Przemyślenia o Samhain

Cytat

„Nadchodziła zima. Jej podmuch, ogołacając drzewa, nagromadził stosy liści, suchych gałązek. Znalazła to wszystko przygotowane u wejścia do [jaskini]. Przez las i ćwierć mili ciagnące się landy schodziło się do kilku wiosek, które wyrosły u brzegów rzeki. ‚Oto twoje królestwo – powiedział jej głos wewnętrzny. – Dziś żebraczka, jutro zapanujesz nad okolicą.’

Początkowo nie bardzo wierzyła tym obietnicom. Zgnębiła ją rozpaczliwa pustelnia bez Boga i wielkie monotonne wichry z zachodu, bezlitosne wśród ogromnej samotności wspomnienie tylu strat i tylu zniewag, nagłe gorzkie wdowieństwo, myśl o mężu, który ją wydał na hańbę. Czuła się igraszką losu, smutną rośliną land, bez korzeni, gnaną przez wiatr północny, przepędzaną, karaną, nieludzko bitą, podobną do szarego, ostrego koralowca, który coraz to gdzieś przylgnie, aby zostać tym silniej zmiażdżonym. Dziecko depcze go nogami. Ludzie szydzą: ‚Oblubienica wiatru’.

Śmieje się obelżywie z samej siebie na myśl o tym porównaniu. Ale głos z tajemnej głębi powiada: ‚Nieświadoma i szalona, nie wiesz, co mówisz… Ta roślina, miotając się tak, ma prawo gardzić wieloma tłustymi i pospolitymi trawami. Błąka się bedąc całością, niosąc w sobie wszystko, kwiaty i nasiona. Bądź do niej podobna! Bądź swym korzeniem,
a nawet z serca zawieruchy wyniesiesz jeszcze kwiat, nasze kwiaty, jakie powstają z prochu grobowców i popiołu wulkanów.’”

- Jules Michelet, „Czarownica” (koniec r. 6 / poczatek r. 7)

Przemyślenia

Każdy sabat zapoczątkowuje pewien okres (dlatego wg. mnie nie ma znaczenia, jeśli się „przegapi” pewien konkretny dzień, bo to wcale nie o to chodzi.) Trzy jesienne sabaty – Lammas, Mabon i Samhain – oznaczają odpowiednio okres żniw, szczerości i ostatecznej próby.

Lammas: początek zbiorów. Praca wreszcie zakończona, widzisz rezultaty swoich działań. Nie możesz już ich zmienić, zbiory nie urosną już wyższe – możesz jedynie pracować, by twoja całoroczna praca nie poszła na zmarnowanie, a więc zbierać bez wytchnienia i chronić zbiory. Możesz też zatrzymać się na drodze i pozwolić, by wszystko sie rozsypało. To pierwsza próba, wytrwałości. A jeśli ją przetrzymasz… teraz, kiedy dopiąłeś/dopięłaś wreszcie swego upragnionego celu – gdzie dalej pójdziesz?

Takie pytanie powstaje, kiedy nadchodzi Mabon. Nagle (zwłaszcza dla niektórych) okazuje się, że cel to nie ty, to nie twoje ‚ja’. Biada tym, którzy zapomnieli o sobie, pozwolili sie wchłonąć przez swój cel, zaczęli się przez niego określać. Co im zostanie, kiedy celu zabrakło? Pustka, nic. Nic nie wiedzą o sobie. Mabon zapoczątkowuje okres odzierania człowieka ze złudzeń i fałszywych przekonań, tak jak wiatr obdziera drzewa z liści. Stajesz twarzą w twarz z samym sobą – ze swoimi dotychczasowymi wyborami, których skutki już się pokazały. Druga próba, absolutnej szczerości. Czy będziesz w stanie zaakceptować siebie takiego/taką, jakim/jaka jesteś? Jeśli nie, zakopiesz sie w zgniłych liściach – swoich złudzeniach – rozpaczliwie probując się schować przed światem i samym/samą sobą.

A co pozostaje, gdy opadną wszystkie ochronne tarcze i zostanie sam środek? Wydawałoby się, że po tak strasznych, bolesnych przejściach (zwłaszcza dla współczesnych ludzi, którzy w większości żyją okłamując się) świat powinien być ‚w porządku’ i zostawić w spokoju to biedne, rozdygotane coś. Ale nie – rozpętuje się zawierucha, a to coś wpada w samo jej serce. Okres od Samhain do Yule to pogrzebanie żywcem, próba ostateczna. Nie wystarczy, że cenny kamień wydobyto z ziemi, teraz trzeba go oszlifować. A za szlify płaci się bólem. Okres czerni, pustki i braku nadziei ma cię nauczyć zaufania swojemu najgłębszemu jądru, centrum. Ma nauczyć przetrwania pomimo największych trudności i przeciwności, i bycia pomimo nich zawsze wiernym/ą sobie. Masz odnaleźć w sobie swój korzeń.

Dlatego jest to próba ostateczna. „Sąd” z Tarota. Nie jest to Sąd Ostateczny, gdzie dobrzy zostają pogłaskani po główce i dostają cukierka, a źli kopnięci w tyłek i zrzuceni w smołę. To jest całkiem dosłowna walka o siebie. Pojawiasz się jako węgiel, wpadasz pod potworne ciśnienie. Jeśli nie przejdziesz tej próby, długo będziesz się lizać z ran, może do końca życia. Jeśli ci się uda, wyjdziesz jako niezniszczalny diament. Bo już zawsze, nawet z serca najgorszej zawieruchy, wyniesiesz swoje kwiaty. Bo cokolwiek się stanie w przyszłosci, zawsze bedziesz potrafił/a odnaleźć siebie.

A kiedy przyjdzie Yule, pojawisz sie ty, dziecko nadziei, która przetrwała mimo wszystko. I pojawią się bogowie. Aradia, przewodniczka prześladowanych. Cernunnos, Słonce o Północy, światło, które płonie nawet wśród największych ciemności.

Chwała czarownicom. Oto nadchodzi Słońce!

Mit: zstąpienie Inanny.

Zaczęło się to dawno temu, kiedy cudowna królowa niebios miała dwóch zalotników, rolnika Enkidu i pasterza Dumuziego. Obaj przynosili jej podarunki; obaj próbowali ją zauroczyć słowami. Jej brat popierał rolnika, ale miękkie wełny, które przyniósł Dumuzi, przekonały serce Inanny. I tak Dumuzi stał się ulubionym towarzyszem bogini.

Nie minęło wiele czasu, a Dumuzi stał się pyszny, uważając, że jego pozycja wynikła z jego ważnosci, a nie z pragnienia bogini. Nie chciał poprzestawać na byciu towarzyszem i myślał o sobie jako o królu.

Jego szansa nadeszła, kiedy Inanna zdecydowała się wyruszyć na śmiałą wyprawę: zejść do świata zmarłych, gdzie panowała jej siostra, Ereshkigal. Nikt tego wcześniej nie dokonał, lecz Inanna nie czuła lęku. Znała jednak niebezpieczenstwo grożące przy tej podróży. Pouczyła więc swego pomocnika, Ninshubę, że gdyby nie wróciła przez trzy dni i trzy noce, powinien udać ceremonie żałobne i błagać inne potężne bóstwa, by pomogły Inannie. Bogini założyła siedem magicznych ozdób, symboli jej mocy, boskości i władzy, by ją chroniły. I udała się w podróż.

Przy pierwszej z siedmiu bram na drodze do podziemnego świata boginię zatrzymał strażnik Neti, który zażądał jednego z jej symboli władzy. Tak działo się przy każdej bramie. Inanna musiała oddać wszystkie swoje ozdoby, ponieważ do królestwa śmierci wchodzi się nagim. I naga stanęła przed Ereshkigal.

Kiedy tylko władczyni świata zmarłych spojrzała na Inannę, ta padła trupem. Ereshkigal rozkazała zwłoki zawiesić na haku. Truchło wisiało przez trzy dni i trzy noce. Inanna nie powrociła.
Ninshuba postąpił więc zgodnie z jej wcześniejszymi poleceniami. Enki, ojciec bogini, zgodził się jej pomóc. Z ziemi nagromadzonej pod paznokciami zrobił dwa stworzenia o imionach Kurgurra i Kalaturra, i wysłał je z jedzeniem i wodą życia, by przywróciły życie Inannie. I udało im się.

Nikt nie może jednak opuścić świata zmarłych, jeśli nie znajdzie kogoś, kto by go tam zastąpił. Tak więc demony – pomocnicy Ereshkigal – podążały za boginią, kiedy wychodziła
by ponownie objąć panowanie. Gdy wyszli na powierzchnię, demony chwytały po kolei wszystkich, których spotkali, lecz za każdym razem Inanna przypominała sobie ich dobre uczynki, i to, co dla niej zrobili, więc uwalniała ich. Gdziekolwiek przybywała, ludzie wychodzili jej na spotkanie ubrani w szaty błagalne, prosząc ją o litość. Lecz kiedy przyszła do swojego świętego
miasta – Erech – dowiedziała się, że Dumuzi obwołał się tam władcą. Po wejściu do swojej sali tronowej zobaczyła Dumuziego dumnego, rozpartego wygodnie na jej tronie. Bogini rozwścieczona jego pychą zezwoliła demonom porwać go do królestwa Ereshkigal.

Za Dumuzim podążyła jednak później jego siostra, Gesztinanna, i wybłagała od Ereshkigal zamianę: miała przez każde pół roku pozostawać zamiast brata pod ziemią. I tak, gdy Dumuzi pojawia się na ziemi, zakwitają wszystkie rośliny pustyni.

Żródło: Patricia Monaghan, „The Goddess Path” (w tlumaczeniu 3Jane), oraz inne.

Komentarze do mitu

Podobieństwo imion Inanny i Gesztinanny, oraz zamieszanie dotyczące tożsamości i funkcji Dumuziego (bóg pasterzy, czy wegetacji?) nie jest ponoć przypadkowe. Nałożyły się tu dwa mity. Jeden, doskonale wszystkim znany, dotyczy bogini i umierającego boga wegetacji. Drugi związany jest z pokonaniem ludu pasterzy przez lud, którego główną patronką była Inanna. Bóg symbolizujący pasterzy i bóg wegetacji zlali sie w jedno (Dumuzi). Stąd też wynikła dwuznaczna postawa Inanny wobec Dumuziego, który raz jest jej wrogiem, a raz kochankiem – oraz Gesztinanna jako powielenie Inanny ratujące Dumuziego.

Oprawa rytualna

Możnaby przeprowadzić następujące porównanie świąt i elementów mitu:

Mabon i później = obdarcie z przedmiotów mocy
Samhain i później = trzy dni na haku
Yule i później = wyjście z podziemi

Proponuję w związku z tym urządzić rytuał Samhain jako przedstawienie zejścia Inanny do podziemia.

W „The Goddess Path” podsunięty jest rytuał poświęcony Inannie, który można odprawiać za każdym razem, gdy w życiu przejdzie się znaczącą stratę; wygląda to mniej więcej tak, że zamiast siedmiu ozdób mocy bierze się ze sobą rzeczy symbolizujące utracone rzeczy/cechy/osoby/możliwości, a dalej już odgrywa się mit. Rzeczy te pozostają w „podziemiu”, tak jak zostałby tam Dumuzi.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że to są tylko moje tegoroczne przemyślenia. Święta co roku mogą nabierać nowego znaczenia, nowej warstwy i nowej głębi. W końcu od tego są mity i symbole :)

Zapisz w serwisie społecznym: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • StumbleUpon
  • Reddit
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • Ma.gnolia
  • Wykop