal świecę – symbol objawienia i zrozumienia, mówiąc coś w rodzaju „Teraz widzę, teraz rozumiem”. Pomyśl o wzorcach w swoim życiu, które ostatnio nagle zauważyłaś (jeśli ich nie zauważyłaś, nie przejmuj się, nie zawsze są wyraźne). Pomyśl też o tym, co zrozumiałaś obserwując siebie i o tym, co ci się objawiło w tym rytuale podczas poprzednich krótkich medytacji. Ta świeca to twoje „oświecenie”. Poświęć tyle czasu, ile potrzebujesz, żeby to odczuć, a następnie zakończ obrzęd.
Po rytuale radośnie wykorzystaj twój symbol uznania (zjedz ciasto, powieś dyplom na ścianie, pójdź do kina). Postaraj się pozbyć negatywnych myśli z tym związanych. Rytuał taki powtarzaj zawsze wtedy, gdy będziesz chciała docenić swoje osiągnięcia (również „niewielkie”), a nie tylko na Lammas! Kłosy zachowaj na później. Wykorzystasz je podczas następnego sabatu, Zrównania Jesiennego, kiedy będą przedstawiały to, co ci się udało doprowadzić do końca i zebrać.










Komentarze (0)
RSS komentarzy do tego wpisu